wtorek, 5 stycznia 2016

O SZCZĘŚCIU W NIESZCZĘŚCIU

Zawsze są jakieś plusy i minusy. Trzeba tylko umieć je zobaczyć. Życie cały czas mnie tego uczy, a stare powiedzenie, ze nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ciągle jest aktualne. Oby i tym razem tak było. 

Pierwszy raz trafiłam do szpitala z Blanka gdy miała siedemnaście miesięcy. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Pojechaliśmy do szpitala B, gdzie na dzień dobry opieprzono nas, ze nie mamy skierowania.  Młoda z bardzo silną biegunka dosłownie lala się już przez ręce, szły kupy z krwią. Był późny wieczór i faktycznie nie mieliśmy tego świstaka. 

Byliśmy tam koszmarne cztery dni. Na dzień dobry zabrali mi ja sama do zabiegowego, żeby założyć jej wenflon.  Nie pozwolili mi z nią wejść. Musiałam oddać poltoraroczne dziecko obcym babom.   Stałam po drzwiami i płakałam, słysząc jak rozpaczliwie woła "maaaammmmooo" ,"maaaaaaammmmoooo!!!".

Spałam na twardym, drewnianym krześle a raczej czuwalam. Pielęgniarki darly się, jak kladlam się na podłodze, bo one przecież muszą mieć dostęp do łóżeczka,  trzaskaly drzwiami budząc Blanke, która z trudem uspilam, gdy przychodziły jej zmierzyć temperaturę. Zapalaly światło w środku nocy, zatrzaskiwaly z hukiem metalowe barierki od łóżeczka "bo spadnie " choć tłumaczyłam, ze Blanka śpi już na łóżku bez szczebelkow.  
Nawrzeszczaly na mnie, ze nie pilnuje dziecka,  gdyż młoda czwartego dnia obruszyla sobie wenflon. 

Plusy tej sytuacji udało mi się choć z trudem, ale znaleźć - wypisali nas w Wigilię rano i święta spędziliśmy w domu. No i młoda nie zarazila się rotawirusem od chłopca, z którym lezelismy w izolatce, bo ona godz jednak nie miała, jak założono przyjmując nas na oddział 

Kiedy w zeszłym roku, tuż przed Wielkanocą Blanka zaczęła mieć wszystkie objawy infekcji rotawirusowej,  zrobiłam wszystko,  żeby wyleczyć ją w domu - wiedziałam,  że w szpitalu i tak dostanie tylko leki przeciwgoraczkowe i probiotyki.  Przez 4 dni zwracała wszystko co zjadła poza suchym chlebem, a i ten przez nią przelatywal.  W niedzielę (wielkanocna,  a jakże) przestała wymiotować, ale wieczorem zaczął ją tak potwornie boleć brzuch, ze pojechaliśmy na SOR do szpitala S.
 Celowo wybrałam inny szpital,  wiedząc że nie ma on oddziału zakaznego.  Na moje oko rota wygasalo, ale Blanka była zbyt odwodniona, żeby stanąć na nogi bez wsparcia ze strony medycyny. 
Miałam rację. Badania wykazały postępująca zakwasice. Wenflon założono jej przy piątym podejściu. Ja w ciąży, trzymałam ją i uspokajalam, płakała strasznie, żyłki pekaly, ale chociaz mogłam przy niej być. Dostała kroplowke, wyniki się nie poprawiły, zostaliśmy więc na noc w izolatce z podłączona kolejna kroplowka. Już wtedy wiedzieliśmy, że to rota, bo około pierwszej w nocy objawy zaczął mieć Andrzej - pobiegł ganiac pawie przed szpitalem. Przez całą noc wisiała nad nami groźba odesłania do szpitala B, typowo zakaznego. Rano młoda dostała jeszcze jedną kroplowke i wyniki drgnely. Zazyczyla sobie chlebka, ożyla i nas puścili do domu.

Czy można znaleźć plusy ekstremalnie ciężkiego rotawirusa przypadającego na Wielkanoc i piąty miesiąc kolejnej ciąży?
Można.
Podstawowym był fakt, że jednak nie trafiliśmy do szpitala B. Mogłyśmy spać razem na łóżku, bo było święto i pielęgniarka pozwoliła, wiedząc,  że nie ma ordynatora.  Miałam nowy telefon dostępem do internetu i mogłyśmy oglądać ukochane kucyki Blanki. No i Lany Poniedziałek spędziliśmy w domu - chorzy,  umeczeni, ale razem.

Kiedy szłam w poniedziałek z Tymkiem do alergologa nawet nie podejrzewalam, ze tę noc spędzimy już w szpitalu. Z podejrzeniem zapalenia płuc lub początków astmy na tle alergicznym, z nasileniem AZS wylądowaliśmy wczoraj w szpitalu K. Tymkowi pobrali krew pod kątem testów alergicznych, podano antybiotyk, żeby przeleczyc skórę.  Wenflon udało się założyć przy ósmym podejściu. W głowie.  Wszystkie inne żyłki popekaly. Dziś zrobiono zdjęcie RTG, ponoć są zmiany srodmiazszowe, doszła gorączka-  infekcja się rozwija niestety. Znów wirus, bo crp niskie.  Smarujemy biedną, chorą skórę co dwie godziny.

Tymek już na sam widok obcej osoby w fartuchu zaczyna płakać.

Czy są plusy?  Pewnie,  ze są. Święta spędziliśmy w domu, Sylwestra też, wszyscy razem. Choć tyle udało nam się wyszarpac od losu.  Szpital jest kolorowy, wyremontowany, czysty, personel miły I życzliwy. Tymek ma robione kompleksowe badania pod każdym możliwym kątem.

W tym naszym nieszczęściu mamy trochę szczęścia i mamy osobny pokój z łóżkiem dla mamy karmiacej. Cisza, spokój.

Trzeba przerwac. Czekamy na wyniki badań.

Siedzę tu z tym malcem i myślę, że zawsze może być gorzej. Lub lepiej. I jedyne co mogę,  to się z tym pogodzić. Poszukać plusów. Plusikow. Każdej sytuacji.





23 komentarze:

  1. Sciskam Was bardzo, bardzo mocno!!:-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję. Biedny Mały. Szczęścia na ten nowy rok życzę i zdrowia przede wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przytulam Was oboje. Aby ten koszmar sie jak najszybciej skonczyl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star to po prostu choroba, trzeba ją ogarnąć i tyle

      Usuń
  4. Trzymaj się Kochana. Dużo zdrowia dla Tymka i siły dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przytulam! trzymajcie się tam i szybko wracajcie do domu! Mój Podopieczny tez chory.. :( ale na "niewiadomoco" bo u lekarza nie byli :( Buziaki dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech. .. zaprawia go w końcu tak ze tez się skończy szpitalem

      Usuń
  6. Brytusiu, jestes bardzo silna osoba, skoro w pobytach w szpitalu ze swoimi dziecmi, potrafisz znalezc chociaz malutki pozytyw!

    Ciesze sie, ze tym razem chociaz jestescie pod troskliwa opieka i mam nadzieje, ze Tymus szybko wyzdrowieje! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skóra już dochodzi do siebie ale chyrla jeszcze okropnie

      Usuń
  7. Ojejku:-o
    Dobrze, ze potrafisz jakiekolwiek plusy znaleźć w tej sytuacji. Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  8. :*
    Brytusiu, nie wiem, co Ci napisać... Przerabiałam i... ciężko było. Eliza miała 3,5miesiąca, kiedy wypisywana nas w Wigilię... Nigdy tamtych świąt nie zapomnę. Po dwójce dzieci wiem już, że są szpitale i szpitale, pielęgniarki zwykłe szmaty bez serca, lekarze z powołania i z przypadku... I życzę sobie oraz oczywiście Tobie, żeby na tym, co jest na chwilę obecną, mogłyśmy zakończyć nasze doświadczenia w tym temacie.
    Ściskam Was mocno. A Tobie życzę siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, chyba muszę zaprzestać pisania komentarzy o tej godzinie :) Miało być: wypisywano, pielęgniarki i zwykłe szmaty bez serca.

      Usuń
    2. Domyslilam się z kontekstu ☺

      Usuń
  9. Faktycznie w takiej sytuacji tylko pogodne podejście i szukanie plusów mogą pomóc.
    Dobrze, że jesteś tak mądrą mamą, człowiekiem, osobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwus innej opcji nie ma, a jeśli nawet jest to i tak nic nie da

      Usuń
  10. Szpitale... Nigdy nie dowiem się, skąd się biorą tak drastyczne różnice w podejściu. A miałam się pytać, jak Wam tam. Dobrze, że macie oddzielny pokój! Wiesz, może to da jakieś rezultaty - wyleczą i zdiagnozują skrzata i wreszcie przestaniecie się (oboje!) męczyć?
    Mówi się, że za jakiś czas z przykrych rzeczy człowiek się będzie śmiać. Pewnie Ty śmiać się nie będziesz, ale na pewno te przykre wspomnienia się zatrą. Czego Ci życzę...
    A obecny pobyt - oby był jak najkrótszy i co najważniejsze - przyniósł odpowiedzi. Żeby już Was więcej żadna alergia nie nękała!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem skąd te różnice. Ponoć bardzo dużo zależy od ordynatora Ale już wiem że są szpitale straszne i takie które da się przeżyć. Zresztą może to moje podejście ewoluuje z kolejnymi pobytami

      Usuń
  11. Ja najwyraźniej mialam szczęście, kiedy trafiłam z Kasią do szpitala, a może te złe momenty już mi się zatarły i pamietam tylko te pozytywy, nie wiem. W każdym razie, życzę żeby pobyt w szpitalu pomógł przede wszystkim Tymkowi, on jest jeszcze malutki, więc szybko o wszystkim zapomni, a Tobie samych plusów, żebyś już dodatkowych stresów nie miała. Trzymajcie się i niech Tymol zdrowieje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj. Trzymam za Was kciuki. Życzę Młodemu zdrowia, a Tobie wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń