niedziela, 21 lutego 2016

O ZASADACH

Od stycznia Blanka nie ogląda w ogóle bajek w telewizji. Może na dobranoc obejrzeć My little pony i to wszystko - pod warunkiem,  ze wykapie się i zje,  a przynajmniej zacznie jeść kolację,  zanim się zaczną.  
I tyle. W niedzielę może obejrzeć jedna długą bajkę - wybieramy z klasyki, mamy już za sobą "Mulan" , "Gdzie jest Nemo?", "Mała syrenke ", "Sto jeden dalmatynczykow ". Oglądamy razem, Młoda czeka cały tydzień na ta projekcję.  

Skąd zmiany?  
Nasze dziecko doszło już do etapu, ze powstawało z pytaniem na ustach "Mogę jedna bajkę? ", z tym samym pytaniem przekraczała próg mieszkania wracając z przedszkola. Zwykle umawialismy się na jedna,  ale to nic nie dawało. Potem było żebranie o kolejną,  i jeszcze jedną,  i jeszcze jedną... albo wyłączala telewizor po jednej, mijalo pół godziny i cała akcja zaczynała się od nowa. Kiedy któregoś dnia uderzyła mnie, bo wylaczylam jej telewizor,  a Andrzeja skopala z tego samego powodu, poszliśmy po rozum do głowy. 
Skończyło się. 
My właściwie nie oglądamy telewizji, tylko wiadomości, choć od pewnego czasu i ten zwyczaj porzucilismy. 

Od wyjazdu na ferie skończyliśmy też ze słodyczami. Te mloda dostaje tylko w weekendy, po tym jak zrobiła dziką awanturę, z trzaskaniem drzwiami i rykami o treści "Nie lubię Cię! !!!", bo Andrzej nie chciał jej przynieść pączka z samochodu.  
Jeśli ktoś ja częstuje,  nie ma problemu, może zjeść, dostaje też ciasto domowej roboty jeśli akurat jest. Ale klasyczne słodycze powędrowały najwyższą półkę i tam czekają na sobotę i niedzielę. 

O dziwo, Blanka do nowej sytuacji przystosowala się bardzo szybko i bez większych protestów.  Odkryła swoje zakurzone zabawki, gry, układanki, malowanki. Tańczy w pokoju przy radiu, pomaga mi w kuchni, bawi się z Tymkiem. 
Lepiej je. Chętniej i z większym apetytem.  

Tak więc zmiany, zmiany, zmiany.  
I zasady. Warto je mieć.  Nie tylko dzieci ich potrzebują.  Tego porządku, poukladania,  tej wiedzy,  co można, a co nie,  kiedy i dlaczego.   



15 komentarzy:

  1. Zasady. Ucze sie tego od nowa razem z Fruzia!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie raz przerobisz ta lekcje. ...

      Usuń
  2. Mogę powiedzieć tylko... BRAWO.Pozdrawiam Was wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  3. Amen. My też mamy lub staramy się mieć i w ocenie innych rodziców jesteśmy potworami :) No trudno... Długo by pisać, dlaczego tak bardzo podobają mi się zmiany i zasady, które wprowadziłas :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No znam to, znam ... jak po raz pierwszy zaniosłam wrzeszczące dziecko do łazienki, żeby tam się uspokoiło, moja mama prawie dzwoniła po opiekę społeczną, a prababcia chciała dać garść cukierków "w nagrodę", żeby przestało płakać. Niektórym brakuje wyobraźni.

      Usuń
    2. Asiu, ja znam twoje zasady i kiedyś wydawały mi się bardzo restrykcyjne ale po latach i różnych doświadczeniach z młodą doszliśmy oboje do wniosku ze ona po prostu potrzebuje takich ram, w których może funkcjonować i bez nich dosłownie- głupieje.

      Usuń
    3. Pen wyobrazni brakuje głównie tym, którzy na ci dzień nie uzeraja się z dzieckiem...

      Usuń
  4. Zdradz proszę jak to zrobiłaś, że posłuchała, że podziałało, że zasady przyjęla bez protestów??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konsekwencją. Wie, że nie wymusi ani nie wyzebrze bo nie ustapimy i nie walczy, odpuściła wiec

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą we wszystkim i chciałam jednocześnie pogratulować Wam solidarności. Bo jeśli obydwoje nie będziecie konsekwentni, to dziecko szybko to wyczuje. Ja to przerabiam kilka razy w roku. Wiele razy chciałam przestawić dziecko na picie wody, na jedzenie większej ilości warzyw i owoców, na niejedzenie słodyczy, bo nie wiadomo kiedy stało się to rutyną, "nagrodą" po każdym jedzeniu. I za każdym razem wszystko rozwala mój Małżon. Gdy jestem z Młodą sama nie mam problemów: pije wodę, nie żebra słodyczy po każdym posiłku, zjada warzywa i owoce, kluski i naleśniki na mące razowej, zamiast słodyczy ma gorzką czekoladę i orzechy. Wszystkie przyczółki zdobywałam drobnymi krokami ocierając się o szaleństwo, nic nie przyszło łatwo. Niestety zapał i konsekwencja mojego Małżona trwa góra dwa dni, potem następuje poddanie się małej szantażystce i to w zasadzie bez próby negocjazji. Od tygodnia odstawiłam młodej kajzerki i drobnymi kroczkami dążę do przestawienia na zdrowsze pieczywo - na pierwszy rzut poszły grachamki, jako najmniej inwazyjne - raz zje, raz nie zje, ale już wiem, żeby się łatwo nie poddawać. I co zrobił dziś Małżon? Kupił jej kajzerkę na kolację...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka pije tylko wodę i to jeden z moich (nielicznych) sukcesów wychowawczych. Soki rzadko, nie lubi też napojów gazowanych (nawet wody gazowanej nie chce, nie zna smaku coli) Ale to główne dlatego ze my pijemy przede wszystkim wodę, rzadko coś innego jest w domu do picia, no chyba ze piwo lub wino ☺
      Tak jak już pisałam- konsekwencja Wcześniej wiele razy się lamalismy, głównie ja i Blanka o tym wiedziała, tylko za Andrzejem zamknęły się drzwi to już mnie blagala o bajkę. Teraz już wie że nie i nawet nie prosi. Za to Andrzej jest strasznym lasuchem i już w piątek próbował mi udowodnić ze weekend właśnie się zaczął. Także wiem, co przerabiasz. ...

      Usuń
  6. Żałuję że nie byłam taka mądra jak moje dzieci były w wieku Blanki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dopiero zmadrzalam... lepiej pozno niż wcale podobno i tym się pocieszam

      Usuń
  7. Ach te zasady... ;)
    U nas tez dzien zaczyna sie najczesciej od blagania o bajke. Musze przyznac jednak, ze Potwory wiedza, ze w tygodniu rano nie ma na nie czasu. Kiedys byly, ale okazalo sie, ze dzieciarnia nie chce sie ubierac, a potem wychodzic z domu. I sie skonczyly. Jakos sie z tym pogodzili. ;) Podobnie, jesli dam im sprawiedliwe ostrzezenie, ze po TEJ bajce wylaczam tv, akceptuja to. Sama nie wiem jak do tego doszlismy. ;)
    Ze slodyczami jest u nas taki problemik, ze M. jest slodyczoholikiem. Slodkosci zawsze sa w domu, a M. nie potrafi nawet wytrzymac zeby zaczac podjadac po polozeniu dzieci spac. :/ Najgorsi byli jednak moi tesciowie. Potwory sa mega niejadkami. Troskliwi dziadkowie, zeby zachecic wnuki do jedzenia, obiecywali cukiereczka albo zelka. I dzieci szybko sie nauczyly, ze po kazdym posilku pierwsze co, to wolaja o "nagrode". Hitem bylo kiedy domagali sie zelka po zjedzeniu czekoladowego budyniu! W koncu nawet moj malzonek mial dosc, bo Nikizjadal, powiedzmy, 3 lyzki zupy, po czym oznajmial, ze juz sie najadl I boli go brzuch. Tyle, ze jak tylko wstawal od stolu, pedzil pod szafke ze slodyczmi i domagal sie "nagrody"! Tego juz bylo za wiele! Od jakiegos czasu zaczelismy byc glusi na prosby i ryki. Nie ma nagrody za jedzenie i koniec. Tymczasem raptem wczoraj moi tescie zadzwonili na skypa akurat w czasie, kiedy Potwory marudzily nad rosolem. Slyszac ich jeki, pierwsze co powiedziala babcia? "Zjedz kochanie zupke, to mama i tata dadza ci cukierka w nagrode". Kurtyna! :/

    OdpowiedzUsuń