sobota, 5 listopada 2016

GRYZON

Wyciągnęłam zapomnianą jenge,  żeby pograć z Blanka. Młoda wysypala ja na łóżko, a Tymek jak to Tymek,  natychmiast się zainteresowal.  Przylazl i dalej próbować jej zabrać drewniane klocki,  a to z prawej, a to sięgając łapa z lewej. 
Blanka w desperacji położyła się na klockach,  podgarniajac je sobie pod brzuch. 
Tymon się poryczal,  próbował zepchnąć Blanke z rozsypanej jengi, ale nie dał rady. 
Pomyślał chwilę, pokombinowal. .. i śmiech Blanki przeszedł w rozpaczliwy ryk bólu.  
Ugryzl ja w plecy.  
Z całej siły. 
Został siny ślad i.... jenga,  do której się w końcu mógł dobrać,  bo Blanka odskoczyla jak oparzona,  a dokładnie to ugryziona... 
Facet z inicjatywą...

4 komentarze:

  1. Radzi sobie jak umie ;) U nas rozwiązania siłowe również są stosowane, mimo tłumaczeń i próśb.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym czytała o Lilce i powiem Ci- nie przeszedł Jej taki spryt w działaniu do dziś... Z jednej strony- trochę się cieszę, że tak umie pokombinować... Z drugiej- cierpi na tym moje drugie dziecko... Tyle, że Ona gryzie rzadko- na szczęście. Ma inne metody ;)

    Ps. Czytasz ze mnie jak z otwartej książki. Odezwę się na maila, ale weekend mam pod znakiem nauki z Elizą. W każdym razie- dziękuję Ci :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, ja w czasach mini tak użarłam Wielkiego Brata w plecy, że aż mu krew poleciała. To była moja jedyna broń:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zupelnie jakby czytala o mojej mlodszej siostrze! Tez mnie nieraz uzarla! :D

    U nas takich akcji nie bylo (mam nadzieje, ze NIE "jeszcze"), bowiem rodzinnym gryzoniem byla Bi! ;)

    OdpowiedzUsuń