piątek, 12 sierpnia 2016

O PREDATORACH

Co to ja chciałam... nie pamiętam. 

A, że Młody nie śpi, napisać. No nie śpi i chuj.  I to wcale nie damski, a murzyński.

Nagle i niespodziewanie przeszedł na jedną drzemkę i śpi raz, w południe, godzinę, z zegarkiem w ręku. A potem zasuwa do dwudziestej jak nakręcona zabawka. Pada po kąpieli, za pierwszym razem to się poważnie zastanawiałam, czy przytomności nie stracił, tak odleciał.  Ale żeby nie było budzi się o 1 (a wcześniej kilka razy przebudza), siada w łóżku, bardzo zdziwiony, że wszyscy śpią i zgłasza protest, bo on przecież  zakończył właśnie drugą drzemkę, więc minę ma pod tytułem "hallloooo, ale o co chodzi, gdzie impreza, ja się chcę bawić!!!" I tarza się po wyrze do bladego świtu. Musze siedzieć obok, bo jak oddalę się na krok, uderza w ryk, geolokalizacja mu się załącza i go informuje, że się przemieściłam, bo skradam się dosłownie jak ninja. Nic z tego. Waruję więc przy łóżeczku na krześle lub podłodze, wspominając rzewnie, jak to się kiedyś dziwiłam mojej koleżance z pracy, gdy mówiła, że zdarza jej się spać całą noc obok łóżka synka... 
Jak to człowiek w bezdzietnych czasach nie rozumiał oczywistych przecież rzeczy, jak ta, że wszystko jest lepsze od ryku...

Zwłaszcza o piątej rano. 
Tylko co zrobić z krasnoludnkiem, który wstaje, pardon, on się budzi i robi aferę, no bo on jest nie-wy-spa-ny!!! Więc się drze, bo spać mu się chce! Ale zasnąć nie może, no bo przecież on już wstał! Więc jak to! Tarza się, miota, kręci, podpiera nosem, głową i dymi. Czasem zasypia po dwóch godzinach. A czasem nie.

Jakim, kuźwa cudem, załapałam się dwa razy na tę samą promocję, gdzie była ta kolejka, co się w niej nie ustawiłam, gdzie dawali normalnie śpiące dzieci??? Już nie wspomnę o tym, że budzi go wszystko.  Na przykład - przechodzący pies. Drapiący się pies. Chrapiący pies. Oddychający pies. Ruch powietrza, gdy pies macha ogonem...

I pomyśleć, że te wakacje miały być takie piękne. Wspólne, spędzone razem, Blanka nie chodzi do przedszkola, za to chodzi już Tymek. Nie, nie do przedszkola, zapitala po chacie na tych swoich tłustych nóżkach. Choć lepiej pasuje tu określenie "wywala się o wszystko, co na podłodze, z przewagą własnych nóg" (choć i utensyliów rozmaitych gatunków rozsianych hojną ręką obojga na podłodze nie brakuje, wręcz uważam, że aż zbywa) jest zdecydowanie lepsze. A najlepsze jest to, że ulubioną zabawą Blanki, od momentu, gdy jej młodszy brat uzyskał upragnioną mobilność, jest... gonienie go, zwykle połączone ze straszeniem.

Tymka w sumie też to bawi, cieszy się jak głupi, bo tylko głupi by się cieszył, gdyby mu siostra ryczała nad uchem "Znikaj z mojej planety!!!!", ale tylko do momentu, aż się wywali. I zaleje łzami. I krwią. Już trzy razy w tym tygodniu miał rozciętą wargę. Jak on te swoje zębole w trybie naturalnym wymieni na zęby stałe, to ja się zdziwię. 

Tak jak jak zaniemowię ze zdumienia i długo pewnie nie będę mogła wyjść z szoku, gdy uda mi się przeżyć jeden dzień bez awantury i wrzasków. Wiem, pomarzyć można, a kto mi zabroni, zwłaszcza, że 
Młody akurat wszedł w fazę, że wszystkiego domaga się wrzaskiem. Zobaczy coś i w krzyk, bo on to chce!!! NATYCHMIAST! Pokazuje łapą i wali z decybeli ile fabryka dała. I tak dzień cały. 
Na moje skołatane nerwy to zdecydowanie za dużo. 

Chowamy się przed nim z żarciem, niedługo w kiblu będziemy jeść obiady, bo tego pisku nie da się znieść dosłownie. A wielu rzeczy jeść nie może, bardzo silnie na przykład uczula go surowe mleko, po kontakcie z nim dostaje pokrzywki, puchnie w oczach, kicha, płacze i trze buzię, to tak na marginesie, jedno z ostatnich moich odkryć. Tylko jak mu to wyjaśnić, widzi mizerię i nie odpuszcza, drze się tak, że kryształy w krednesie pękają u sąsiadów z dołu. Niestety, etap "mamo, poproszę, daj mi to", jeszcze przed nami... Dzień w dzień wyglądam wizyty MOP-su i dzielnicowego, albowiem dźwięki dochodzące z naszego mieszkania mogą sugerować, iż małoletni są tu dręczeni, męczeni, bici, przypalani, obdzierani ze skóry żywcem i posypywani solą. Gruboziarnistą.

Żeby nie było, że tylko Tymek taki zdolny, prym wiedzie Blanka, jednym z powodów jest to, że z kolei ulubionym zajęciem Tymka jest zabawa w Indian, choć zdecydowanie nie jedynym. 

Taka sytuacja na przykład. Siedzi sobie Blanka obok łożka, ogląda książkę, cicho i spokojnie w domu, więc wiadomo, że zaraz się coś wydarzy, a i owszem, skrada się Tymol, zachodzi od tyłu i zaciska tłuste paluszki na Blanki włosach i dalej zdejmować siostrze skalp z głowy, na żywca, mimo zdecydowanych protestów skalpowanej. I nie puści, predator jeden, włosy sisotry zwykle puszczają pierwsze. I zostają w Tymolowych rączkach, całe pasma. Boli mnie od samego patrzenia na to. A uszy od słuchania tych wrzasków, pisków i krzyków, zwykle w okolicach dziesiątej mam ich ochotę wstrzelić w kosmos, jak mi się uda dociągnąć do dwunastej bez obłędu i łez w oczach, to sobie gratuluję, a jak do piętnastej bez żądzy mordu, to sama sobie biję brawo. Głównie za to, że nad nią zapanowałam, nad tą żądzą, nad tym pragnieniem, by wyjść z domu po papierosy i wrócić za piętnaście lat. 

Czy mówiłam już, że nie palę? 

Głównie dlatego, że w moim domu rodzinnym palili wszyscy oprócz mnie i psa, ale to już inna historia. 
Jedna z wielu, których tu nie opowiadam. 

18 komentarzy:

  1. Eumenido, Tymkowi przejdzie. Mówię Ci to ja, ta mająca stałe leże przy łóżeczku synka �� Co więcej, nadejdzie chwila, gdy przespi całą noc.
    I, o cudzie, kiedyś, gdy teleportacja będzie środkiem transportu��, ten dzieć zajmie się sam sobą na calutkie popołudnie. Obiecuję ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to wszystko wiem. Naprawdę. Problem jest w czym innym. To co się dzieje, to jego niespanie, brak pomocy i parę innych spraw eksploatuje mnie za głęboko. Widzę to i czuje. Drenuje te warstwy, których się nie da odbudować. I nawet gdy to minie, to ja już będę innym człowiekiem. Resztka czlowieka. Pewnie to głupie porównanie, ale nie wychodzi się bez szwanku, bez ubytków i urazów z wieloletniej pracy w kanieniolomach 😉 I nie zrozumie tego nikt, kto pracuje w biurze, z asystentka, od 8 do 16. Jak rozmawiam z moją koleżanką która płacze mi w rękaw bo zmęczona (a aktualnie jej jedyne dziecko przebywa z babcia na działce), bo mala w weekend wstała o 6!, a ona w poniedziałek musiala iść na 7 do pracy (dzieckiem zajmuje się babcia całe dnie) i ledwie żyje, jest po trzeciej kawie, to mnie za przeproszeniem, pusty śmiech ogarnia.

      Usuń
    2. Kamieniołomy zmieniają w zombie...
      Nie wiem, co poradzić.
      Ja zwiałam z łagrów w końcu, ale i dzieć starszy i jeden jak na razie.

      Nie ma chyba gotowej recepty na to całe życie.
      Gdy Twoje predatory podrosną musisz wreszcie znaleźć czas tylko i wyłącznie dla siebie. Chyba, że niania mogłaby częściej zajmować się Waszym Zwierzyñcem?
      Baby z kamieniłomów są silne, ale nie są z kamienia.
      Pamiętaj o tym :)

      Usuń
    3. Pamiętam. Nie mam niani. Dziewczyna, która zajmowała się Blanka wyprowadzila się na drugi koniec Polski. Tymol idzie od września do żłobka, na razie na 4H dziennie, bo nie ma miejsc. Ja od października do pracy.

      Usuń
  2. Chyba niedługo będziesz musiała mi sprzedać parę informacji jak przeżyć z małym Cyborgiem. Mój nowy-przyszły Podopieczny śpi 30 min rano (w okolicy g.10:00) i potem przeważnie do wieczora nic...w nocy podobno śpi. Ok7g ciągiem. A co do opieki społecznej - oni nie są tacy szybcy. Mój obecny Podopieczny często rodzicom się buntuje, wrzeszczy, krzyczy, histeryzuje. Codziennie wysłuchuję od sąsiadów (a mieszkają w domkach) o tych histeriach u Podopiecznego. I trwa to ok roku. I nikt nic.. opieki społecznej nie było. Jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo spacerować. Młody jest spokojniejszy za zewnątrz, na placu zabaw może lazic i 3 hi słowem nie pisnie. A w domu rozbija się o meble, miauczy i marudzi. Więc mam tak dotlenione dzieci jak nikt 😉

      Usuń
  3. O w mordę :(((
    Każdy ma coś...
    Ja miałam takiego niejadka (Eliza), że co rano, budząc się, chciało mi się wymiotować na myśl, że czeka mnie podanie Jej jakiś 4-5posiłków. I kiedy ktoś mi wtedy mówił, że przejdzie, że minie, że jeszcze zobaczę, to jak babcię kocham, miałam ochotę zamordować łyżką, widelcem, przyjebać miseczką Elizowej zupy. Ale... kurna przeszło. Przeszło tak, że na szczepieniu w wieku 5lat pani doktor zasugerowała nam, że może dziecko ma za mało ruchu, bo takie okrągłe. Także... Może dożyjesz czasów, że o 10 będzie budziła Jaśnie Hrabiego, bo wcześniej nie obudzi Go nic- ani woda spuszczana w kiblu, ani szczekający pies... Btw, Eliza w okresie swojego niejadztwa rozpraszała się, kiedy mucha przelatywała Jej koło nosa i to oznaczało już koniec jedzenia, bo jak kurwa jeść, po takim wydarzeniu??? Naprawdę, w jakimś sensie rozumiem, choć u nas ze spaniem generalnie było spoko.

    Trzymaj się Mamo! Jak kiedyś wyjdziesz po te papierosy, to zajdź do Szczecina. Ja co prawda nigdy nie miałam papierosa w buzi, właśnie dlatego, że paliła cała chata, oprócz mnie, brata i suki, ale kto mi zabroni spróbować grubo po 30 :) Zwłaszcza, że miliard razy wychodziłam na balkon zapalić w myślach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie,niepalący są poszkodowani, bo nawet przerwa na papierosa im nie przysługuje 😉 Mucha powiadasz jej przeszkadzala. .. temat mi znany. Tylko Blanka ma już 5 lat,od półtora roku stoi z wagą, jest chuda jak patyk, posiłki trwają godzinami (zjedzenie śniadania- czas operacyjny 2H, A śniadanie to np. kromka chleba z masłem). Zje jak ja karmię. Tak,na wycisk, albo jak się z nią bawię i udaje np. ze jej buzia to jaskinia, do której wchodzi niedźwiedź (kawałek kotleta). Tak,tak,muszę robić z siebie malpe żeby zjadła cokolwiek. Menu dzienne to zwykle śniadanie o 11 (wciskane od 8) - kromka chleba, płatki w malutkiej miseczce, obiad o 15 (Z którego zjada 1/3) wmuszony w meczarniach i kolacja jedzona także ok 2 H (naleśnik z serkiem, taki trojkacik nie do zjedzenia, za dużo). Czasem jakiś owoc pomiędzy tymi posiłkami. Temat mi doskonale znany. Nie zmuszam- potrafi nic nie jeść do 17. Jej to nie przeszkadza.

      Usuń
    2. Jezu... Nasze klimaty. U nas minęło, na szczęście, bo bym chyba oszalała. Marcin stawał za mną i robił pajacyki, żeby siedząca w krzesełku do karmienia Eliza, otworzyła buzię... Kurna, jak myśmy nie cudowali. Paranoja.
      No i nasze dziecko też było z tych, co to przy pełnej lodówce zagłodziłyby się pięć razy...
      Współczuję i jeszcze mocniej przytulam.
      U Was zawsze tak było z tym jedzeniem?
      A jak w przedszkolu ten temat?

      Usuń
    3. Zawsze. Dla Blanki jedzenie może nie istniec, je tyle, żeby zaspokoić pierwszy głód o traci zainteresowanie. Zawsze jedzenie było na siłę, na wcisk, przy bajkach. Teraz są prośby, groźby, przekupywanie i w ostatecznosci karmienie. W przedszkolu je, bo inne dzieci jedzą. Siła grupy. Ale też niewiele, ale Panie nie zmuszają, takie mają zasady

      Usuń
    4. U nas Elizę nie motywowały inne dzieci. Czujesz, że Ona potrafiła je... karmić, a sama nic nie tknąć? Mam na myśli kuzynostwo Elizy, jak u nas byli w wakacje. Z perspektywy czasu za zmuszaniem też nie jestem, choć owszem- zdarzyło nam się.
      Ech...

      Usuń
    5. U nas zmuszanie to raczej namawianie. Klasyczne zmuszanie kończyło się pawiem.

      Usuń
  4. Naprawdę przeżyjesz i zapomnisz. Moja najmłodsza darła pyszczek całe dnie i noce i tak do około 10 m-cy . Spacer to też był wrzask bo każde ubranie dla niej to było zło , nadwrażliwiec na wszystko .Każde ubranie przed założeniem było rozciągane żeby nic przypadkiem za mocno nie przylegało do ciała. Spałam po 2-3 godziny na dobę ,a rano o 6-ej w domu zaczynał się normalny dzień pozostałych członków rodziny . Chodziłam jak zombie i miałam ochotę wymordować wszystkich . Jak po roku wróciłam do pracy to czułam się jak na wakacjach i jedynie śmiałam się, że skończył mi się limit nieprzespanych nocy do końca życia. Niejadkiem była najstarsza , ale najczęściej ratowałam sprawę poranną butlą mleka z kaszą kukurydzianą , bo potem czasem było tylko jabłko na cały dzień. Jak jadła zupę to jej talerz wyglądał jakby bomba wpadła do niego i wtedy gotując nauczyłam się kroić warzywa w mini kosteczki ( zostało mi to do dzisiaj ) i wtedy tych miniaturek już nie umiała całkiem wyłowić i zjadała . Zupy miksowane , absolutnie - wszystko naokoło było w tej zupie . Jedynie środkowy chłopak był bezproblemowy spał i jadł i bawił się sam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maga ja wiem, że przeżyje. Wszystko jest do przeżycia, pytanie tylko za jaką cenę? Ja już zapłaciłam bardzo wysoka, głównie psychiczną za lata leczenia i walki żeby te dzieci w ogóle przyszły na świat. Zresztą tak mi jakoś się w życiu ułożyło,ze za wszystko musiałam słono zapłacić. I chyba zwyczajnie doszłam do momentu kiedy nie mam siły kopać się z koniem. Po prostu nie mam siły.

      Usuń
  5. Ja też nie palę ale kiedy dziewczyny były małe to zastanawiałam się milion razy czy do tego nie wrócić ;) Właściwie bywają dni kiedy nadal o tym myślę...
    Pozdrawiam i trzymaj się w kupie kobieto - inaczej nie możesz wiem :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurna, Brytusiu, to mnie ominela ta sama kolejka - po spiace dzieci! ;) Moje tak samo, na drzemke zasypialy TYLKO noszone. Marudzily, wrzeszczaly, tarly oczy... No spiace jak nic, ale wsadzisz do lozeczka, to stana w nim i rycza. Ale jak! Az sciany sie trzesly! Do dzis pamietam, jak Nik po 40 minutach chlipania zaczal zasypiac na stojaco, ale jak glowa zeslizgnela mu sie z barierki, wlaczal syrene od nowa. :/ A nawet noszenie ich to byl koszmar. Nosisz malego dziada pol godziny, a ten wyje i walczy ze snem ze wszystkich sil. A jak w koncu zasnie - budzi sie po 20-30 minutach (jak masz szczescie I da sie w ogole odlozyc)! I ryczy, bo niewyspana/y! To jakas paranoja! I tak samo w nocy. Pobudki, wycie, noszenie... A rano do pracy... Dlatego jak pokonczyli rok, z obojgiem, pewnej nocy, kiedy poraz ktorys urzadzili pobudke z wyciem i usilowali mi udowodnic, ze spac beda wylacznie na rekach i w ruchu, stwierdzalam, ze pie**ole, nie wstaje. Po kilku nocach bezskutecznego wyrwania mnie z wyra, dawali za wygrana. I w nosie mam, ze to tresura, nie wychowanie i podobne bla bla bla... Najwazniejsze, ze w koncu zaczelismy przesypiac noce... Z drzemkami dlugo byla jeszcze walka, niestety... Za to, jak juz zaakceptowali, ze w dzien fajnie sie przespac, zaczeli sypiac po 3 godziny i czesto musialam (Nika nadal musze) ich budzic! ;)
    Trzymaj sie Kobieto! Jeszcze troche! Twoj koszmar tez musi sie kiedys w koncu skonczyc! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata często gdy Cię czytam,mam wrażenie że piszesz o moich dzieciach,nie o swoich 😉 Wczoraj próbowałam olac ryki Tymka (obudziła go przechodzaca przez pokój Blanka), tak płakal, ze zachrypl, w sumie to stracił głos. I dziś marudzil i płakał cały dzień, nie chciał jeść,bo gardło bolało...

      Usuń