czwartek, 7 kwietnia 2016

SIEWCY

Wiosna przyszła. Pora siania.  Więc wszyscy sieją. Travis kłakami, nic nowego, w domu, gdzie jest labrador, sierść to przyprawa. Normalnie sól życia naszego. W moim oku. I nie tylko.
Wszędzie. Dosłownie wszędzie są jego kłaki. Ale to pies, nie czepiajmy się, ma prawo, taki jego urok.

Ponoć jaki Pan, taki pies, a u nas odwrotnie. Mój mąż także sieje, od rana do wieczora, tylko oczy otworzy, to zaczyna i nie przestaje, aż do wieczora.

Żeby chociaż coś z tego wyrosło, poza moim, trzeba przyznać, rosnącym wkurwieniem. Co gorsza, on sieje nie tylko wiosna, cały rok to robi.

Taki wtorkowy wieczór. 
W ciągu pięciu minut Andrzej obsial poletko naszego domu. Szykował Tymka do
kąpieli. Brudne body i getry posial w kuchni, na blacie, potem przyszedł z Młodym do pokoju obejrzeć wydarzenia, więc skarpetki posial już na kanapie, a zasikanego pampersa na łóżku. Młodego wykapal, mokry ręcznik zostawił na przewijaku,  może skielkuje do rana. Blankę zagonił do wanny. Ubrania znalazłam posiane na jej biurku, a drobniejsze elementy rozsiane po całym domu. Majtki na podłodze przy wannie, spinki na szafce, książka, w której malowala na podłodze.

A że dziecko wie, skąd czerpać dobre wzorce, po wyjściu z łazienki również posialo mokry ręcznik na łóżku...

Oj rośnie, rośnie mi, głównie ciśnienie, przekraczając wszystkie dopuszczalne normy. Kto sieje,  nie tylko wiatr, ten zbiera burzę. A ci, którzy w ciągu pięciu minut potrafią obsiac cała chatę, zbierają opierdol. 
A potem jeszcze patrzą nic nie rozumiejącymi oczetami i pytaja

"Ale dlaczego Ty się tak denerwujesz?"
Lub 
"Ale dlaczego Ty się od razu tak zloscisz?"

Absolkurwalutnieniewedzacocomichodzi

Przecież rzeczy same biegną do kosza na pranie, chlebek po wyjęciu na blat posłusznie i zupełnie samodzielnie wskakuje do pojemnika,  a buty i kurtki raczym klusem cwaluja, by zająć swoje miejsce w szafie. 
I nie, nie zloszcze się "od razu ", nie zloszcze się nawet od dwóch razow, pięciu, czterdziestu,  pięciuset.  Zloszcze się od dziewięciu lat. Para już mi unosi pokrywkę, dekielek mi podskakuje no bo ile razy można mówić, prosić, przypominać, tłumaczyć? Gdybym skierowała swoje prośby do dowolnego łańcucha górskiego to po takiej ilości powtórzeń już by mi tu Kordyliery przysięgły i rzuciły się do sprzątania, Czumolunga zbierałaby grzecznie ciuchy rozsiane po całym domu, a Mount Everest stałby pod blokiem i zaglądał przez okno z uprzejmym pytaniem, czy na pewno wszystko położył tam, gdzie trzeba...

A moje/mój prywatny Andy 
Niedoprzejscia 
Tak jak chata. Niedługo będziemy się poruszać korytarzami utorowanymi pomiedzy rozrzuconymi rzeczami,  albowiem podjęłam decyzję:

Pierdoleniesprzatam 

Może coś z tego wyrośnie,  poza grzybem, pleśnią. Mam ziarenko nadziei,  może padnie na jakikolwiek skrawek zyznego gruntu, choć obstawiam raczej beton. 
Ale w związku z faktem, ze rośnie mi w szybkim tempie kolejny siewca, odkrywca i wielbiciel grawitacji ("ooooo,  zobacz mamo, spadło, jak to się stało, spróbuję jeszcze raz, myślisz, że znów spadnie?  A jak wystarczająco długo na to popatrze,  to wróci do mnie?  Nie? Aaaa,  kumam, muszę się poplakac")
muszę coś zmienić.

Ich lub siebie. 
W tresera z batem, kapo z nabita bronią, w poskramiacza z pejczem. O ile już się nie zmieniłam.  Na pewno w tykajaca bombę.
Dzwoncie po antyterrorystow. Zanim wybuchne.

Tak, jestem zmęczona, tak, już o tym mówiłam. Jestem zmęczona nawet mówieniem po raz kolejny, zw jestem zmęczona.
I niewyspana.
Kurewsko niewyspana.
Wiem, to też już mówiłam.
Powtarzam się. I nic z tego nie wynika.








24 komentarze:

  1. Odpuść. Pozwól im zobaczyć efekt ich działań.
    W końcu nie jesteś matką ani wychowawczynią małża. Tak mi się zdaje.
    Rób swoje. Ich bałagan zostaw im.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do wprowadzenia w życie niestety. A raczej możliwe, tylko Tymol mógłby przypłacić to życiem - zaczyna raczkować, podłoga już jego, wsadzi do gęby wszystko, co tam znajdzie. A on dodatkowo alergik, syf mu nie posłuży :-(

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że jedyne co osiągniesz to zamiast kupy bałaganu to mega kupę bałaganu. Moich niestety niczego takim czymś nie nauczyłam, jedynie tylko się wkurzalam stąpając po zabawkach/ksiązkach itp. Mnie w takich stanach pomaga melisa w wielkim kubku (najlepiej ze dwie torebki na raz).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm we wiadrze nie próbowałam, ale możesz mieć rację.

      Usuń
  3. Uwielbiam Cię :D
    Mój mąż nie sieje tak straszliwie, za to dziewczyny... Ło matko. Działa na nie czarny worek. W sensie, nie że je tam wkładam, ale ich zabawki. Jeśli hasło - sprzątnijcie zabawki - nie działa po kilkunastu próbach - worek jest przynoszony. I wtedy zabawki znikają w kilka sekund dosłownie.
    Ale co do ciuchów - czasem mam dość i wszystko co znajdę ładuję do pralki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wzajemnością, jak wiesz :-)))
      Worek powiadasz.. oczywiście natychmiast miałam wizję dziewczyn w workach na głowach, ale mówisz, że do sprzątania. A to sprawdzę, czy zadziała. Poprzednie rozwiązanie, to z wizji wydało mi się nieco zbyt radyklane :-)

      Usuń
    2. Ha, u mnie to nie działa. Starsza tylko się upewnia, że to co zostało na półkach ocaleje, a na resztę macha ręką. Mamy już naprawdę gigantyczną torbę w piwnicy rzeczy, które sobie odpuściła, bo nie chciało jej się ich podnieść z podłogi.

      Usuń
    3. U nas działa Ale efektów długofalowych nie zaaobserwowalam Jedynie chwilowe i miejscowe połączone z rykiem.

      Usuń
  4. Czytam Cię od dawna, ale po raz pierwszy komentuję. Wiem, że to co napiszę niewiele Ci pomoże, ale uwielbiam Twoje pióro. I chyba im gorszy masz nastrój, tym bardziej podoba mi się Twój styl. Ale mimo wszystko życzę, żeby wróciła równowaga i spokój. Może powrót do pracy byłby dobrym rozwiązaniem?
    Pozdrawiam, Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Czasem zastanawiam się, czy ktoś to jeszcze w ogole czyta ...
      Gorszy nastrój tak mi się nie objawia. Tak mi się objawia, delikatnie mówiąc - złość, mniej delikatnie - wkurwienie. Takie do potęgi entej.
      Powrót do pracy. Niby wróciłam częściowo zdalnie z domu, ale w sumie to nie mam gdzie wracać i nie wiem, na czym stoję. A wrzesień niedaleko.

      Usuń
  5. Witaj. Dawno, dawno temu, gdy ja nie mogłam poradzić sobie z brudami, rozrzucanymi przez moje dzieci, spakowałam je im w małe poduszeczki i położyłam do ich łóżek. Zapaszek po dwóch dniach (uzupełniłam zawartość następnego wieczoru)był niezły. Znalazły swoje brudy w poduszkach i od tej pory nie znajdowałam brudnych skarpetek i majtek na środku przedpokoju lub łazienki. Były w miejscu na brudną bieliznę. Pozdrawiam i życzę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonały patent, muszę wypróbować, ale o ile Blanka ma węch wręcz nadwrażliwy, to mój mąż... "Nie czujesz, że się obsrał?" - "Nie, naprawdę???" A od Tymka zalatuje jak z miejskiego szaletu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ze sprzątaniem to niekończąca się historia :/ próbowałam wszystkiego. Finalnie gdy podrosły fruwało wszystko za balkon na podwórko- mieszkam w bloku. Leciały po schodach na dół z wizgiem i zbierały jak grzyby :D na trochę był spokój. Na trochę.
    Zapodaj sobie raz w tygodniu panią do sprzątania i prasowania. Dobrze robi na skołatane nerwy. A jak wytłumaczysz Biancę, że lalki czy czegoś równie atrakcyjnego nie będzie, czy małżoowi nie nabędziedz piwka czy coś, bo trzeba pani zapłacić, to może zaczną myśleć?
    Przemyśl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie prasuje z zasady. Chyba ze muszę A panią od sprzątania jestem ja, tak jak już napisałam. ..😞

      Usuń
  8. W domu musi być porządek. Nie ma to tamto. Takie same zasady jak wszędzie. Im prędzej to załapią tym lepiej dla Ciebie.
    A Ty dbaj o siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zasady są po to żeby je łamać, zgadnij z kogo to cytat?

      Usuń
  9. Sory że zawracam głowę. Ale rozumiesz. Skleroza.
    Raz w tygodniu urwij się na kilka godzin z domu. Zrób sobie reset. To zawsze dobrze działua. Szczęśliwa kobieta to szczęśliwy dom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lu, w sumie ostatnio to odkryłam, że moja frustracja bierze się z tego, ze nie robię kompletnie nic dla siebie. Nie mam jak i nie mam kiedy.

      Usuń
    2. Masz jak. Zostaw młode z małżem. Córko przyjaciółki posłuchało i rozkwitło. A loncik już miała króciutki ;)

      Usuń
  10. Hmmm... Moj maz ma zwyczaj zostawiania na sole brudnych kubkow oraz talerzy. W koncu moze same odfruna do zmywarki? :) To jednak nie jest az tak frustrujace. Za to Potwory sa "siewcami" wrecz niemozliwymi. Zabawki porozrzucane po calej podlodze, w kazdym pokoju. Papierki po cukierkach rzucaja tam gdzie akurat stoja. Kubek z resztka wody stracony ze stolika? A niech lezy. Wylana przy okazji woda tez przeciez w koncu wyschnie...
    Poki byli mali, zaciskalam zeby i sprzatalam. Teraz coraz czesciej wrzeszcze, ze maja posprzatac swoj balagan. I juz zdarzylo mi sie pare razy zagrozic, ze wszystko pozbieram do workow na smieci i schowam jak nie zniknie z podlogi. Podzialalo. Ale licze sie z tym, ze kiedys (pewnie niedlugo) bede musiala autentycznie pozbierac zabawki do tego wora zeby nauczka byla wystarczajaca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to samo. Doprowadza mnie to do szału po prostu. Blanka tam, gdzie się bawi, tam zostawia. I nie tylko ona

      Usuń
  11. za to pióro , jak zawsze , genialne.Intelekt i dowcip, czyta się z przyjemnością.kunegunda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkurzenie Ewa. Po prostu wkurzenie, Ale dziękuję ☺

      Usuń