wtorek, 31 stycznia 2017

ZWYKŁA MAMA Z GALARETKĄ

Wygłupialiśmy się ostatnio na łóżku w trójkę. Dzieci tarzały się po mnie, przepychały, zaśmiewały; w pewnym momencie Blanka oparła głowę na moim brzuchu, trząsł się od śmiechu, rechotałam tak, aż jej podskakiwała czupryna. Po chwili Młoda stwierdziła - "Mamo, masz brzuch jak galaretka!". Wczoraj z kolei, kiedy sie bawiłyśmy, założyłam sobie na głowę jej plastikowy diadem z plastikowymi diamentami. /popatrzyła na mnie, lekko zdegustowana i podsumowała mnie krótko: "I tak wyglądasz jak zwykła mama!"

Myślę o tych dwóch sytuacjach i uśmiecham się, trochę smutno, że to już. Już się zaczęło. 


czwartek, 26 stycznia 2017

NAGLE I NIESPODZIEWANIE

Pakowałam ostatnio do wielkiego kartonu malutkie ubranka po Tymciu. Body, spodenki, bluzy, pajace. Niektóre pamiętały jeszcze czasy małej Blanki. Składałam wyprane i wyprasowane ciuszki w kostkę, układałam i było mi dziwnie smutno. Zamykałam kartonowe pudło i pewien etap, do którego już nie wrócę, który już się nie powtórzy. Z jednej strony dobrze, bo był dla mnie bardzo trudny. Z drugiej strony - źle, a dokładnie - smutno, bo poczucie upływającego czasu jest dojmujące.

Zamawiałam nowe ubrania, dla blisko sześcioletniej Blanki, wysokiej i chudej jak patyk w rozmiarze 128, bo ostatnio ze zdziwieniem odkryłam, że wszystkie bluzki, które jej kupiłam we wrześniu są za krótkie; gdy podniesie ręce do góry, świeci gołym brzuchem. Ze zdziwieniem odkryłam, że kolejny rozmiar to już kolekcja dla nastolatek, którą moja córka zaczyna coraz bardziej przypominać...

Blanka z małego dziecka przeobraziła się w dziewczynkę, smukła, wysoką, składającą się w większości z długachnych nóg, mierzy 120 cm, nosi buty w rozmiarze 31, Tymek 24. Młody też śmignął w górę, z małego pupeta zmieniał się małego, półtorarocznego chłopca. Przerósł o głowę niemal wszystkie dzieci w swojej żłobkowej grupie, nosi rozmiar 98. Na dwa, trzy lata. Nadal mówi niewiele, zupełnie tak jak jemu ojcu, żeby się skomunikować z otoczeniem, wystarcza mu dziesięć słów.
Plus repertuar dźwięków w stylu: cmokanie - "Pies, chodź tu, wołam Cię!!!", pociąganie nosem - "Daj mi chusteczkę/ręcznik, będę wycierał nie tylko nos, także to, co rozlałem" , siorbanie - "Daj mi pić". Aaaa, przepraszam, jednak coś tam przybyło w tym słowniku, pojawiły się dwa nowe - "baju!" - tu szkolenie siostry zadziałało bezbłędnie, wystarczy hasło intrygantki i Młody leci i pyk, włącza telewizor paluszkiem, patrzy, oooo, nie ma obrazu, otwiera więc szafkę, cyk, uruchamia dekoder, zamyka i zasiada z siostrą na kanapie. Blanka od razu z niewinną miną się asekuruje, rzucając: "Ale to Tymek włączył!"

I drugie - "Kaku!!!". W którąś sobotę Młody pół dnia za mną chodził, zawodząc niemal z płaczem - "kaku, mama, kaaaaakuuuu!!!!". Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. Drogą eliminacji udało mi się jednak w końcu ustalić, o co kaman. O coś słodkiego... Gdy zapytałam Młodego: "Tymciu, czy kaku to cukierek?", ten z radością pokiwał głową.

Albowiem Młody rozumie wszystko, tylko z gadaniem licho. Blanka szkoli go jak może, uczy, także tego, czego nie powinna, np. skakania po łóżku - Młody z zapałem wdrapuje się na nie i próbuje pokracznie podskakiwać, pokrzykując do tego "Hapa!!!!" ( że niby hopa). Nie zraża go niestety fakt, że kilka razy strzelił już łbem w ścianę, a ostatnio spadł. Taki alpinista, zaczynam wierzyć w reinkarnację, tylko niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego akurat do nas trafiło kolejne wcielenie Jerzego Kukuczki???
Kilkanaście razy dziennie zdejmuję Tymka z biurka, z blatu w kuchni, z parapetu, ze stołu, z piętrowego łóżka. Ostatnio przyłapałam go na oparciu kanapy, po którym próbował się wdrapać na regał. Małpiszon jeden.

Patrzę tak na nich, jak już zasną, bo wtedy kocham je najbardziej i zastanawiam się, jak to się stało,
że nagle i niespodziewanie mam już takie całkiem spore dzieci?

poniedziałek, 23 stycznia 2017

BABA

Pojechaliśmy złożyć życzenia. Tymon długo, badawczo i bez uśmiechu przyglądał się mojej teściowej. Dość szybko jednak zlazł z moich kolan i zajął się eksploracją nowych terytoriów - otwierał i zamykał drzwi, wchodził, wychodził, wdrapywał się na kanapę. Coś tam gadulił w swoim języku, więc babcia, niezrażona jego ubogim słownictwem, postanowiła z nim trochę pokonwersować. Na początek zapytała:

"Tymusiu, gdzie jest mama?"

Młody odszukał mnie wzrokiem, uśmiechnął się szeroko, niezbyt kulturalnie wskazał pacem i oznajmił:

"Tam!"

Babcia, zachęcona powodzeniem, pytała więc dalej:

"Tymusiu, a gdzie jest tata?"

Młody bezbłędnie zlokalizował ojca, również skierował w jego kierunku paluszek i szeroko się uśmiechnął.

W tym momencie do rozmowy wtrąciła się Blanka i zapytała Tymka:

"Tymciu, a gdzie jest babcia, pokaż, gdzie jest babcia!"

Młody stanął zdezorientowany, nie rozumiejąc kompletnie, o co chodzi siostrze, która, próbując u pomóc, uprościła pytanie:

"Tymciu, pokaż, gdzie jest baba?"

Młody zakumał, uśmiechnął się szeroko, słysząc znajome słowo i bezbłędnie wskazal palcem

... na zawartość swojego nosa. 

wtorek, 3 stycznia 2017

FAJERWERKI

Blanka tym razem przespała północ. Tymon za o wybudził się, przerażony, zdezorientowany, kompletnie nie wiedział, co się dzieje, bał się huku bardziej niż nasz pies, który już od wczesnego wieczoru okupował łazienkę, gdzie było najciszej. Młody dosłownie trząsł się ze strachu i długo po północy, leżąc z nami w łóżku, po każdym wystrzale siadał i oznajmiał nam: "O! o! o!" Zasnął biedak przed drugą dopiero, za to Blanka spała jak suseł.

Rano nie mogła odżałować, że przespała północ i fajerwerki. Pokazałam więc jej w telefonie jeden z filmów z pokazami sylwestrowych sztucznych ogni. Popatrzyła chwilę, zachwycona i powiedziała:

"Jak płonący las mamo..."