sobota, 3 września 2016

AMBIWALENCJA

Czemu nikt mnie nie ostrzegł? Czemu nikt nie powiedział z troską:  "Uwaga, proszę trzymać się uchwytów i poręczy, bo może szarpać na zakrętach ".

Tego się nie da opowiedzieć. Ani nawet wyobrazić.  
Tego jak jest. Krzyczą.  Wrzeszcza z byle powodu lub nawet bez.  Placzą i nie wiedzą, dlaczego. Kopią i gryzą, bo tak.  I mówią "Nie lubię Cię ", "Jesteś głupia!" i patrzą z nienawiścią,  której jeszcze nie potrafią nazwać, ale mają ja w oczach. Obrażają się, bo woda jest w zielonym kubku, a nie w niebieskim.

Tego się nie da opisać. Nie w całości. Tylko w ratach, we fragmentach, bo "mamooooo,  pić,  siku,  mamo on ma kupę i śmierdzi,  wez go, mamooo wooody ". Wszystkie te awantury, płacze, całe szykowanie, pranie, przebieranie, przewijanie, ledwie usiadłaś i już musisz, wstawać, bo "mamooooo...".

Rzygają, srają, smarczą, kaszlą, płaczą, budzą się w środku nocy i ryczą. Przyłażą nad ranem do łóżka, zabierają Ci kołdrę, poduszkę i sen.

Wszystko tracisz: figurę, płaski brzuch, pieniądze, pracę, kino, wyjścia ze znajomymi, czas wolny, porządek w domu i święty spokój. Tylko na wadze zyskujesz, więc przestajesz się ważyć, bo zaczyna Ci wyświetlać komunikat: "pojedynczo proszę".
Odbierają Ci wszystko, możliwość picia alkoholu, twój sok, ostatni kawałek ciasta, śliwkę, która właśnie wzielaś do ręki, oddajesz, bierzesz drugą i wtedy natychmiast ta, która mają, staje się niedobra, trzeba ją wyrzucić, cisnąć na świeżo umytą podłogę i już, już chcą to, która ty masz.

Nie chcą spać, nie chcą wstać, nie chcą wyjść, nie chcą wracać, nie chcą się ubrać, nie chcą się rozebrać, nie chcą jeść tego, co ugotowałaś. Nie chcą sprzątać, ani słuchać tego, co masz im do powiedzenia.Chcą lody, lalkę, watę cukrową, szejka, na karuzelę, na plac zabaw, na rower.
I ryczą, ciągle ryczą, choć dostały wszystko, czego chciały, tylko na przejażdzkę zabrakło już czasu.

"Ale na roooooweeeeerrrrr!!!! Roooooweeer!!! Chcęęęęęę naaaaa rooooweer!"

Beczą, wyją, bo zmęczone, głodne, bo chcą spać, ale nie mogą zasnąć, drą się tak, że zaczynasz się zastanawiać, czy kocyk, w który zawinęłaś, jest wystarczająco śliski i myślisz, że nie wytrzymasz, nie zniesiesz już ani sekundy dłużej tego ryku, rzucisz, po prostu ciśniesz o podłogę, żeby tylko ucichło.

A jednocześnie myślisz, że umarłabyś, po prostu byś umarła, gdyby im się coś stało.

Więc wychodzisz, uciekasz, idziesz z psem na spacer, na papierosa, robisz rundę dookoła domu, patrzysz w jasny prostokąt okna. Są. Stoją. Czekają. Z nosami przyklejonymi do szyby. Znowu trzeba będzie myć, bo narobią śladów. I machają.
Wracasz.

Przekręcasz klucz w zamku i już słyszysz, jak lecą i cieszą się jak dwa głupki, myślisz, żeby się tylko nie przewróciły, żeby się tylko nie przewróciły, a one krzyczą:

"Mama!!!, mama!!!"
Nie widziały Cię może dziesięć minut.



29 komentarzy:

  1. Większości tego co napisałaś nie znam :) na szczę§cie. Dla moich dzieci. Bo one chyba czuły co by się stało gdyby piżgnęły żarciem, gdyby wymuszały. Oj!
    A reszta w standardzie. :) nasze matki chyba z zemsty zatajają przed nami tę ciemną stronę macierzyństwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lu, każdy kto jest jeszcze "po tamtej stronie lustra " raczej nie zrozumie. Bo tego naprawdę nie da się ani opisać, ani opowiedzieć. Zresztą dużo zależy od tego jakie komu dziecko się trafi. Znam takie, które siedzą pół dnia i patrza jak trawa rośnie. Ostatnio byłam z Blanka na sorze (rozbita glowa) . Była też tam dziewczynka w jej wieku, która zemdlala na basenie. Z gryzaca zazdrością i fascynacja patrzyłam na dziecko, które 2 h siedziało na krzeselku i czekało aż zejdzie kroplowka. Nawet powiedziałam do jej mamy, ze faktycznie jakaś nieswoja i osowiala jest ta mala. A matka spojrzała na mnie i mówi: "nieee, ona zawsze taka grzeczna ".
      Moja poobijana corka, z sinymi od siniakiw kolanami i rozwalona głową po 15 minutach ryczala ze chce zejść z łóżka a po kolejnych ganiala się po holu z Tymkiem (miałam młodego z sobą, bo nie miałam go z kim zostawić) , otwierali wszystkie kosze, piszczeli, wpadali na ludzi, jeździli stojakami na kroplowki itd. A mi pot po dupie ciekl kiedy probowalam ich spacyfikowac. I oni tak zawsze...

      Usuń
  2. Nie masz lekko... Wszystko się dubluje u Ciebie i dlatego jest tak ciężko. I dlatego ja z czystego egoizmu nie chcę drugiego dziecka. Mój Syn ma 5 lat i teraz jest fajnie , a od nowa całej tej "karuzeli" sobie nie wyobrażam!

    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. W sumie podejrzewałam że tak będzie, więc czemu mnie to tak zaskoczyło?

      Usuń
  3. tak pięknie, tak prawdziwie, że aż jakaś łezka...bo moje już dorosłe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moje jeszcze nie 😄 Niestety. ...

      Usuń
  4. Brytusiu... Tulę z całych sił.
    Mam podobnie, o ile nie tak samo...
    I kryzys przechodzę ostatnio masakryczny.
    Ogarniałam jakoś ten cały burdel bez większych szwanków, kiedy nie pracowałam. A teraz? Zwyczajnie brakuje mi już cierpliwości do temperamentów moich dzieci. Potem kajam się w myślach i spać po nocach nie mogę, bo mam wyrzuty, że do cudzych dzieci mam więcej cierpliwości, niż do własnych. No mówię Ci- rozpierdol psychiczny na całego...

    U nas do historii przejdą nasze wyjścia na działkę. Po wczorajszym, podejrzewam, że niedługo nasi działkowi sąsiedzi będą żądali o grafik, kiedy zamierzamy się pojawiać, żeby nas unikać... Głupie wyjście na działkę i awantura za awanturą, krzyki, piski wrzaski. Moje i ich. Kurna, nie mam już zdrowia do nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to samo. Każde, dosłownie każde wyjście z domu okupione jest wrzaskiem, rykiem i powrót też, żeby nie było, ze to działa tylko w jedną strone. Gadowi idą czwórki, aktualnie przecinaja dziąsła, także odmawia współpracy na każdym polu,zarówno jedli chodzi o spanie,jedzenie czy zabawę. Kumulacja

      Usuń
    2. ...to przynajmniej możesz Go jakoś (próbować) usprawiedliwiać :) Bo u nas tych jazd bez trzymanki na zęby już nie zwalę.
      Dzisiaj, odpukać, całkiem udane popołudnie za nami. Aż nie wierzę. Ani razu nie musiałam krzyknąć. Szok.

      Usuń
    3. U nas też. Może jakiś biomed korzystny :-)

      Usuń
  5. O matko, dlatego miałam tylko jedną i to nawet dość spokojną, mało wrzeszczącą, której większość dało się wytłumaczyć. A i tak miałam dość :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo byłaś sama. Ja w sumie też przez większość czasu jestem i w tym chyba problem

      Usuń
  6. Przy czym oczywiście jest i zawsze była też ta druga strona, że nie przeżyłabym, gdyby jej się coś złego stało... A wiesz jak trudno jest, kiedy wchodzi w dorosłość i dzieją się jej różne złe rzeczy, a ty nie możesz iść i sprać: chłopaka, szefowej itp. :)
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. I nie chce wiedzieć, chyba na razie nie chce nawet o tym myśleć. ..

      Usuń
  7. Mam jedną sztukę. Na dzień dzisiejszy dorosłą. Jak był młodszy nie było tak źle, jak to opisujesz, chociaż byłam samotną matką. Ojciec biologiczny był na papierze... Większość dało się wytłumaczyć, a on pojmował, nie wił się, raczej dał się zająć; SOR odwiedzaliśmy jednak rok rocznie ;-).
    Dzisiaj, kiedy jest dorosły są problemy zupełnie innego kalibru.... z łezką w oku będziesz wspominała dzisiejsze "akcje".

    Izumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecujesz czy straszysz?😉

      Usuń
    2. Lojalnie uprzedzam. :-) Znasz naszą sytuację prv - ojciec biologiczny nadal nic nie wie o kilku dość specyficznych np. powrotach syna do domu z imprez...
      Generalnie moim zdaniem źle nie jest: każdy wiek ma swoje "uroki"
      Izumi

      Usuń
  8. Mam identycznie, chociaż młodsza ma dopiero pol roku to starsza na dzielnie pracuje za dwie. Dziś na wesołym miasteczku wsadziłam ją do wyczekanego, wypłakanego i wymarudzonego ZIELONEGO samochodziku ze słowami, żeby się mocno trzymała i nie wracała przed 18-stką :) czasem pozostaje już tylko poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znam życie to Blanka pewnie by w tym momencie powiedziała, że ona zmieniła zdanie i chce na żółty samochodzik. ..

      Usuń
  9. Kiedy Nina była mała to tego nie rozumiałam, że dzieci mogą być "niesforne". Od kiedy mam Igę - zapominam, że zdarzają się grzeczne. Po niej niewiele mnie już zaskoczy i dlatego coraz intensywniejsze działania Kacpra, żeby wszystko walnąć, wyrzucić, rozwalić, oczywiście z rozbrajającym uśmiechem, jakoś mnie kompletnie nie wyprowadzają z równowagi. Na Igę nie działało nic, prośba, groźba, szantaż (no, ten może czasem), wciągała i dalej wciąga do rozrób Ninę, dotąd tak grzeczną.
    Kiedyś myślałam, że da się wychować każde dziecko i niesubordynacja delikwenta to w dużej mierze zasługa rodzica. Teraz wiem, że to gówno prawda. Na niektóre dzieci po prostu nie ma metody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Blanke nie działa nic. Nic. Prośby, groźby,tłumaczenia, szantaż, przekupstwo ani nawet ryki. Mój wrzask zatrzymuje ja dosłownie na. .. sekunde, dwie i niestety, po upływie tego czasu okazuje się, że szajba, chęć zabawy, histeria czy bo tam aktualnie jej dolega jest silniejsze od niej, po prostu silniejsze od niej. A Tymon uczy się od mistrza. Taka sytuacja ostatnio. Mówię do niej,powtarzam jak mantrę, tłumaczę - po każdej mojej prośbie- wrzask. Krótki, bardzo głośny, intensywny. I tak cyklicznie. Ja proszę, ona wrzeszczy (jak się nie ma argumentow to zawsze to jakas metoda) Tymon stoi i się przyglada. Baaaardzo zainteresowany. Po kilkunastu sekundach zaczyna robić to, Blanka. I wchodzimy w cykl: ja mówię, ona piszczy, potem piszczy Tymek. W przerwach oboje się śmieją, bo to przecież zabawne...

      Usuń
  10. ejjj no ja mam gorzej, moje dziecko wśród ludzi jest jak ta dziewczynka z poczekalni, czyli robi za anioła, ale gdy zostajemy same, tooo już inna historia... i najgorsze jest, że od początku nikt mi kur.. nie wierzył, że to jest mały potwór...kochany, bo mój, ale potwór wrzeszczący, awanturnik roszczeniowy itd. No ale jak tu nie kochać... Zatem czytam Jespera Juula już piątą książkę i wciąż się zastanawiam co robię nie tak. ;) może teraz jak skonczyła 5 lat będzie już tylko lepiej - tak się łudzę... zawsze się łudziałam, najpierw, że skoki rozwojowe miną, potem że bunt dwu- trzy- cztorolatka minie. Teraz chyba też przechodzi konkretną przemianę, albo trzeba szukać egzorcysty...może skończy przed okresem dojrzewania i chwilę odsapnę przed najgorszym. :)
    Pozdrawiam
    Go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka też taka jest. W przedszkolu super grzeczne dziecko, a domu- szatan

      Usuń
  11. Ja czasami się zastanawiałam jak rozruszać moje dziecko: zabawy ruchowe - nie, bieganie, skoki - nie. Spokojny nadmiernie, flegmatyczny i grzeczny. Chwalili. A ja czasami patrzyłam na inne dzieci i zastanawiałam się co z nim nie tak. Ale doszłam do wniosku, że on tak ma. Temperament spokojnego wrażliwca mu się nie zmienił. Dziś nastolatek przysparza innych kłopotów. Mam porównanie z moją chrześnicą. Żywe srebro. Milion pytań na minutę. Uparta. Zacięta. Ale diabelnie inteligentna. Nie można jej nie kochać. Ale gdyby moje dziecko było takie, to chyba byłabym siwa w wieku 30 lat. Tęsknię do małej, ale po kilkunastu minutach zabawy, jestem zmęczona jak po Pardubickiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już dawno osiwiałam. Ona nie idzie ze mną. Ona leci 50 metrów przed nami. musi wejść na każdy murek, krawężnik, prób, zawisnąć na barierce, zeskoczyć, wdrapać się, podbiec, podskoczyć. Nie potrafi zachować linii prostej gdy idzie. Bo nie idzie. Leci jak pijany zając. Skacze, tupie, idzie tyłem, bo przodem za nudno. I gada. Gada, non stop gada. Pyta, dyskutuje, odmawia, sprzeciwia się. Ja po dniu z nią czuję się jak koń po westernie...

      Usuń
  12. Jak ja was rozumiem. :D 3 sztuki mam. Draka codziennie była o wciśnięcie przycisku w windzie. No kurczę nie do pogodzenia. Przycisk jeden a 6 łap. I syn to samo. Ledwie wyłaził za próg domu to zaczynał nadawać. W tempie karabinu maszynowego. Połykając wyrazy lub ich części bo jednak w sekundzie, dwóch nie da się zmieścić całej historii. Ale to robota teściowej. Ona uwielbiała z nim rozmawiać. Dobra. Nie ma co czarować. Lekko nie jest ale to rozgrzewka przed startem. I jakby nie masz wyboru żadnej opcji. Zanabądź hurtowe ilości psychotropów :D SERIO! Tony farby na siwiznę, kilka nowych szczęk- bo zęby od ściskania i zgrzytania Ci polecą.
    No dobra. Możesz próbować coś tam zmienić. Przestać być na każde zawołanie. Pozwolić im walczyć o ciebie w sensie- za dobre zachowanie - widzę cię, słyszę.
    Jak ich nie ustawisz pod siebie teraz to czarno to widzę.
    Zresztą finalnie i tak dla młodych starzy są nieogarnięci, okrutni, podli i źli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LU - nie zgodzę się z ostatnim zdaniem. Uważam, że to kwestia kontaktu i stosunków rodzice/dzieci. Opieram się na własnym doświadczeniu - mam 18-letnie. Oczywiście różnica pokoleń, poglądów i takie tam - jasna sprawa, że występuje. Niemniej jednak nie rysowałabym tego w aż tak czarnych barwach.

      Izumi

      Usuń
    2. Wiesz Lu, ja nie jestem zwolenniczką "ustawiania" dzieci pod siebie. To nie chodzi o to, żeby mi było wygodnie. Chodzi o wypracowanie jakiegoś kompromisu, porozumienia, dogadania się. Ciężko z czternastomiesieczniakiem. Z pieciolatka już lepiej, choć bywa ciężko. A co do Twojej konkluzji... wiesz starość jest beznadziejna. W sensie bez- nadziejna. Pisze to z pozycji kogoś kto stoi po środku, ani młodej, ani starej. Ostatnio (po kolejnej scysji z przypadkowym przechodniem, ze czemu taki duży pies idzie bez kaganca i to z dziećmi! ) dotarło do mnie, ze nigdy nie zaczepila mnie na ulicy młoda osoba, żeby mi powiedzieć, zwrócić uwagę, że moje dziecko jest bez skarpetek (straszne! !!),że pies o dzieci to pomor i zaraza, ze taki mały i do żłobka. Nigdy. Starzy- bardzo często. Wiesz, starość wyostrza w ludziach złe cechy, może to wiek robi,może choroby. Sprawia, że starzy ludzie uważają że mają prawo do pouczania, moralizowania i wytykania. Więc jakoś perspektywa, o której piszesz nie dziwi mnie i powiem ci- niestety coś w tym jest

      Usuń
    3. no to moje osiedle jest chyba specyficzne. przypierdzielają się młodzi. starsi są tolerancyjni. cieszą się młodością. brykaniem dzieciaków.
      dochodze do wniosku, że młodzi dorobieni są po prostu nieznośni. ponieważ osiągnęli sukces to wydaje się im, że już mają patent na wszystko.

      Usuń