środa, 23 listopada 2016

NO PO CO?


Formułuję postanowienia z okazji i bez niej. Zobowiązania wobec siebie, krótko i długoterminowe. Postanawiam, dorzucam w myślach „tak mi dopomóż” i gryzę się w język, bo wiem, co dalej.

I wszyscy święci.

Wszyscy święci balują w niebie, złoty sypie się kurz – śpiewał pod nosem mój ojciec nad  pełnym wiadrem ziemniaków. Emaliowanym na żółto, z drucianym pałąkiem, obitym na dnie. Obierał je cierpliwie, cienko, nucąc. Potem tarł śliskie kartofle i końcówki palców. Przez kuchenną ścierkę w drobną, czerwoną kratkę odciskał nadmiar wody z siniejącej brei. Mieszał z mąką, dodawał jajko.  Toczył między dłońmi miękkie wałki, formował, obtaczał i układał na drewnianej desce równe rzędy. W każdym dziesięć pyz, każda z wyraźnym śladem serdecznego uścisku tatowej ręki. Przykrywał ścierką i czekał aż woda dojdzie, a ja stałam i patrzyłam jak wskakują do ukropu, jedna po drugiej.
I mówił do mnie, żebym uciekała, uciekaj pyzo, bo jeszcze Ci pryśnie i będziesz płakała.
Moja ty pyzo malutka…

Mieszał drewnianą łyżką, wyławiał poszarzałe, kleiste kokoniki z jasną, twardą duszą w środku i znów układał na desce. Studził, kroił i smażył z jajkiem.
Przynosił do pokoju, stawiał przed fotelem krzesło,  choć było z obiciem, kładł na nim gazetę, na niej gorącą patelnie i włączał wiadomości. Zakradaliśmy się wtedy, wyskakiwaliśmy zza fotela jak dwa diabły z pudełka, z widelcami w rękach.

Zawsze był cierpliwy.
Miesiącami siedzieli razem w tym fotelu. Razem. We dwóch.

Mój tata i rak.

Razem we trzech.

Mój tata i ból.

Oj tata, po co ty umarłeś?
Jest tyle rzeczy do zrobienia. Wnuki do wzięcia na kolana i na wynos. Święta za pasem. Z pustym miejscem po Tobie, z  dziura jak po wyrwanym zębie.

Prysło. Zabolało. Nie przestaje.

Ciągle Cię nie ma.

17 komentarzy:

  1. Pięknie opisane, tak plastycznie, każdą scenę mogę zobaczyć w mojej wyobraźni. Aż łza się w oku kręci... Masz prawdziwy talent do przelewania uczuć na "papier".
    Bardzo mi przykro z powodu Twojego Taty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy był już bardzo, bardzo chory i słyszał tę piosenkę, śmiechał się i mówił "Oooo, to już o mnie śpiewają"...

      Usuń
  2. Masz taki dar ujmowania rzeczy trudnych w słowa, że aż przenika do głębi. Mój Tata też odszedł w listopadzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój jesienią. Czwartego października. O czwartej nad ranem. W tym fotelu.

      Usuń
  3. nietypowa matka polka23 listopada 2016 18:47

    Piękne. Zgadzam się z przedmówczyniami.

    OdpowiedzUsuń
  4. poza początkiem z pyzami, moja historia podobna do Twojej...
    nie ma dnia, żebym o Nim nie myślała, zwłaszcza od kiedy jest Szymek, a to już 12 lat bez Niego....
    Sciskam Kochana....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest dla mnie to, że on ich nie poznał, nie miał na to żadnych szans. Minęli się w czasie. Gdyby dało się w nim cofnąć, gdyby była taka opcja i możliwość, to prosiłabym tylko o to, żeby mógł ich chociaż zobaczyć, pobyć z nimi, choć chwile.

      Usuń
    2. tak... gdyby tylko się dało... zwłaszcza, że wiem, jak czekał na wnuka....

      Usuń
  5. Mój tata też... I ciągle go nie ma. A ja czekam. I mama czeka. I wnuk. A on nie wraca.
    I tylko zapach na ubraniach pozostał, ale też już jakby słabszy...

    OdpowiedzUsuń
  6. A mój Tata jeszcze jest. Walczymy, bijemy się z chorobą, modlimy, mamy nadzieję bo co innego oprócz płaczu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie. Bycie z nim, obok niego, najwięcej, najintensywniej, najdłużej jak się da.

      Usuń
  7. Moi rodzice też nie poznali Zi... i choć to już sporo lat, to ciągle boli, i ciągle za nimi tęsknię.ściskam
    Go

    OdpowiedzUsuń
  8. Eumenidko, witaj :*

    Jak pięknie napisałaś. Proste słowa. Miłość bez granic i na zawsze.
    Ściskam.

    Piegus

    OdpowiedzUsuń