środa, 27 kwietnia 2016

SRAJDUNY

W drodze do przedszkola mijamy trawnik (a raczej to, co z niego zostało), gdzie koczuja gołębie. Doslownie.  Całe stada, ludzie je tam dokarmiaja,  mają nawet wodę w miskach.  
Nie boją się nikogo,  Travisowi po prostu schodzą z drogi, nie uciekają nawet przed ganiajaca je Blanka. Ot, drepcza sobie trochę w bok i tyle. 
Teraz gruchaja,  pusza się, zalecają do siebie, wabia.  
Blanka dojrzała dziś ich zaloty i zaczęła mnie wypytywac,  który gołąb to facet, a który - kobieta.

"Mamo, czy to jest Pan GRUCHOL?"
Potwierdziłam
"A to GRUCHAWICA?"
- zapytała,  a ja uśmiechnęłam się tylko, myśląc, jakie piękne określenia stworzyła dla tych
SRAJDUNOW

8 komentarzy:

  1. Gołębie są wszędzie, są nieustraszone wręcz. W Poznaniu mamy szybki tramwaj. Niektóre przystanki są pod mostami. Te paskudy nawet po zabezpieczeniu terenu siatką od góry, po założeniu kolców na wiatach przystankowych na zegarach no na wszystkim. I one sobie tam siedzą mimo wszystko. Znoszą gałązki i w te kolce wkładają i dalej mają gniazda :/ mnie czasem na balkon przylatuje kilka, ale gonie. Bo bloki są nowe, jak się zadomowią to koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też gonimy ale wracają jak bumerang

      Usuń
  2. Miła moja, nie żadne gołębie tylko zwykłe pospolite synogarlice. Na miano gołębia trzeba sobie zasłużyć ;)
    A a propos tych srajów zawsze bawił mnie taki oto dowcip:
    Stały sobie w parku dwa posagi, naga kobieta i nagi mężczyzna. Ustawiono je tak, że patrzyły na siebie wzrokiem, w którym można było odczytać nutę pożądania. I stały tak lata i dziesięciolecia całe, i w upał i w słotę, pod deszczem i w słońcu, pod opadającymi jesiennymi liśćmi i wśród wiosennych tulipanów. Aż pewnego dnia zjawił się w parku dobry anioł, spojrzał na posagi i powiedział:
    - Za to, że tak dzielnie przez całe lata w tym parku stoicie, ożywię was na pół godziny. Będziecie mogli zejść z cokołu i zrobić, co tylko zapragniecie.
    Cud się dokonał. Posągi zeszły z cokołu, chwyciły się za ręce i czym prędzej pobiegły w pobliskie krzaki, z których wkrótce zaczęły dobiegać pomruki i okrzyki rozkoszy. Wreszcie z krzaków ponownie wynurzyła się para posągów:
    - Ach, jak cudownie było - rzekła kobieta.
    - Tak, doprawdy to wspaniałe - odrzekł mężczyzna.
    Obserwujący ich z uśmiechem anioł zauważył:
    - Słuchajcie, minęło dopiero piętnaście minut, macie do dyspozycji jeszcze drugie tyle!
    - To co, wracamy w krzaki? - zapytał mężczyzna.
    - Tak, tak, musimy koniecznie to powtórzyć! - odparła kobieta.
    - No dobrze, ale tym razem to Ty trzymasz gołębia, a ja mu będę srał na głowę!

    OdpowiedzUsuń
  3. W temacie gołębi - u nas nie ma ich aż tak dużo uff. Ale jak jeszcze mieszkałam w mieście to z sąsiedniego podwórka na nasze przychodzil starszy pan i wysypywał chleb, jakieś ziarno i wodę nawet stawiał, więc wszyscy mieliśmy auta posrane niemiłosiernie, o wyniesieniu pościeli czy ubrań na sznurki to można było pomarzyć. Zwracanie mu uwagi to jak gadanie do słupa. Na sczęście został założony automat do bramy i pan już nie przychodził, a gołębie po jakimś czasie się wyniosły. W Pabianicach najwięcej jest ich koło punktów gastronomicznych typu budki z hamburgerami koło SDHu, masakra tam przechodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ja rozumiem, że ludzie sypią im ziarno w parkach ale na podwórku to lekka przesada

      Usuń
    2. Wiesz ja rozumiem, że ludzie sypią im ziarno w parkach ale na podwórku to lekka przesada

      Usuń