piątek, 19 sierpnia 2016

O tym, że zawsze, no zawsze...


Pielucha, gdyby się postanowił obesrac. Krem, bo bez niego zaraz tyłek podrazniony.  Zwykła pielucha metrowa. Mokre chusteczki, bo wszystkiego trzeba dotknac. Zwykłe chusteczki, bo slini się na potęgę. Woda dla Blanki, no musi, musi być. Woda w butelce dla Tymka, bo niby umie pić z butelki ale potem trzeba przebierać. Słoik z deserem lub zupa, gdyby zgłodnial.  Łyżeczka, bo palcem mu przecież nie dam. Jabłko lub banan, bo jak Tymek je, to ona natychmiast robi się głodna. I odwrotnie. Chrupki. Wafle ryżowe, gdyby chrupki nie wzbudziły entuzjazmu. Koszulka na zmianę, najlepiej dwie, bo z paszczy się leje jak ze slinospadu. I spodnie. Buty, bo buty w wózku to zło, w nim się jeździ w skarpetkach. Bluza, gdyby się ochlodzilo.  Klucze. Smycz. Srajtorebki,  czyli coś na produkty labowej przemiany materii. Telefon. Portfel. Torba na zakupy. Torba zabawek do piachu. No i smoczek, który gad wywala po drodze, a potem beczy, ze nie ma. 
Na pewno o czymś zapomniałam. Zawsze zapominam, zawsze czegoś nie mam. 

Chce zrobić zakupy i wtedy odkrywam, ze nie mam torby. Nie wezme portfela zawsze wtedy, gdy Blanka koniecznie chce na lody. Wyjdę bez wody, tylko na chwilę, a ona sto metrów od domu ryczy, ze chce jej się pić. Nie wezmę żadnych przekasek,  no bo przecież dopiero był obiad - jeść, natychmiast jeść, tu i teraz, bo ona jest głodna, taka głodna, ze nie wytrzyma. Zapomnę o mokrych chusteczkach - to usmaruja się,  jego i drugie, uwala jak dzikie świnie. Nie wezmę pieluchy, ten jeden, jedyny raz, bo przecież kupę robi tylko rano - obesra się od góry do dołu na samym środku placu zabaw. 
I tak cały czas. 
Codziennie. 
Zawsze chcą ode mnie tego, czego akurat nie mam, nie mogę im dac, o czym zapomnę, co przeocze,  pominę. 

I choć wychodzę codziennie obladowana jak koń juczny. Matka wielbłąd,  z garbem na plecach, zgieta w pół jak pogrzebacz. 
Zawsze czegoś nie mam, zawsze czegoś mi brak, a oni zawsze tego czegoś chcą.

Jestem matka wybrakowana. 



13 komentarzy:

  1. Ja też tak ostatnio mam. Wózek, bo na placyk zabaw daleko i rowerem gorzej. No, od biedy ujdzie dojazd rowerem, ale mam zapas mokrych chusteczek, 2x majty i 2x koszulki i 2x spodnie. Picie, przekąska, kilka(naście) zabawek, plus kilka dużych samochodów. Więc biorę wózek, żeby nie nosić. Potem w wózku: koc, poducha na drzemkę, bez niej nie zaśnie, bluza, picie, zabawki kolejne. I też się zdarzy, że zapomnę, albo jak wczoraj..2 zmiany ubrań to mało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem to się czuje dosłownie jak baba z targowiska, idę z tobolami, obwieszona. ..a i tak zawsze czegoś nie mam

      Usuń
  2. Moje dzieci praktycznie wszystkie dorosłe a też tak mam. Zawsze chcą ode mnie tego, czego akurat nie mogę im dać. Głowa do góry więc! To dopiero początek;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlatego ja nie noszę niczego. Rezultat ten sam, ale chociaż człowiekowi lżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja próbuje nosić wszystko jak widać 😄

      Usuń
  4. Nieprawda! Nie ma matki doskonałej. A szczególnie podziwiam matki dzieci z mniejsza roznica wieku. Moje bliźniaczki miały podobne potrzeby a syn urodził sie piec lat pozniej. Dało sie to ogarnąć w miarę dobrze. Ale łatwo nie było. Dlatego głowa do góry. Dzieci o takich szczegółach nie beda pamietać.

    OdpowiedzUsuń
  5. ale tak na serio to się tym nie przejmujesz, bo to wszystko detal i kiedyś z sentymentem to będziemy wspominać...kiedyś... prawda? ;) tak dla relaksu skocz do kina lub chociaż w sieci zapodaj "złe mamuśki" - może nie jest to humor w stylu monty pythona, więc niektórym poziom może nie odpowiadać, jednakowoż płakałam do łez i humor mi się poprawił i ciągle nie mogę jakos zadołować :)

    pozdrawiam serdecznie
    Go

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pół serio 😄 Jestem typem, który próbuje zawsze, wszędzie i na wszystko być gotowym, przygotowanym. I niewazne, czy to plama, kupa czy inna katastrofa życiowa

      Usuń
  6. Witaj w klubie :) I choć mogę twierdzić, że dynda mi wrzask lub płacz, bo nie ma czegoś, co jest w tej sekundzie kluczowe, to jednak prawda jest taka, że mi powieka drga a zęby ścierają, kiedy rozdzierają publicznie japę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, powiedziec to moge, ale wspomniany tik nerwowy w postaci latajacego oka, nabrzmialej, pulsujacej żyłki mówi wszystko w takiej sytuacji. ..

      Usuń
  7. HA Witaj w klubie mam wielbłądów jucznych ;) Ja nigdy nie mam ze sobą żadnej gotówki, a jak się okazjue, że któraśchce lodka/chrupka czy czegoś czego z domu nie wzięłam to z tymi tobołami i obiema za rękę szukam bankomatu - i do tej pory nie nauczyło mnie to, żeby chociaż mieć z 10 zl przy sobie ;) Jestem totalnie wybrakowanym i do tego niereformowalnym egzemplarzem :D

    OdpowiedzUsuń