poniedziałek, 28 listopada 2016

DZIEWIĘĆ

Blanka skaleczyła się w palec.
Na zgięciu serdecznego palca odstaje jej może dwumilimetrowa, oderwana skórka, obok niej mała, czerwona ranka.
A tej już płacz wisi na końcu nosa, żąda plasterka, teraz, natychmiast, już, bo boli, oj jak boli, sięgam więc do szafki, docinam odpowiedni kawałek i zaklejam skaleczony paluch, mówiąc bardzo poważnym głosem:

"Noooo, masz rację, musimy zakleić tę ranę, bo palec odpadnie!"

Blance oczy robią się wielkie jak pięć złotych, niby nie wierzy, ale coś ją jednak dręczy, więc pyta:

"Odpadnie? I co wtedy będzie???"

Wtedy do rozmowy włącza się Andrzej, rzucając do Młodej lekkim tonem:

"Będziesz liczyć tylko do dziewięciu..."


3 komentarze:

  1. Oj Wy okrutnicy, tak się znecać nad biednym, poszkodowanym dzieckiem! ;)
    U mnie jakoś w tamtym tygodniu Kasia (oczywiście po uprzednim zdjęciu łapci, bo ją parzą w nogi) przewróciła sobie w kuchni taboret na palca, a że taborety mamy bardzo ciężkie, robione z drzewna (mój Szwagier je robił) to palec spuchł, a paznocieć pod spodem cały siny. Płacz całą noc, bo jak polożyla nóżkę to ją bolała. Na szczęście Altacet pomógł, grunt, że nie złamała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój mąż zawsze wie, co powiedzieć. I do tego wpisuje się w 'parentingowe' trendy, żeby zawsze mówić dziecku prawdę! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Blanka moglaby spokojnie przybic piatke mojej Bi! ;)
    Kiedys latem, Nik wyglebal sie na podjezdzie i zdarl oba kolana tak, ze mi (zwykle niezbyt wrazliwej na takie kontuzje) zrobilo sie slabo. A ten mi sie wyrywa i ucieka, bo co tam zywe mieso i cieknaca krew, jak zabawa czeka! :D Tego samego dnia Bi zadrasnela sie (nie pytaj jak) pod pacha. Ranka wielkosci tej Blankowej, a moja cora cale popoludnie trzymala sztywno ramie, bo "jak rusza reka, to ja rana boli". ;)

    OdpowiedzUsuń