wtorek, 9 maja 2017

JĘZYK

Tymcio ma fazę na "ja!". Czyli, że sam. Sam zrobi, sam założy, sam zaniesie, sam weźmie, sam zejdzie po schodach. Kiedy próbuję mu pomóc, drze się jak opętany, odpycha mnie i wykrzykuje: "ja!, ja!, ja!". No więc siedzę przy nim, patrzę, jak biedzi się z butami, mocuje się z rzepem, próbuję wepchnąć tą swoją pulchniutką stopę do środka i tłumaczę:

"Tymuniu, musisz wyciągnąć język, inaczej stópka nie wejdzie do środka"

I Tymek wyciąga.
Swój.
Z buzi.

Siedzi z wywieszonym językiem i nic nie rozumie, ani czemu stopa nadal nie wchodzi do buta, ani czemu matka rechocze...

8 komentarzy:

  1. Niedobra matka, niedobra:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nosz mamo, mało precyzyjna byłaś, ot co xD

    OdpowiedzUsuń
  3. I to język i to. Bywa 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Hie hie hie!!!
    Dorastalam w 11-pietrowym wiezowcu. Kiedy trzeba bylo zjechac lub wjechac na nasze pietro, mowilismy "zawolaj winde", w sensie nacisnij guzik, zeby przyjechala. Kiedys powiedzialam tak mlodszej siostrze, wtedy moze 2-3-letniej. A Mloda podeszla do drzwiczek i drze sie na cala klatke "Wiiiindaaaa!!!". Jak zawolac, to zawolac... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci są dosłowne. Język to język, wołać to wołać ☺

      Usuń
  5. To masz bezpłatną komedię na co dzień :))) Buziaki dla Was wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, jest się z czego pośmiać, choć może nie wypada 😉

      Usuń