sobota, 31 grudnia 2016

SYLWESTER

Biegają,  krzycza,  przytulaja się, biją, szarpia,  popychaja,  ganiaja,  zasmiewaja,  rycza,  chichocza,  przekrzykuja... 

Mój mąż patrzy na ten armagedon na czterech nogach przetaczajacy się przez chalupe,  odbijający o ściany,  tam i z powrotem i rzuca w końcu:

 "Sylwester z dwójką "

czwartek, 29 grudnia 2016

ŚWIĄTECZNE MIGAWKI

Stoi Tymcio przy choince, puka palcem bombkę. Ta kołysze się niebezpiecznie na krawędzi gałązki, w końcu spada i rozbija się. Młody patrzy zdziwiony i oznajmia: "Bam! Bam!!!" No nie da się ukryć synku, potłukła się...

****

Tymcio nadal zafascynowany choinką, zrywa z niej bombki jak jabłka. Wkłada jedną po drugiej do miseczki.

****

Tymcio ciągle dręczy choinkę. Zbiera bombki i trzymając za sznurki całe ich pęki, po kilka w każdej ręce, leci biegiem do drugiego pokoju z radosnym okrzykiem zdobywcy:
"Mam!!! mam!!!"

****
Blanka rozdziera papier, wyciąga z paczek prezenty, tuli pieska, piszczy z radości, pomaga odpakować prezenty bratu, w końcu zasiada na środku tego całego bałaganu, pośród zabawek i mówi:

"To najszczęśliwszy dzień w moim życiu! Spełniły się moje wszystkie marzenia!!!"

****
Już sobie wydzierają, zabierają, wyrywają i krzyczą, Blanka - "To mooojeeee!!!1 On mi zaaaaabrrrraaaał!!!". Tymek zwija, co może, ściska w łapach i ucieka pędem na swoich króciutkich, tłustych nóżkach, zawodząc tonem siostry: "Mooojum!!!, mooojum!!!"

****

Tymek odkrył manadarynki. Słodkie, przejrzałe; obieram mu jedną dzielę na cząstki, kładę na talerzyku. Bierze jedną, wciska do buzi, pakuje dwie cząstki do jednej łapy, kolejne bierze do drugiej, patrzy - jeszcze trzy zostały. Upycha pod pachą i oddala się na z góry upatrzone pozycje, by w spokoju skonsumować zdobycz. W końcu co w rączce, to na pewno jego...





piątek, 23 grudnia 2016

PODSTAWA

Przychodzi rano do mnie do łóżka Blanka, jeszcze w piżamie, przytula się i mówi: 

"Mamooo, jak przyjdzie do mnie Mikołaj to ja mu powiem: Mikołaju, ja nie zawsze byłam grzeczna, ale bardzo się starałam "
....

Tego życzę sobie, swoim bliskim i tym, którzy jeszcze tutaj zaglądają - żeby nam się chciało starać, żeby innym chciało się starać dla nas,  bo to tak naprawdę wystarczy. 

Moja córka mi to dziś uświadomiła - ma pięć lat i już wie, że nie zawsze się udaje, że nie zawsze jest prosto, że czasem nic z tego,  no lipa i już.
 Nie wyszło.
 Bywa. 
Trudno. 

Ale zawsze warto próbować. 
Starać się. 
I to wystarczy. 

piątek, 16 grudnia 2016

TYMCIO TAKI PRAWIE PÓŁTORAROCZNY

Tymcio. Pulchniutki, z wystającym mini - brzuszkiem. Chłopiec, którego pierwsze zdanie wypowiedziane świadomie brzmiało "Mama, am!"

Mówi niewiele, choć wszystko rozumie. Operuje może dziesięcioma słowami.
Mama, tata - najczęściej w wersji i z intonacją "TatOOOOOoooo!" powtarzanej za Blanką.
A poza tym słownik skąpy i bardzo autorski - nie, am, ko ko (co oznacza każdego ptaka, także papugę), grrrr - zwierzątko, hau hau - piesek, hałuuuuu -.... kotek, brum, brum - auto, aaaaa - chce mi się spać lub - ciemno, noc,  be - mam kupę, wyjmij, si, si - zrobiłem siku, ba - Blanka, bach - przwróciło się, boiiii - boli, mniu mniu - smoczek, mamamamama - proszę mi włączyć muzykę, będę tańczył.

Tak, Tymek podobnie jak jego siostra uwielbia tańczyć. Zaraz po przebudzeniu leci do wieży i żąda włączenia muzyki. Ewentualnie w duecie z Blanką katują książeczkę z melodyjką (która na ten moment wydaje już z siebie tylko żałosne, rzężące dźwięki). Ewolucje wykonywane przez Tymka nie są zbyt skomplikowane, mówiąc wprost, gdy słyszy muzykę, kręci się dookoła własnej osi jak bączek, z rękami uniesionymi do góry, dopóki się nie wywali. Czasem zapobiegawczo siada na podłodze. Ostatnio zażyczył sobie tańca w kółeczku, ciągnie nas za ręce i musimy z nim tańcować.
W żłobku też wywija piruety, co jest dla mnie dowodem, że dobrze się tam czuje.

Chodzi bardzo chętnie. Gdy tylko powiemy "Tymcio, idziemy do dzieci!" Młody leci po kurtkę do przedpokoju, wraca z nią, taszcząc pod pachą buty i usiłuje się sam ubierać. Robi nam papa, przybija piątki, daje buziaki i leci do drzwi. W żłobku nawet nie czeka, aż mu pani poda rękę, zbiera zakręt i zasuwa do sali, bo tam... dają jedzenie. Gdy wychodzimy, leci do szatni, siada na ławeczce i czeka, aż mu zmienię buty. Choć coraz częściej próbuje wiele rzeczy robić sam. Tula poszła w kąt, noszenie już jest niefajne. Tymek chce chodzić. Sam schodzić po schodach, sam przechodzić przez ulicę, sam biegać, sam iść i to tam, gdzie on chce. Gdy chcąc go skłonić do zmiany kierunku, robię mu papa i demonstracyjnie odchodzę, to mi odmachuje i spierdziela kaczym truchtem w kierunku, który on wymyślił. A każda próba zmiany wybranej osi ruchu skutkuje dramatycznym, wściekłym rykiem, siadem na glebie, albo wygięciem w łuk i rzuceniem się do tyłu. Cóż, początki samostanowienia o sobie bywają trudne. Dla każdej ze stron.

Choć jakoś się dogadujemy, persfazją lu przemocą, na szczęście mimo ubogiego słownika Młody wszystko potrafi pokazać, o wszystko poprosić. Gdy chce mu się pić - cmoka i wydaje takie śmieszne dźwięki. Ostatnio wszedł do łazienki, zobaczył pustą miskę Travisa i wręczył mi ja cmokając - no jasne, nie ma wody, pieskowi będzie się chciało pić. Nalałam. Rozumie i wykonuje właściwie każde polecenie. Czasem kuma o wiele więcej niż byśmy chcieli. 

Na początku grudnia przygotowałam dla Blanki kalendarz adwentowy, który przezornie został umieszczony tuż pod sufitem. Już po pierwszym woreczku, który spadł "z nieba" w ręce Blanki (która od razu zapytała "A będę się mogła dzielić z Tymkiem?") młody skumał, że tam są dobre rzeczy. Więc teraz, gdy tylko oczy otworzy, leci pod kalendarz i głośnym "A!!!, AAA!" domaga się kolejnej niespodzianki.

Śmieszny jest. I taki porządnicki się zrobił po tym żłobku, gdy tylko wejdziemy do domu pokazuje nam, że buty i kurtki się chowa do szafy, odnosi talerzyk do kuchni, pokazuje, gdzie trzeba odłożyć pilota. Oby mu już tak zostało.

Jakiś czas temu Młody odkrył istnienie Travisa, którego wcześniej konsekwentnie ignorował. Teraz pies służy mu jako schodek, po którym można wleźć na kanapę, jako miękkie siedzisko, jako konik, któremu można wleźć na grzbiet i poskakać. I ten biedny, stary psiur znosi to wszystko ze stoicką cierpliwością. W nagrodę służy także jako podręczny odkurzacz, który sprząta to, co akurat dziecku nie zasmakowało.

Tymcio naśladuje nas niemal we wszystkim. Gdy Blanka krzyczy, on też krzyczy. Gdy ojciec stuka młotkiem, Tymek zwija mu go ukradkiem i próbuje walić nim po ścianach i po oknach.
Gdy ja maluję, zabiera mi wałek i szoruje nim po ścianach. Gdy Andrzej coś skręca, ucieka mu ze śrubokrętem i kombinuje nim przy swoim łóżku. Gdy myję okna, zabiera mi papier i myje ze mną.

Blankę uwielbia. Głównie wkurzać, zabierać jej zabawki i zwiewać z nimi. Choć przyznam, że najchętniej, tak naprawdę Młody bawi się dekoderem na przykład. Gdy Młoda ogląda bajki, przełącza jej na inny kanał. Ta dostaje szału. Albo wyłącza jej telewizor. Ta się wścieka. I tak dalej. Rodzeństwo. Może z godzinę od rana funkcjonuję w komitywie, gdy są wyspani i w dobrych nastrojach - przytulają się, całują, śmieją i bawią. Szybko jednak zaczynają się ryki, popychanie, wyrywanie, gryzienie i pazury idą w ruch.
A Tymek jest niewiele mniejszy od Blanki, de facto tylko nogi i ręce ma krótsze niż ona, waży czternaście kilogramów, nosi rozmiar 92, ma już wszytkie zębole, łącznie z czwórkami. W tym ukruszoną jedynkę, albowiem zamiłowanie Tymka do wspinania się na wszystko jest nieopanowane. Włazi na drabinę, gdy jest akurat rozstawiona, na krzesła, z krzeseł na stoł, na biurko, na sedes ( i spuszcza sobie wodę), o takich banałach, jak wejście na łóżko czy kanapę nawet nie wspomnę.

Niestety grawitacja jest bezlitosna, a Tymek nie do końca jeszcze jest tego świadomy, więc gdy słyszę takie charakterystyczne, miękkie klapnięcie, jakby miękka gruszka zleciała z drzewa, to już wiem, że po raz kolejny Młody się przekonał, że fizyki nie da się oszukać i niestety, do góry nie poleciał....




piątek, 9 grudnia 2016

DLACZEGO NIE NALEŻY BRZYDKO MOWIĆ PRZY DZIECKU

Tak mi się przypomniało, że miałam to zapisać

Leży Blanka na naszym łóżku, bawi się grającym domkiem, starym i nie do końca już sprawnym. Autko już nie krąży dookoła żółtej, plastikowej podstawki, motylek został ukręcony, dzwonek nie dzwoni do drzwi, zacina się też niebieska wiewiórka włażąca na drzewo. Blanka szarpie się z nią dłuższą chwilę, ale oporny, plastikowy zwierzak nie chce ustąpić, mimo nacisków ze strony młodej, która uparcie próbuje zepchnąć ją palcem w dół, tak aby wiewiórka wjechała potem na górę.

Rozzłoszczona, rzuca do niepokornego zwierzaka:

"Właź kurwa na to drzewo!!!"