piątek, 14 października 2016

WALKA O MAMĘ



Zapytałam ostatnio Blankę, czy wołała czas, gdy nie było Młodego, od tego, gdy z nami jest. Zaskoczyła mnie odpowiedzią, bo stwierdziła, że woli ten czas z Tymkiem. Co nie zmienia faktu, że walka o mnie, o moją uwagę trwa bezustannie. Blanka bardzo się cieszyła z pojawienia się brata, ale detronizacja była dla niej bardzo trudna.

Jakoś niedługo po narodzinach małego Kajmana, Blankę zaczął boleć brzuch. I głowa. Codziennie po południu. Wracała z przedszkola, pobawiła się chwilę, a potem zwijała się w kłębek na łóżku, mówiąc, że jest zmęczona, że ją boli. Podstawowe badania niczego nie wykazały, ja szalałam z niepokoju, miałam już nawet skierowanie do gastroenterologa i byłam bliska położenia jej do szpitala, gdy pewnego dnia Blanka stwierdziła, że nie tylko boli ja głowa i brzuch, ale też ją swędzi skóra. Tak jak Tymka. Nie było widać żadnych zmian, żadnej wysypki, a jednak dziecko domagało się smarowania. Wtedy zapaliła mi się w głowie żarówka. A gdy Blanka rzuciła hasło:
„Mamo, naprawdę swędzi, Tymek mnie zaraził tą alergią!”
Już wiedziałam o co chodzi. Walka o mamę. O moją uwagę. Potrzeba skupienia jej na sobie. W miarę upływu miesięcy, kiedy starałam się za wszelką cenę wyrywać choć po kilka godzin tygodniowo tylko dla nas, na babskie wyjścia i zabawy, robiło się coraz lepiej. Ale z kolei wojować o mnie zaczął Tymek.
Gdy go karmię, trzymając na kolanach i przychodzi do nas Blanka i próbuje się do mnie przytulić z drugiej strony, Tymek odpycha ją ze wszystkich sił. A kiedy Młoda nie daje się, zaczyna ją kopać.
Wczoraj rano, gdy Tymek skończył swoje poranne przytulasy i już, już schodził z naszego łóżka, wskoczyła na nie Blanka i wtuliła się we mnie. Gdy zarejestrował to Tymek, natychmiast zmienił zdanie co do schodzenia z łóżka, zawrócił i uderzył w rozpaczliwy ryk…
I tak cały czas. Gdy Tymek chce na ręce, Blanka też chce. Gdy Blanka chce wody, Tymon ryczy i pokazuje na butelkę. Gdy jedno dostanie jabłko, drugie rzuca niedojedzonego banana i także życzy sobie jabłka.  Gdy jedno złapie zabawkę porastającą od miesięcy kurzem w kącie, drugie zaczyna także jej pragnąć. Teraz, natychmiast, już. Więc wrzeszczą oboje, ryczą, wyrywają sobie, jedno zabiera i ucieka, drugie goni, gryzie i szarpie za włosy (tak, to młodsze)
 Idzie oszaleć.
Sztukę dzielenia się jeszcze muszą oboje opanować

7 komentarzy:

  1. Fruzia będzie dokładnie taka sama. Już teraz to wiem, kiedy wizja Drugiego dopiero majaczy gdzieś tam, w przestworzach. I zastanawiam się, czy wyjdziemy z tego cało...;-)

    Good luck, jak mawiają tubylcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. A teraz do powyższego dodaj jeszcze jedno stworzonko...
    Zaczynam siwieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas podobnie, ale jak jedna jest u dziadka/w przedszkolu/śpi to druga miejsca sobie nie umie znaleźć:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie kłótnie i przepychanki na porządku dziennym, wszystko dokładnie jak u Was. Ze nie ocipiałam jeszcze to cud ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas też podobnie chociaż dziewczynki są dość duże. Najbardziej o mamę walczy Zosia ;)
    http://zuzia-i-zosia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas jest identycznie, chłopcy nawet chcą sikać w tym samym czasie. Kiedyś stanęli razem, wyciągnęli swoje "sprzęty" i razem, na krzyż, na stojąco sikali do kibelka. Myślałam, że padnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy "zafundowalismy" Bi braciszka, na szczescie byla za mala, zeby "wymyslic" sobie alergie. Ale przepychanki oraz przekrzykiwanie sie, sa na porzadku dziennym. Staram sie moja uwage rozdzielac po rowno i po kolei, ale i tak zawsze konczy sie fochem tego "drugiego". ;)

    OdpowiedzUsuń