środa, 8 lutego 2017

INACZEJ

Czekałam ostatnio w Good Time, aż zwolni się szatnia. Przyćmione światło, świecie zapachowe, łagodna, cicha muzyka, miękka wykładzina, spływające na nią drapowane zasłony z ciężkich, pluszowych tkanin wydzielaly intymną przestrzeń i tworzyły buduarową atmosferę. Machinalnie zrobiłam telefonem zdjęcie; wyszło słabe, mam kiepski aparat; kolory pozbawione nasycenia, jak za mgłą.

 Trzeba skorygować, filtr nałożyć, skadrować, wkleić ramkę. Poprawioną wersję, oczywiście z odpowiednimi emotikonami, tagami "w cudownym nastroju", "wspaniale", "zrelaksowana", "szczęśliwa", "prezent od męża" opublikować, upublicznić, oznaczając miejsce.
Natychmiast. Niech wiedzą. Niech widzą. Kto? Najlepiej wszyscy. Niech zazdroszczą. Niech podziwiają. 
Powszechny przymus wewnętrzny. Imperatyw niemoralny. 

Siedziałam w aksamitnym, głębokim fotelu, czekając na masaż, powinnam napisać, aż się prosi, aż się samo ciśnie - otulona w miękki szlafrok. Miękki jak akasmit. Velvet. Do dupy...

Tyle słów zużytych, wyświechtanych, znoszonych i przydeptanych jak domowe laczki dookoła, na wyciągniecie ręki, języka. Tylko brać, epatować, zachwycać. Się i innych. Zadzieram kiece i lecę. Więc co pod spodem?

De facto szlafrok wcale nie był miękki.  Był świeżo wyprany, lekko szorstki i miał zerwane szlufki od paska.  Owinęłam się nim ciasno, bo w głowie natychmiast pojawiła mi się natrętna, silniejsza ode mnie wizja,  zobaczyłam, jak wstaję z fotela i poły rozchylają się, odsłaniając piersi puste i miękkie jak skórkowe portmonetki, a za nimi wypada spomiędzy poszarzałej lekko tkaniny frotte spóźniony brzuch, jakby wołał do piersi "poczekajcie, przecież jestem dla Was wsparciem!". Już widziałam, jak wypływał jak wyrośnięte, choć ciągle surowe, drożdzowe ciasto, przelewał się przez krawędź rozsuwającego się, opadającego paska. 

Pewnych obrazów nie umiem się pozbyć, zawsze wygrywają, wypływają jak spienione brudy na sfermentowanych zlewkach, w których moja bardzo, bardzo stara babcia myła talerze. Daj, ady potoknę, jużem potoknęła, mówiła i płukała je w wiadrze ciepłej jeszcze kluszczonki. Metalowy, emaliowany zlew był dla niej aż do śmierci zwierzęciem obcym i nieoswojonym. Dla mnie - basenem pełnym piany, do którego wskakiwały na główkę dzielne widelce, w którym topiły się małe, bezbronne, płaczące łyżeczki, którym na pomoc skakały bohaterskie mamy łyżki. Wśród obijających się o siebie z brzękiem szklanych burt kołyszących się na wodzie szklanek, dryfowały wklęsłe wyspy talerzy. Na ich brzegach kwitły ręcznie malowane, różowe róże, wiły się i przeplatały z niezapominajkami.

Gdy byłam dzieckiem, jadałam zupę tylko i wyłącznie z ziemniakami. Kluski były nudne, nie pozostawiały żadnego pola wyobraźni. W ubitej wyspie tłuczonych z masłem kartofli, oblewanych przez czerowne morze pomidorówki,  drążylam tunele, kopałam kanały, rzeki, jeziora, by w końcu zatopić ją jak mityczną Atlantydę.

Nie baw się jedzeniem. Nie czytaj przy stole. Nie grab się. Nie pyskuj.  Dzieci i ryby głosu nie mają. Zobaczysz, ręka Ci uschnie. 

Jej też nie umiem sie pozbyć. Siedzi mi na karku, zagląda przez ramię i gdacze, i gdera moim, choć dziwnie znajomym głosem. Rzyga wyświechtanymi, zużytymi frazami, które nagle wzbierają, podchodzą mi do gardła. Mimowolnie. Wyskakują jak diabeł z pudełka, prostą w dziecięcą twarz, chwilę kołysząc się na zardzewiałej sprzężynce, w końcu zastygają. Czy ty zawsze musisz? Ile razy można Ci powtarzać? Dociera co Ciebie w ogóle to, co mówię? Do Ciebie się mówi jak do ściany. 

Dochodzę do niej i się zatrzymuję. Ani obejść, ani przeskoczyć. Czekam przebrana. Za nią czeka na mnie łóżko i delikatne ręce pełne dotyku. W łydce łapie mnie skurcz. I w gardle. Lepiej nie myśleć za dużo. Niedobory ma Pani. Magnezu i wapnia. I dotyku, dodaję w myślach. Dobra, pora iść, wsuwam telefon z nieudanym zdjeciem do kieszeni szlafroka. Niczego nie publikuję. Nie zamieszczam. Nie ogłaszam. Historyk, który uczył mnie w liceum, zawsze kończył lekcję wyluwając serię słów: "Pytania, wnioski, uwagi, opinie, zgłoszenia, interpelacje, dezyderaty słucham". Wtedy mnie to śmieszyło. Teraz mam ich w nadmiarze, zalewają mnie pytania, wnioski, uwagi, opinie, zgłoszenia, interpelacje i wewnętrzne dezyderaty.

Pogadałabym. Ale bez filtra. Zaciągnęłabym się mocno i glęboko długą rozmową. Zajrzałabym za tagi i statusy "cudownie", "wspaniale", "zrelaksowana", "szczęśliwa". Za kulisy. Za kadr. Za ramy obrazów, na których napisana sarna biegnie przez napisany las. Ale z kim? I kiedy? Może teraz. Może jutro. Może nigdy. Może już pora?

Pora na dobranoc, bo juz księżyc świeci. Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci. Tymek wziął do żłobka Blanki misia i zgubił. Gdy wychodziliśmy, Pani przyniosła dwa inne, bardzo podobne, też białe z kokardką, dałam mu jednego, mówię mu, że to ten, zobacz, to ten, Twój miś, kłamałam, moja wina, moja bardzo wielka wina, śpieszyłam się. Tymcio burknął, że yyy!!! ( nie ten!) i odniósł do sali.

Pora spać. Najwyższa.

Pora umierać (Sto lat, Pani Danuto, spóźnione życzenia, usp,  nietaktowne, dwieście lat na te 102 urodziny).
Pora na telesfora.
Już pora. Sama nie wiem, na co. Jeszcze. Ale wiem, że już. Dowiem się, choć nie odróżniam pora od selera, zawsze mi sie myliły. 
Już pora, zapraszam na masaż. 
Wstaję i idę. Dobry początek. 


8 komentarzy:

  1. "Zaciągnęłabym się mocno i glęboko dlugą rozmową" - próbowałam, nieznośny kaszel wyrywający serce i duszę, aż do krzyku i krwi. Teraz wiem, że nie warto. Gmeranie w tych pomyjach tylko powoduje torsje. Za to dla siebie ugotuję górę puree i będę orać, bronować, przekopywać i czynić inne inżynieryjne cuda, by móc w spokoju delektować się swoim dziełem "wkurzającego" niejadka. Niejadka, który spuchł od pchanego wiecznie w niego jedzenia i niespełnionych cudzych oczekiwań. Nie mieszczę się w nich i ostatniej parze spodni. Właśnie mogę odtrąbić serię spektakularnych życiowych porażek wychowawczych. Ale chyba nie ważne, że jej mam. Ważne co z nimi zrobię. Chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jednak warto? Próbować. Wchodzić poza ramy, poza banały, pod powierzchnię, pod skórę. Głęboko, nawet jeśli kaszel wyrywa płuca - jak się człowiek wykaszle, to może w końcu głęboko odetchnąć. Odpluje, to co zalega. Cudze oczekiwania można przetrawić. Aktualnie mam te wepchane we mnie w dolnym odcinku przewodu pokarmowego. Na wyjściu. Nie ma czegoś takiego jak porażka. Są lekcje. Powtarzane do skutku, aż odrobisz, zapamiętasz, nauczysz się, przyswoisz. Chyba :-)

      Usuń
  2. Na szczescie bardzo rzadko moi znajomi z FB zamieszczaja takie sweetasne, ociekajace slina i lzami zdjecia. Na szczescie moi znajomi z FB zajmuja sie tym co ja lubie najbardziej czyli polityka, kocham ich za to.
    Najbardziej mnie natomiast smiesza te wszystkie zyczenia mezusiom i zoneczkom z okazji urodzin, rocznicy slubu, pierwszej randki itp... ups Valentine's Day nadchodzi... bedzie sie dzialo:)))
    A ja wtedy pekam ze smiechu myslac "czy oni wszyscy nie mieszkaja razem? czy moze sie wlasnie poklocili i musza zamiast prywatnie na ucho przy swietle swiec i lampce dobrego wina.. oni musza odtrabic publicznie?"
    Nie rozumie i juz nigdy nie zrozumiem i to moja w pelni swiadoma decyzja to nierozumienie ludzi, dla ktorych telefon stal sie najwazniejszym przedmmiotem w zyciu, ba nawet wazniejszym od partnera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star ja mam coraz bardziej meczące wrażenie, że nadchodzi pokolenie, które "prawdziwe" życie prowadzi on line. Oczywiście prawda to mocno wątpliwa, ale to się przykleja jak gówno do buta, te wszystkie obrazki, wyselekcjonowane, przefiltrowane, skadrowane i w konfrontacji z życiem poza siecią - rodzące frustracje. Mnie to nawet nie śmieszy, bardziej przeraża, że życie prowadzi się pod publikę na pokaz, wiem, to zawsze było, te futra tylko do kościoła, przegląd mody na cmentarzu na wszystkich świętych, ale mam wrażenie, że kiedyś pod tą warstwą na pokaz coś było. A teraz jest pustka. Jeśli cię nie widać, nie istniejesz.

      Usuń
  3. Oj te głosy... wychodzą, nie proszone, nieoczekiwane... nie wiadomo skąd i po co. Trudno się dziwić, że atakują. W końcu latami były wpajane, wciskane, niemal siłą wtłaczane do mózgu. Więc zostały i atakują. Pomimo upływu czasu, pomimo różnych przeżyć, pomimo zmiany toku myślenia, pomimo... Więc dlaczego? Dlaczego nadal? W najmniej oczekiwanym momencie?
    I ten okropny niesmak w chwili, kiedy wszystko się przypomni... zapach, smak, światło, otoczenie... ta jedna chwila niechcianych wspomnień potrafi wszystko popsuć, zburzyć jak domek z kart...
    Dzisiaj już łatwiej, już można spojrzeć na to z boku, z pewnej perspektywy. Nawet nie trzeba oceniać tamtych działań, nie trzeba obwiniać, oskarżać. Chociaż zrozumieć nadal trudno. Tym bardziej, jeśli niezadowolenie nadal jest widoczne i ciągle dajesz z siebie za mało.
    Bo powinnaś....

    Izumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forma, w którą nas wcisnęli w dzieciństwie, kształtuje nas na lata Izumi, co najgorsze - bez szczególnej świadomości tego faktu, te wszystkie ostre zdania, sformułowania, zwroty, powtarzane tysiące razy, to gdzieś zalega, głęboko. Wystarczy potrząsnąć, poruszyć i wypływają. I nagle, jak postać z horroru zaczynasz przemawiać głosem i słowami obcych choć bliskich ludzi...

      Usuń
  4. Bardzo się zawsze pilnowałam - ze względu właśnie na doświadczenie - aby nie powielać "tamtych" zachowań do syna. Zapewne nie udało mi się w pełni tego uniknąć - schematy działają wiele lat. Jednak widzę, że odwaliłam kawał dobrej roboty. Posprzątałam dość solidnie w życiu, w głowie, poukładałam "po nowemu". Zaaranżowałam swoje życie na nowo. Jest dobrze.

    Czasem, naprawdę rzadko, coś uwiera, bo wynurzy się z otchłani. Niekoniecznie będąc reakcją na słowa.

    Izumi

    OdpowiedzUsuń
  5. ...mam znajomych, którzy na fb radośnie odtrąbili "spodziewanie się dziecka z..." jeszcze przed wizytą u ginekologa. Bo test wyszedł pozytywny, niech świat wie!

    ...żeby jednak oddać sprawiedliwość, mam podobnie radosny okres dzielenia się niemal wszystkim na fb. Nie tak intymnie (zdjęcia z ciąży z Lilą wrzuciłam dopiero kiedy była na świecie), ale jednak... Ostatnio, w sumie to już nawet będzie w miesiącach, zdecydowanie z tym bastuję. Mam też dystans- potrafię wrzucić mem z kolesiem robiącym zdjęciem swojej kupy, który odpowiadając na pytanie żony co robi, mówi, że chce się pochwalić na fb... Znak naszych czasów? Na pewno. Przykre. Choć jest nadzieja, bo jak widzisz sporo nas mających podobne spostrzeżenia...

    OdpowiedzUsuń