piątek, 16 czerwca 2017

PRAWDZIWY FACET

Mój syn mnie irytuje, delikatnie mówiąc. Sprawdzałam już kilka razy i zawsze jest to samo, dokładnie to samo. Shoppingowi Tymon mówi stanowcze, zdecydowane nie. Jeszcze wizytę w spożywczaku jakoś zniesie, ale zakupy odzieżowe są powyżej jego progu tolerancji. Gdy tylko widzi, że zmierzam w kierunku sklepu z ciuchami, zaczyna zawodzić:

"Nieeee tam!!!, Nieeee tam!!!"

Jeśli mimo jego protestów wejdę do środka, żeby chociaż pobieżnie po wyprzedażach się przelecieć, wije się w wózku jak piskorz i ryczy:

"Dziemy!!!!, dziemy!!!, dziemy!!!"

No facet, Prawdziwy facet. 

piątek, 9 czerwca 2017

INTERAKCJE SŁOWNE

Tymcio mówi coraz więcej. Co prawda głównie my go rozumiemy, bo słowotwórstwo dosłownie kwitnie w jego wykonaniu. Oto kilka przykładów ( zapisać, zapisać ku pamięci!)

"łojejek" - rowerek
"ejojo" - oreo
"abubas" - autobus
"cukr" - cukier

No i w końcu Tymek zaczyna wchodzić w interakcje słowne!

Znudzony na placu zabaw zaczyna sprzątać zabawki i wrzucać je do torby, oznajmiając jednocześnie:
"bielamy, dziemy, bielamy, dziemy!" (zbieramy i idziemy)

Wychodzą ze żłobka mówi grzecznie:
"dzienia, kuje!" (do widzenia, dziękuję)

Biegnąc za Blanką, która po raz kolejny odebrała mu swoją zabawkę, informuje mnie i błaga ją jednocześnie:

"blała, blała, daj, posie cie, posie cie, daj, posie cie!" (zabrała, oddaj, proszę Cię!)

Chodzę wnerwiona po domu i szukam smoczka, powtarzając "Gdzie ty masz tego gumiaka, no gdzie go zgubiłeś, gdzie Ty go masz?". A Tymek chodzi za mną i powtarza: "wjąćcie, wjąććie, wjąćcie" (w rączce) 

Oboje, kilkadziesiąt razy dziennie, gdy tylko jedno machnie lapą w kierunku drugiego, informują mnie w sumie już tonem beznamiętnym:

"bije, bije, bije!"

Gdy mówię mu "Tymus,  zakładamy buty i idziemy na spacer ", odpowiada natychmiast:

"Dobla! "

A tak w ogóle to w naszym domu mieszka już: Tynek, Banka, i Pabis :-)

środa, 7 czerwca 2017

NADZIEJA NA BASIEN

Byliśmy ostatnio z dzieciakami na basenach termalnych w Uniejowie. Baaardzo im się podobało, zwłaszcza Tymkowi. W dzień dziecka, zamiast kupować trollom wypasione prezenty, zabraliśmy ich do lokalnego aquaparku. Młody zjeżdżał, biegał po brodzikach, bawił się, Blanka szalała. Oboje uwielbiają takie wypady, a że do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, nawet mały człowiek - od tamtej pory codziennie po przyjściu ze żłobka Tymon zadaje nam z nadzieją to samo pytanie:

"Basien? Basien?"

Chodzi za nami, zagląda nam w oczy, przynosi swoje "kóko", klapeczki i znów pyta:

"Basien? Basien?"

A gdy mówimy, że nie, że dziś nie jedziemy na basen, smutnieje, ale po chwili dorzuca z nadzieją:

"Potem? Potem?"

Więc potakujemy, że tak synku, tak, potem pojedziemy.
A on kolejnego dnia znów pyta.
Nadzieja umiera ostatnia