sobota, 23 kwietnia 2016

CHIRURG AMATOR Z PRZYPADKU

Tymek coraz częściej bojkotuje swoje zabawki. Kiedy podstawiam mu pod nos koszyk ze sprzetami grającymi, grzechoczacymi i piszczacymi. patrzy na nie ze zdegustowana mina, która mówi:
"E no matka, to już było, ja już to widziałem tyle razy, ze bez przesady. .."

Czasem chwilę się pobawi, choć najczęściej sprawdza, czy grawitacja nadal działa. 

I kiedy wywali już wszystko i coraz bardziej znudzony, kręci się, wierci i narzeka, zaczynam szukać alternatyw. Tymek dostaje więc do zabawy rzeczy mu nieznane, a bardzo go interesujace. Kryteria doboru mam proste - ma tyle duże, żeby nie połknął i na tyle twarde, żeby nie pogryzl.

Z nieskrywana fascynacja Tymol bada więc  organoleptycznie foliowe torebki, sznurowki,  tubke kremu do rąk, kabel od starej ładowarki, bransoletkę z drewnianych koralikow, Blanki szczotke do włosów, pokrywki od słoików, łyżki, drewniana łopatkę, kartonowe pudełka i tym podobne. Z radością i ogromnym zainteresowaniem rozbiera fride na części, gryzie gumowy wężyk, wyciąga mokre chusteczki z paczki, drze gazety.

Kiedy robię coś w kuchni, umieszczam go w krzesełku przy blacie i pozwalam mu otwierać i zamykać szuflade. Stawiam go na tyle daleko,  żeby nie przyciąl sobie łapy (nauczona doswiadczeniem), a on się bawi, wyciąga sobie z niej sztućce, worki na śmieci,  foremki do ciastek.

Zdarzaja mi się małe wpadki, ostatnio na oczach mojej przerażonej przyjaciółki Tymol wyjął sobie z szuflady wielki, ostry nóż do mięsa i zaczął nim wymachiwac.  Cóż, porządki mojego męża, ja noże umieszczam w stojaku.

 Generalnie rozsmieszyla mnie ta sytuacja, ostatnio doszłam do takiego etapu, ze płynnie (i zazwyczaj bez ostrzeżenia,  ku zdziwieniu osób postronnych) przechodzę od złości, wrzasku,  płaczu (dowolne skreślić) do dzikiego śmiechu, zwanego potocznie głupawka.

Być może to pierwszy objaw obłędu,  a może przejście poza granice zmęczenia za która jest już tylko śmiech.
Pewien rodzaj smiechu.

Ale do brzegu, do brzegu.
Od dwóch dni Tymol marudzi, nie bardzo chciał jeść, narzekał na wszystko, słowem darl się niemal cały czas, doprowadzając mnie do stanu, w  którym przed skokiem z mostu powstrzymywal mnie tylko brak mostu. Myślałam, że to przez katar,  który mu skutecznie zabetonowal nos i niemal uniemożliwial oddychanie, a mi normalne funkcjonowanie, bo on ciągle jeczal.

 W akcie desperacji, kiedy to obiad nie chciał się sam ugotować, wsadzilam go w krzesełko i dałam mu do zabawy pojemnik z przyprawami w torebkach. Tak, wiem. Ale uspokoilo go to, grzebal w nich, przekladal torebki, próbował nadgryzac. Interweniowałam, gdy zębem drasnal opakowanie pieprzu cayenne, bo rozumiem,  nowe smaki,  rozszerzanie diety, ale bez przesady.

Kiedy zaczął się mocno slinic i nieco krztusic,  przerwalam robienie obiadu i przyjrzalam my się uważniej. Coś mielil gad. Wsadzilam mu więc palec do gęby,  modląc się, żeby mnie nie uzarl tymi swoimi sześcioma zębami,  zanim namierze ciało obce.  Wymacalam papierek. Tymek rozdarl się, protestując przeciwko mojej interwencji, zakrztusil się lekko.

A ja zbladlam.
Zamarlam.
Bo wyczulam pod palcem, ze ma w gardle coś jeszcze. Coś dużego,  miękkiego,  coś, co praktycznie zatyka mu gardło. Tymek zaczął charczec,  a ja błyskawicznie przerzucalam w głowie kolejne opcje, zastanawiajac się w panice,  co to może być.

Zabawka? Kulka zmietego,  przezutego papieru? Mala gabeczka, którymi wypełniona była paczka z allegro? Blanka się nimi bawiła, rozwlokla je po całym domu, może jedna wyrzuciła do fotelika, musiałam przeoczyć, tak to musiało być to.

Zmartwialam.
Próbowałam wydlubac mu to z gardła,  a on darl się coraz głośniej, nie wychodziło, Tymol wrzeszczal, machal łapami i protestował, płakał rzewnymi łzami do momentu gdy, po upływie dłuższej chwili,  zlana zimnym potem, odkryłam, ze to, co próbuje mu usunąć z gardła bez znieczulenia to...

 migdał.

Nie, nie orzeszek

Jego własny migdał.
Bardzo powiększony.

Jestem matka najgorszego sortu.
Zamiast przytulić beczacego malca zaczęłam się dziko śmiać,  sama z siebie.  Do łez.

Tymol w sumie sam się uspokoił,  gdy tylko matka, chirurg amator z przypadku, zaprzestała kontynuowania operacji usuwania mu migdalkow palcem, z pominięciem narkozy.

Mniej śmieszne w tym wszystkim jest to,  że on jest chory.
Znowu.

Ja w sumie chyba też.
Na głowę.



12 komentarzy:

  1. Dżizas, Brytusiu, ależ mnie nastraszyła! I rozśmieszyła okrutnie, Ty babo jedna!:-)) Ja bym powiedziała, że jesteś matką najdzikszego sortu:-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba najglupszego Najgorsze jest to, że ta sytuacja naprawdę mnie rozsmieszyla do łez. ..

      Usuń
  2. ZgadAm się z przedmówczynią w 100%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja się serio zastanawiam, czy jestem normalna skoro takie sytuacje mnie śmieszą...

      Usuń
  3. O ja pier... O_o
    Anyway, może on przez tego migdałka taki chory ciągle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. To skutek kataru. Byliśmy u lekarza na szybko

      Usuń
  4. Hehe zmieniasz branżę? Jedynie co to chyba czeka Was wizyta u laryngologa,oj kuzyn jako dziecko bardzo chorował, praktycznie bez przerwy i okazało się ze ma ten tzw trzeci migdał
    Po usunięciu choroby się skończyły. Nie mowie ze Tymek to ma ale może wydęp id rodzinnego skierowanie i idź. Może to zwykle przeziebienie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma powiększony od kataru trzeci migdał, który zatyka mu nos i przez to nie może oddychać. Podniebienne też Ale już mniej

      Usuń
  5. W sumie ciekawe, czy da się usunąć migdał wyrywając go pazurami?
    No. Bo to zła matka była. Nie przejmuj się (zanadto, rzecz jasna), to jest normalne. Albo i nienormalne. Ja też tak mam, więc wolę żeby to była norma jednak :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. w sumie to chyba z dwojga złego, ze chirurg to ty z pazurami, a nie Tymek z wielkim nożem;-)
    chyba po osiągnięciu granicy zmęczenia śmiech jest wytłumaczalny w każdej sytuacji..

    OdpowiedzUsuń