poniedziałek, 7 sierpnia 2017

PATENT

Piątkowy wieczór. Siedzimy przy kolacji, dzieciaki wykąpane okupują kanapę, próbujemy złapać oddech po całym tygodniu. A Blanka gada, gada, gada... nie zamyka ust nawet na moment. Gada, opowiada, pyta, piszczy, wykrzykuje, skacze goła po kanapie. I nadaje. Mieli jęzorem. Bez przerwy.
Mój małomówny mąż, udręczony kakofonią dźwięków i jej wyjątkowo piskliwym głosikiem, w końcu stwierdza:

"Blanka, gdybyś miała podłączoną do języka turbinę wiatrową, to mielibyśmy prąd za darmo..."

8 komentarzy:

  1. Oo, to tak jak bratanica mojego męża. Ma 4 latka, jest non stop "na chodzie" a buziol się jej nie zamyka. Nawet kiedy jest już ledwo żywa ze zmęczenia ;)
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie oboje są nie do zdarcia... niestety :-)

      Usuń
  2. Zupelnie jak Nik! Kiedys myslalam, ze Bi jest gadula, ale on bije ja na glowe!

    Dla moich tez nie ma nic lepszego jak latac po kapieli na golasa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka gada cały czas, doprowadzając już nawet mnie do szału. Jak zada pytanie, to musi je z dziesięć razy powtórzyć, a jak jej udzielę odpowiedzi, to jeszcze z pięć. Powoli też Tymon zaczyna nawijać. Oszaleję... ps. Tak, golizna pokąpielowa jest super :-)

      Usuń
  3. Po takim komentarzu chociaż się z tego uśmiać można, chociaż też mam małą odporność na hałas i nie wiem jak bym sobie z tym dała radę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To mi najbardziej chyba przeszkadza w dzieciach, to, że one są niesamowicie hałaśliwe...

    OdpowiedzUsuń