piątek, 1 września 2017

PODSUMOWUJĄC

I po wakacjach. Pierwszy wrzesień i jak po pstryknięciu palcami, pojawiła się jesień. Za oknem mży, siąpi, wieje. Przeglądam i porządkuje wakacyjne zdjęcia. To wszystko, co przywożę z wyjazdów. I cieszę się, bo udało nam się zrealizować właściwie wszystkie plany i naprawdę dużo udało nam się w tym roku zobaczyć.

Spędziliśmy w lipcu kilkanaście dni na Kos, w objechaliśmy wyspę, w sierpniu z kolei byliśmy w zoo we Wrocławiu, w warszawskim Centrum Nauki Kopernik, a ostatni weekend spędziliśmy w Krakowie. Wszyscy razem. Zastanawiałam się czasem, czy warto, bo gnomy marudzą, jęczą, żądają lodów, noszenia na rękach, śpią w aucie, potem nie chcą spać w domu – słowem podróżowanie i zwiedzanie z dwójką dzieci w wieku sześć i dwa lata to spore wyzwanie. Nie raz myślałam, czy coś im w ogóle w pamięci zostanie…

Tymcio jest za mały, żeby cokolwiek zapamiętać, ale po powrocie z eksperymentarium twardo przez dwa dni żądał, żeby go zabrać „Do lobota! Do lobota mama!” i nie dawał się przekonać, że robot został daleko. W końcu poddał się i ustaliliśmy, że pojedziemy „jutlo”, czyli po prostu kiedyś tam. Blance Centrum Nauki Kopernik podobało się, najbardziej magnesy, bańki, lustra, a Tymonowi wszystko, czym można było kręcić, poruszać i co można było wciskać – niemniej mam wrażenie, że to miejsce dla nieco starszych dzieci.

Po powrocie z weekendu w Krakowie zaś Młody zerwał się rano i przyleciał do mnie z pytaniem: „Dziemy na wyciećkę mama? Dziemy dzisiaj??”, czyli bakcykla podróżniczego złapał. Spodobało mu się - byliśmy w fantastycznym muzeum pod Sukiennicami, w Kościele Mariackim, na Wawelu, w Smoczej jamie, spotkaliśmy się ze znajomymi, których poznaliśmy na Kos, zwiedziliśmy Wieliczkę. Niemniej, zgodnie z moimi przewidywaniami, dla dzieci największą atrakcją wypadu okazało się włażenie na pomnik Mickiewicza, karmienie oswojonych gołębi na rynku i lizanie ścian w kopalni soli. Bez komentarza, ręce opadają, tak myślałam jeszcze kilka dni temu. Ale dwie sytuacje z wczoraj przekonały mnie, że jednak warto było…

Blanka, grając ze mną w % sekund, wylosowała pytanie: „Co się przywozi z wakacji?”, niemal z automatu odpowiedziała – „Wspomnienia. I zdjęcia mamo!” A wczoraj przyszła do mnie i mówi:

Mamo, ja bym chciała w poniedziałek do przedszkola zabrać pawie pióro, muszelki, pumeks (naturalny, znaleziony na Kos), o, i zwykły kamień dla porównania. I bryłkę soli (z Wieliczki). Będę opowiadać dzieciom o moich wakacjach… !”

17 komentarzy:

  1. Najważniejsze zaszczepić chęć poznawania. Nawet jak nie będą pamiętał, bakcyl zostanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to liczę - że będą głodne i ciekawe świata, że ich coś będzie potem gnało do poznawania, jeźdzenia, tak jak gna mnie....

      Usuń
  2. Pewnie, że warto! Nawet jeśli nie jest to łatwe, nawet jeśli wymaga wyrzeczeń i wielu kompromisów;-)
    Wracają zmęczone, czasem po długiej podróży opłakanej że długo, że kiedy i że już chcą spać w swoim łóżeczku, ale po wyjeździe zaraz biegną do mapy żeby wbić chorągiewkę;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo, o tym nie pomyślałam, muszę im taką mapę zawiesić. Choć wymagania rosną, ostatnio czytałyśmy Nelę i Blanka stwierdziła, że chce jechać... na Malediwy...

      Usuń
  3. Tak, wiem po sobie, że warto. Zaczęłam wakacyjnie podróżować z rodzicami jak miałam 6 lat, wiele szczegółów uleciało z głowy, ale pozostało coś o wiele ważniejszego - chęć odkrywania nowych miejsc, zapachów, kolekcjonowania wspomnień. To, co dajecie dzieciakom na starcie, to niesamowity kapitał na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję. Wiesz, to że ona zdecydowała się zabrać w poniedziałek pamiątki z wakacji do przedszkola było tym bardziej znaczące, bo w poniedziałek można przynosić do przedszkola zabawki. I ona z zabrania tej zabawki zrezygnowała...

      Usuń
  4. Heh, to tak jak z Lilą. Ona codziennie chciałaby jechać na wycieczkę. W każdy weekend, jeśli tylko możemy, staramy się z Nimi gdzieś pojechać i Lila to kocha. Eliza też lubi, ale to jednak już nastolatka- czasem jęczy, czy musi jechać, bo wolałaby zostać :)
    Uwierz mi jednak, że czasami są tak kryzysowe chwile na tych wyjazdach, że obiecuję sobie- nigdy więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem typem "włóczęgi", nosi mnie, gdy za długo siedzę w domu. Tymon dobrze już znosi jazdę autem (jeszcze w zeszłym roku się buntował i ryczał "wyjść, wyjść" w foteliku), Blanka czasem jęczy, ale w sumie da się już ich ogarnąć. Co nie zmienia faktu, że czasem mam ich ochotę podusić.

      Usuń
  5. Też uważam, że warto mimo że czasem na myśl o wyjeździe włosy stają mi dęba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie raz mam dość na samą myśl....

      Usuń
  6. Po latach okazuje się, że moja córka pamięta dosłownie wszystkie nasze wycieczki i wyjazdy, więc pięknie, że byliście razem. Docenią to z czasem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka z pierwszego wyjazdu do Grecji pamięta że przychodziły do niej do jadalni koty. Miala 2,5 roku. Tymcio pewnie niewiele... Ale ja będę pamiętać 😀

      Usuń
  7. Taka sytuacja: byliśmy w Wenecji kiedy wówczas Nieletni miał lat 4. Dwa lata później, zwiedzając Kraków trafiliśmy na plenerową wystawę zdjęć z całego niemal świata. Była to nietypowa wystawa - zdjęcia z tzw. "lotu ptaka". Mój wówczas 6-letni syn oglądając te fotki stanął, przekrzywił głowę, poprawił okulary zadzierając wysoko głowę i oświadczył: o Wenecja! Pamiętasz mamo jak byliśmy? Pamiętasz te mostki, kanały? A przywiozłem sobie to i to...
    Miny innych oglądających - bezcenne.
    Pozdrawiam powakacyjnie, choć mój syn ma nadal wakacje.
    Studenci tak mają ;-)
    Ucałuj Twoje Pociechy.
    Izumi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pod wrażeniem. Mam nadzieję że moje też zapamiętają, że ich też coś będzie gnało, ciągnęło w świat.

      Usuń
  8. Mojego Nika zadowala narazie nasze podworko i rower. Jak moze jezdzic na rowerze, to jest pelnia szczescia. Natomiast Bi co weekend dopytuje kiedy jedziemy na "wakacje". Dla niej kazdy wyjazd to wakacje. ;)
    I chociaz logistycznie czasem ciezko towarzystwo ogarnac, mimo ze czasem mialabym ochote zakneblowac marudzace w aucie buzki, to i tak lubie z nimi podrozowac. Nawet jesli z wycieczki nad Niagare najbardziej podobaly im sie lody i frytki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa frytki i lody to zwykle jedna z większych atrakcji każdego wyjazdu. Nie wiem czy nie największa. Taki etap Mam nadzieję

      Usuń