piątek, 20 maja 2016

DYSZKA

Dziesięć miesięcy.  Zębów osiem. Kilogramów dwanaście (prawie) . Wzrostu 86 cm. Rozmiar ubrań 12-18 miesięcy. Rozmiar buta 21... 
Tymek w liczbach. I w ruchu. Ciągłym.  
Drugi czworonóg w naszym domu, raczkuje jak oszalały, wstaje przy meblach, potem je porzuca, by przemieścić się do następnego przy użyciu czterech kończyn. Dziwnym zbiegiem okoliczności na hasło "Tymek, nie wolno" włącza mu się turbodoladowanie i raczkuje dwa razy szybciej do upatrzonej rzeczy. Zwykle są to zabawki siostry, ku jej rozpaczy obśliniane,  obgryzane i niszczone z dziką radością. 
Odebranie zdobyczy kończy się rozpaczą i dramatycznym protestem, skłonność do afer Młody odziedziczył po siostrze najwyraźniej...

Ooooo,  jak on ryczy,  jak się zalewa łzami, jak rozpacza, gdy mu zabiorę świeżo upolowana gazetę,  która właśnie zamierzał podrzeć na kawałki i skonsumować.  Ooooo,  jak rozpacza, kiedy usiłuje ściągać rzeczy suszarki i. .. wyrzucać przez balkon, a ojciec mu nie pozwala.
Drze się, jakbyśmy go obdzierali ze skóry i posypywali solą, do momentu, aż zainteresuje go coś innego. Wtedy milknie. W sekundę. Awanturnik jeden.

Płacze. Myślę - głodny. Robię kaszke. Zjadł łyżeczkę, gębę zacisnąl, kręci łbem na boki, macha łapami.  Czyli nie. Zabieram, a raczej zbieram, bo na skutek jego szaleństw oboje jesteśmy w sinlacu od stóp po czubek głowy. 
Myślę - czyli jednak nie głodny. 
Ale ryczy dalej. 
Otwieram słoiczek z zupką
Znów to samo. Zjadł łyżeczkę i afera, zalewa się łzami, dramatycznym gestem opiera główkę o blat krzesełka i płacze, o jak on płacze, aż się zanosi w tej swojej rozpaczy. 
A mi zaczyna coś świtac. Otwieram słoiczek z morelami. Ryczacy Tymek łaskawie zjada łyżeczkę i nagle cisza, uśmiecha się ("no nareszcie matka zalapalas o co chodzi! !!") i szeroko otwiera buzię. O ty gadzie,  myślę sobie z lekkim nerwem.

Generalnie Tymek potrafi pokazać co mu się podoba, a co nie. Buty na nogach - pogwalcenie wolności osobistej i swobody, darcie rzepow i tarcie noga o nogę by je zrzucić. Czapka na głowie - no bez przesady matka, ściągamy. 

Samodzielne zasypianie. 
Oooooo tu to się dopiero Tymol wkurzyl i to porządnie. Pewnego dnia matka powiedziała sobie "dość". Koniec z dziesięcioma pobudkami w nocy, z podsypianiem przy cycku.  Teraz to ja decyduje, kiedy daje mleko. Słowem - jemy i śpimy. Wytlumaczylam wszystko elegancko synkowi, nakarmilam, oczyska zaczęły się kleić, więc zapakowalam kawalera do wyra, okryłam, ucalowalam na dobranoc i ewakuowalam się do drugiego pokoju. 
Oczyska otworzyły się szeroko już przy kontakcie małego tyłka z materacem - ze zdziwienia,  no bo jak to, gdzie mój cycek,  moja ukochana przytulanka,  mój usypiacz,  zabralas,  podła ty, jak mogłaś! 
A no zabrałam. I poszłam. 

Jedoosobowy ruch oburzonych dziesięciomiesieczniakow protestował równo czterdzieści minut. Przychodzilam, przytulalam,  uspokajałam  i ku rozczarowania małego predatora,  znów go kladlam i wychodziłam.
W końcu się poddał. 
I zakumal, że skonczyly się czasy terroru. Jeszcze próbował tej nocy zawalczyć,  ale bez zbytniego przekonania. Najwyraźniej dojrzał w moich oczach chęć mordu i postanowił nie ryzykować. 
Od tamtej pory je przed zaśnięciem, około dwudziestej, dojada w okolicach północy, czasem o pierwszej i śpi do piątej, kiedy to zapala mu się czerwoną lampką i po prostu musi, no musi zaatakować, żeby dospac do tej siódmej, siódmej trzydzieści, czasem szóstej.

Co nie zmienia faktu, że nadal potrafi się obudzić w nocy o pierwszej i nie spać do czwartej. W dzień śpi dwa razy. Dłużej przed południem, zwykle od dziesiątej do jedenastej, czasem do dwunastej. Krócej po południu, zwykle pół godziny między czternastą a piętnastą. A potem ciągnie do dwudziestej ku rozpaczy matki, bez żadnego odpoczynku.

Sporo już Tymek potrafi.
Mówi: mama, tata, baba, dada, da.
Klaszcze w ręce.
Umie dopasować pokrywkę do słoika i wieczko do kremu. Wkłada łyżkę do miseczki, chce sam jeść, ale nie wie co dalej, bo zamiast do buzi trafia do oka.
Kręci głową i wymachuje łapami, kiedy czegoś nie chce.
Potrafi robić hałas - tłucze zaciekle łyżką w garnek, bębni rączkami w stół.
Umie wprawiać rzeczy w ruch. Kręci pedałem przy siostry rowerze. Szura krzesłem. Jeździ wózkiem.
Potrafi robić bałagan. Dopada do szafki z ubraniami i z piskiem wywala z niej wszystko.
Nie toleruje śliniaków, w związku z czym po każdym posiłku muszę go przebierać.
Fascynują go wszelkie kable, ładowarki, przewody.
Nie interesuje go pies. Za to psa coraz częściej interesuje Tymek, a raczej to, co Młody konsumuje. Łatwiej od niego wysępić niż od Blanki. Jeśli Tymek nic akurat nie trzyma w rączce, pies się niem nie interesuje, a on nim. Czasem go liźnie, czasem Młody go poklepie i to by było na tyle wzajemnych relacji. Faceci.

Co tam jeszcze. Zaczęły go fascynować książeczki, ogląda, przekłada kartki, obgryza.... No tak, zapomniałam, gryzie. Jak cholera. Wszystkich. Blankę, ojca, mnie, jak już widzę tą japonię rozdziawioną na glonojada, to wiem, że trzeba uważać. Cóż, nie jest Młody zbyt finezyjny w swoich atakach, widać od razu, że się szykuje. Uwielbia ciągnąć za włosy, zbój jeden.

Zaczyna się świadomie bawić. Wrzuca wszystko za kanapę i cieszy się jak głupi, kiedy mu mówię, że nie wolno. Chowa smoczek za poduszkę. Wyjmuję mu, patrzę, a on go znów tam pcha. Wciska, chichocze, śmieje się - wyjmuję, a on znów chowa, zaśmiewając się w głos. Taka zabawa!
Wszystko go interesuje, wszystko go dziwi.
Ściąga sobie skarpetki, a potem przykłada do nóg, jakby się zastanawiał: "jak to było?"
Odkrywa chatę, eksploruje każdy jej kawałek, wszystkiemu dziwi.
Czasem mu zazdroszczę.
Tyle jeszcze przed nim rzeczy "pierwszych". 

2 komentarze:

  1. Tymek waży niewiele mniej, niż moja 6 letnia Martyna ;) Gratuluję wtrwałości w przestawaniu Tymka na spanie, oby jak najszybciej zrezygnował z nocnego karmienia na rzecz głębokiego snu :) Do kłótni musisz przywyknąć, bo te z wiekiem niestety nabierają intensywności, dzieciaki są coraz bardziej zawzięte i coraz mocniej bronią swojej własnośći (zwłaszcza te starsze, bo młodsze to po prostu porywa i w nogi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś się obudził tylko raz, o 2 I wstał o 6. Ale potarzal się trochę i postanowił od razu zaliczyć pierwszą drzemkę, więc zbiorowo dospalismy do 9.30. Dziś życie jest piękne ☺

    OdpowiedzUsuń