środa, 20 kwietnia 2016

O NIECHCENIU

Wieczór. 
Wszyscy zmęczeni. Tymek marudny, śpiący i rozdrażniony rozdrapuje skórę na karku. Trze uszy. Buzia czerwona. A więc gruszka też nie. Mówię mu po raz kolejny, jakby mógł zrozumieć, proszę go, synku, nie drap, nie drap malchu.
Travis postekuje, dyszy. Widać,  że go boli. 
Kiedy wstawalam do Tymka w okolicach trzeciej w nocy, spokojnie spał z Blanka, zwinięty w kłębek w nogach łóżka. 
Kilka minut po piątej obudził mnie Andrzej, mówiąc,  że z Travisem dzieje się coś niedobrego. Nie chciał iść na spacer. Pies, który na dźwięk tego słowa podskakiwał jak sprężyna, teraz leżał, nie był w stanie nawet wstać, o utrzymaniu się na łapach nawet nie wspominając. Nie mógł się podnieść. 

Nie zasnelam już. 
Szybka jazda do całodobowej lecznicy. 
Antybiotyk i leki przeciwbólowe. Krew do badania. Srodek na najpopularniejsze trucizny, bo ludzie są podli a ten pies jest jak odkurzacz. W domu nie tknie świeżego mięsa z ryżem,  patrzy na mnie jak na debila z miną "No bez jaj, ryż mam jeść, daj samo mięso! ", a na spacerze wyzera suche skórki chleba,  których nawet gołębie nie chcą. Znalezione smakuje najlepiej.
Idiota nie pies.

Ale kocham go jakby to było nasze trzecie dziecko. Pierwsze dziecko. Dziewiecioletnie.
Cały dzień pomagam mu wstawać,  albo zapalenie stawów albo dyskopatia.  Oby nic gorszego. Z badań nic nie wychodzi. Czyli też nie neuroborelioza.  Apetyt mu dopisuje.
Nie jest w stanie zejść po schodach,  ale kierunek "lodówka" obiera bezbłędnie. 
Po południu trochę mu się poprawia. Z wysiłkiem,  ale wstaje. Trzęsą mu się łapy. 
A mi serce. 

Bo zdaje sobie nagle sprawę, ze tylko na dobre rzeczy trzeba długo czekać. Czasem latami. 
Te złe pojawiają się znienacka. Wyskakują zza rogu w najmniej spodziewanym momencie 
Boję się ich. Kiedyś odważnie zaglądałam w jutro. Teraz staram się przede wszystkim patrzeć pod nogi.

Życie w miarę upływu czasu zawęża się i zacienia.
Robi się ciasne jak przełyk.
Mam w nim gulę, gdy Blanka mówi:

"Mama, ja nie chcę, żeby Travis umarnął"









41 komentarzy:

  1. ohh niee...:( biedny psiunek, trzymam kciuki, żeby wyzdrowiał. Sama mam ukochane 4-letnie psie dziecko i wiem, że nie zniosłabym jego choroby czy odejścia

    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mu lepiej, na szczęście

      Usuń
    2. ufffff- cudowne wieści :)
      Ewa

      Usuń
  2. Wiem co to znaczy stracić psa. Moja Lara była z nami 14 lat. Cztery lata temu odeszła..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poprzedniego psa miałam 14 lat.

      Usuń
  3. Kurczę... Puenta- samo sedno, wyskakują znienacka...
    Jak wiesz, nasz Misiek przeszedł też niedawno zapalenie stawów. Trochę to trwało, zanim ból ustąpił całkowicie, ale potem szalał już jak szczeniak. Na dworze, bo w domu to kanapowiec. Ożywia się tylko wtedy, kiedy usłyszy, że coś kroje :)
    Pożegnałam już dwa psy i wiem jak ten ból smakuje, więc z tym większym smutkiem myślę o tym, że ten trzeci raz nadejdzie. Ale wolę myśleć o tym, że damy mu kilka (oby więcej!) lat szczęścia, bezpiecznego domu, opieki, miłości...

    Tak dla rozbawienie- Lila z kolei snuje futurystyczne wizje, jakiego kota będziemy mieć, jak już Misiek umarnie... Także ten- ciesz się zachowaniem Blanki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Nas weterynarz pytał, czy Misiek pływał gdzieś latem albo na jesieni. On akurat nie, ale nie wiem, jak tam u Waszego psiaka z zamiłowaniem do wody, czy gdzieś ma okazję pływać?

      Usuń
    2. A co do żywienia psów i psów samodzielne żywienie się... Ech, Michu to się kiedyś ode mnie kopa w tyłek doczeka. Zanim go wzięliśmy, to wynosiłam mu pod balkon ryż z mięsem, ale wiecznie miał jakieś biegunki (wiadomo, że wtedy stołował się też i po śmietnikach). Kiedy więc wzięliśmy już go do siebie, stwierdziliśmy, że przy dzieciach nie mamy siły i zdrowia też na biegunki i inne historie i szukamy mu dobrej karmy. Trochę to trwało, bo okazało się, że książę potrafił nam się zasrać po orijenie... No i co? No i je dobrą karmę. Nietanią. A nic nie smakuje tak, jak resztki, które uda się znaleźć. Nadmienię tylko, że gnojek chodzi najczęściej na smyczy. A, że u nas ludzie bardzo lubią wyrzucać, co im zostaje... I żebyś widziała jego radość- jakby właśnie ocalił się od śmierci głodowej bo zjadł suchy chleb...

      Usuń
    3. No i nie muszę pisać, że biegunki wciąż miewa :p

      Usuń
    4. Travis uwielbia pływać, gdy jadą do teściów od razu pakuje się sąsiadom do stawu. A potem jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. W sumie to nie schnie nawet. A smieciarzem jest straszliwym, nie do upilnowania, a potem rzyga po kątach idiota jeden, zresztą wystarczy ze on się nazre trawy i już rzyga

      Usuń
  4. Ja też nie chcę żeby Travis umarnął. :(

    Lily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też nie chcemy, bardzo nie chcemy. Chcemy żeby nigdy nie umarnal.

      Usuń
  5. Oby z dnia na dzień było lepiej z Travisem. U mojej Martyny w związku z uczuleniem na pyłki wyszło z testów dodatkowo jabłko i gruszka. Owoce, które mało uczulają a jednak. Przed Wami długa droga ale Tymek jest coraz starszy i w końcu u niego również testy będą dawały lepszy obraz. Trzymam kciuki za poprawę sytuacji, na każdym polu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli reaguje krzyżowo. U nas niby bez zmian, ale on drapie nawet czysta skórę jak oszalaly...

      Usuń
    2. W necie lata "kwartalnik laktacyjny". Jest w nim dużo fachowych porad dla karmiących matek. Na 42 stronie matka alergika pisze o karmieniu onego.

      Usuń
  6. oj, biedny Trawis, kurde, nie tylko wy go kochacie, my też:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie się patrzy na cudzą bezsilność. Zwłaszcza zwierzaka. On dosłownie nie był w stanie stanąć na nogi.

      Usuń
  7. Eumeniduś, mam nadzieję, że Biała Dupka wydobrzeje. :*

    Ściskam Cię serdecznie,
    Piegus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mu lepiej,będzie brykal

      Usuń
    2. Wspaniałe wieści! :D
      Głaski i
      Przytulasy :)

      Piegus

      Usuń
  8. Trzymaj się Travis!Wierzę, że będzie dobrze i coraz lepiej.
    Wiem co to odejście psa, bo pożegnałam dwie sunie. A obecna ma trzy lata.
    Sympatycznej rodzinie z trójką dzieci życzę tylko dobrych dni.Aksamitka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednego. Po 14 latach. To był pies mojego dzieciństwa. Dziekujemy. Ps. Tak się czasem zastanawiam,czy nie mijam czasem czytelników "kudlaczy" na ulicy gdy idziemy i się ludzie do nas uśmiechają 😉

      Usuń
    2. mnie na pewno kiedyś mijaliście;) a powiem Ci, że ludzie chyba zawsze uśmiechają do labków - są przeurocze :)

      Ewa

      Usuń
    3. W sumie racja, Travis idąc merda ogonem- zawsze ☺

      Usuń
  9. Daj znać na bieżąco co z doopa,bo będę się zamartwiala i przeżywała. Trzymaj się cieplutko.... Trzymaj i ucaluj to od cioci Ani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej. Chodzi, sztywno ale chodzi, padło mu na tylne łapy, dyskopatia, dziś jeszcze luby idzie z nim na zastrzyki) (antybiotyk)

      Usuń
  10. Na Twój blog trafiłam dzięki białej dupie, zresztą jeszcze w czasach Oneta.. Nie wyobrażam sobie że mógłby "umarnąć"... Zdrowia :)dla wszystkich waszych dzieci :)
    agad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga jesteś chyba jedną z czytelniczek towarzyszących nam najdłużej ☺ To szalenie mile

      Usuń
    2. Ja też czytam już od wielu lat. Nie wiem dokładnie, ale na pewno od kiedy Blanka była maleńka. Całuję was ciepło.

      Usuń
    3. no to ja czytam dłużej - Blanki jeszcze nie było - chyba nawet brzuchu ;)
      Ewa

      Usuń
    4. Ja podobnie jak Ewa! Tez jak zaczynałam Blanki jeszcze nie było. Nie wiem ile to juz lat, ale wiem ze byłam wtedy głupiutka (ale bardzo wrażliwa) nastolatka. Teraz juz ze mnie stary koń! A was jak uwielbiałam, tak uwielbiam wciąz i tez jak czasem pomykam ulicami miasta zastanawiam sie czy was gdzieś nie minę. Choć nie nawet mam bladego pojęcia w której części Polski mieszkacie :)
      Anka

      Usuń
    5. Ewa, Ania, faktycznie! Fajnie uczucie, gdy się wie, że ktoś nam towarzyszy tyle lat - jakby mieć przyjaciół, których się nie zna.
      Ps. Mieszkamy w Łodzi

      Usuń
    6. i ja Cię czytałam jeszcze na onecie. trafiłam do Ciebie po wpisie o macierzyństwie.... albo jego braku....
      i zostałam :)
      pozdrówka!

      Usuń
    7. Potwierdzam, pamiętam! ☺

      Usuń
  11. Zdrówka dla Travisa! Mam nadzieję, że będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. Jest lepiej. Łazi. Trochę krzywo jeszcze ale łazi

      Usuń
  12. Mój pies zachorował na dyskopatię i tego nie powinno się zostawiać bez leczenia. Miał wtedy 11 lat, dzisiaj ma prawie 13 i nie widać śladów po chorobie, więc nie należy się nastawiać, że za chwile "umarnie" ;). Zostawiam namiar na lekarza, który go wyleczył: Marek Rudnicki, Bydgoszcz, nr tel. 601 594 589. A to kontakt do mnie, jeżeli miałabym udzielić więcej informacji: wiwawi@wp.pl

    OdpowiedzUsuń