wtorek, 9 lutego 2016

FERIE W CZECHACH

Pojechaliśmy.  
Najpierw do Wrocławia, do mojej przyjaciółki, a na drugi dzień dalej, do Vbrna.
W sumie zebrało się tam nas osób siedemnaście, w tym dziewiecioro dzieci (wśród nich dwa niemowlaki, jeden nawet młodszy od Tymka)  
Starsze w wieku 12, 10, 8, 8, 5, prawie 5 i 4,5 dogadaly się praktycznie bezproblemowo. Słowem - gdy wracaliśmy po nartach, Młoda znikala gdzieś na górze, więc w okolicach godziny dwudziestej rzuciłam do męża "Ej, zobacz co ona robi i ściągnij ja do spania ". Szedł,  szukał i wracał albo z dzieckiem, albo żeby mnie poinformować, ze oglądają,  grają itd. Generalnie nie byliśmy Blance za bardzo potrzebni,  towarzystwo innych dzieci wystarczyło jej w zupełności. 
Tymkowi z kolei najbardziej odpowiadało nasze towarzystwo, skrzywil się nieco we Wrocławiu na widok ciotki i nowego miejsca,  bo wszedł już w etap, ze doskonale wie, kto należy do jego rodziny.
Jednak dość szybko się oswoil z większą grupą ludzi i już nic mu nie przeszkadzało. Ani to, że dużo czasu spędzał w aucie - praktycznie cała drogę przespal (ponad 2 h), a ostatnia godzinę jazdy bawił się metka od zabawki... Ostry protest ogłosił może z dwa razy, raz w knajpie, gdzie był już ewidentnie śpiący i w domu mojej przyjaciółki,  dokładnie z tego samego powodu. A tak to przyjmował wszystko ze stoickim spokojem i uśmiechem.

Młoda też dała radę.
Co prawda zazyczyla sobie mojego towarzystwa podczas lekcji, przed pierwszą i przed drugą nawet jakaś łezka się pojawiła, ale mimo to dzielnie pomaszerowala na stok. Jedynym życzeniem Młodej było, żeby uczyła ja Pani. Pierwsza lekcja to zjazdy plugiem,  nauka ustawiania nart, nie krzyzowania czubkow.  Na drugiej instruktorka zabrała ją na "dużą górę ", bo mini wyciąg, a właściwie pas transmisyjny dla dzieci był nieczynny.
Trzecia lekcja to nauka ruszania i zatrzymywania się (tam, gdzie mały człowiek chce) , czwarta - skręcenia.  A piąta to było już w sumie doskonalenie wcześniej nabytych umiejętności. Młoda bardzo szybko zalapala W piątek,  na ostatniej lekcji,  po trzech zjazdach oznajmiła,  że ona chce już spróbować sama. Instruktorka zjechała jeszcze kilka razy za nią i w połowie lekcji - poszła sobie. A Blanka śmiała.

Kiedy patrzyłam,  ile jej to radości sprawia,  jak jej się gęba śmieje, to cieszyłam się jeszcze bardziej niż ona.
Blanka błyskawicznie się nauczyła, szło jej tak dobrze, ze postanowiłam zjechać z nią z dużej góry. Specjalnie przyjechaliśmy jeszcze po południu, wyjechaliśmy "kanapa" na szczyt,  tam dzięki uprzejmości Czecha,  który jechał z nami, udało nam się wysiąść i... pojechalysmy.   Młoda tylko raz się wywalila,  w sumie przeze mnie, podjechalam jej,  bo bardzo chciała być blisko. Bałam się o nią, a ona po prostu smignela na dół...

Kiedy się zatrzymała, uradowana i niesamowicie dumna z siebie, oznajmiła mi:

"Mamo, ja chce jeszcze raz! !!"  

Ale już trzeba było oddawać narty, bo zamykali wypożyczalnię i trzeba było wracać, bo w sobotę rano wyjazd do domu...

A ja ciągle jeszcze czuje ten zapach zimnego, górskiego powietrza i w uszach mam chrzest nart sunacych po śniegu....

11 komentarzy:

  1. Oj przydało Wam się to z całą pewnością;) Super, ze było tak super;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nauczyłam się, że jeżeli gdzieś się wybieramy to najlepiej taką grupą coby dzieci były i to najlepiej w duzej ilości. Mimo, że taka gromadka ma różne pomysły (nie zawsze bezpieczne) to jednak mając siebie nie marudzą, nie nudzi im się i generalnie dają swoim rodzicom trochę czasu dla siebie. Dobrze Wam zrobiła taka odskocznia od codzienności :) A my zaliczyliśmy w weekend spotkanie blogowe, które zostanie w pamięci na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nigdy więcej nie jadę na żadne wakacje bez innych dzieci ☺ U nas to też w sumie było spotkanie częściowo blogowe, nie bez powodu najnowszy wpis na "paproszkowie" nosi tytuł "czeskie ferie " Ps. Daj w końcu linka do siebie bo nie mogę Cię namierzyć ☺

      Usuń
    2. Red_sonia, a Ty blogowa jesteś??

      Usuń
    3. Ale ja nie mam bloga :) Ja tylko jestem czytaczem :)

      Usuń
  3. No to rośnie kolejna amatorka białych sportów:)
    Cudnie, że wszystko się udało

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaale czadersko!! Blanka to odważny mały człowiek, a Tymol prawdopodobnie będzie taki sam. Nam też by się przydały wakacje, ale wygląda na to, że najbliższe w maju. MAM, KURWA, NADZIEJĘ!! (Przepraszam za bluzgi, ale sama wiesz, jak to u nas ostatnio z wyjazdami bywa...);-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko w jednym miejscu możesz mnie namierzyć i wysłałam Ci do niego info na maila brytusia@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, tak... Rewelacyjne ferie i taki konglomerat dzieciowy doskonale się sprawdził, dzieci sobie, my sobie a w międzyczasie narty.

    OdpowiedzUsuń