poniedziałek, 28 grudnia 2015

TYTUŁEM WSTĘPU

Przychodzi do mnie Blanka, wlazi na kanapę,  przytulna się i mówi: 

"Bardzo Cię kocham mamo!"

Jakie to słodkie, mysle sobie.
Mówię jej, że też ja bardzo kocham. 

A ona spogląda mi głęboko w oczy, uśmiecha się uroczo i pyta: 

"Mogę jedną bajkę? "

A potem następuje mój dziki śmiech (zła, zła matka, nieładnie tak się śmiać z dziecka), foch, demonstracyjne wyjście do swojego pokoju, płacz, histeria i straszliwa obraza

Niedobra matka, oj niedobra ☺


sobota, 26 grudnia 2015

GALA TAŃCA

Tuż przed świętami Blanka brała udział w Przedszkolnej Gali Tańca. W swojej placówce edukacyjne mają zajęcia taneczne, w ramach których, razem z osobą prowadzącą warsztaty. przygotowały program do odtanczenia na "dużej scenie"

Młoda została wybrana do reprezentowania przedszkola, impreza miała miejsce lokalnym domu kultury i przybyły na nią - dosłownie - tłumy ludzi. 

Tuż przed występem mloda zdryfila.  
Dosłownie wpadła w histerię i to taka, że opiekujaca się nimi przedszkolaka odszukala mnie na widowni, żebym poszła z nią za kulisy i pomogła uspokoić roztrzesionego trolla. 

Miałam jej ochotę powiedzieć, ze to kiepski pomysł i miałam rację, bo kiedy Blanka mnie zobaczyła,  rozkleila się na dobre. Płakała, broda jej się trzesla,  powtarzala, że się boi dużej sceny,  ze się bardzo boi, nie mogła się opanować. Moje przytulania nie pomagało. Ryk, łzy, nerwy, no dramat. A jej grupa występowała jako pierwsza, na dodatek Młoda miała wyjść na scenę w pierwszej parze. 
Wysłałam Andrzejowi smsa, ze Młoda wpadła w histerię i płacze, że się boi. W odpowiedzi dostałam wiadomość o treści: 

"To wracajcie. Niech się nie stresuje"

Stałam tam i byłam zła na Andrzeja, choć w sumie dokładnie takiej reakcji po nim się spodziewałam. Pod pewnymi względami bardzo się różnimy. Patrzyłam na zaplakana Blanke i paradoksalnie myślałam o rzeczach banalnych - o tym, że generalnie życie jest trudne. I mocno stresujące. Czasem także życie takiego małego człowieka. Myślałam też o tym, że niestety, ale niezależnie od wieku, trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji. I nawet czterolatki nie można przed nimi chronić, bo to nie pierwsza i nie ostatnia trudna sytuacja, przed jaką w życiu stanie. I będzie musiała sobie poradzić.
Teraz i w przyszłości.

Chciała zatańczyć. Nikt jej nie zmuszał do udziału w tym pokazie. Na dodatek było za późno na rezygnację - miała partnera z którym tańczyla,  dzieciaki miały określony układ, po prostu musiała się wziąć w garść i wyjść na scenę. Rozumiałam, że się boi, ale jednocześnie widziałam, że moja obecność jej nie pomaga.

Ona musiała sama pokonać swój strach. Przytulilam. Powiedziałam, ze w nią wierzę i ze na pewno się uda. I że niestety, ale musi wyjść i zatańczyć. I poszłam, zostawiając ja z innymi dzieciakami i paniami przedszkolankami, taka roztrzesiona i pociągająca nosem.

Ale podglądałam zza drzwi. Przestała płakać. Uspokoiła się trochę.  Wyszła, z przerażeniem w oczach, z trzesaca się brodą, ale wyszła i zatanczyla. Piękne, bez błędów, choć także bez uśmiechu.

Ten pojawił się dopiero gdy występ dobiegł końca, rozległy się oklaski. gdy Mikołaj wręczył wszystkim uczestnikom pokazu paczki i gdy opadły emocje.

Tłumaczyłam jej potem, ze jeszcze wiele razy w życiu będzie się bać i ze to zupełnie normalne, że nie chodzi o to, żeby się nie czuć strachu, tylko o to, żeby robić różne rzeczy mimo niego.

Nie wiem, ile z tego zrozumiała. Jedna z pierwszych, trudniejszych życiowych lekcji za nią.
Jeszcze dużo przed nią.
Najważniejsze że wróciła do domu dumna z siebie.
A ja z niej.






niedziela, 20 grudnia 2015

CHOROBSKO

Tymol chory. Jeszcze w piątek było wszystko w porządku, kilka razy zakaszlal, ale myślałam, że zakrztusil się ślina, bo kolejne zęby chyba nadchodzą i buzi leje mu się jak z kranu. 
W nocy już kaszel na całego, gorączka 38,7, lekka biegunka. Obudził się zachrypniety, zakatarzony, ale jak to Tymek - ciągle uśmiechnięty. 
I znów szukanie pediatry na szybko (dlaczego, no do %#$*!!!#$&#*!!, dlaczego moje dzieci zawsze chorują w weekend lub tuz przed ??? A w święta to już obowiązkowo )
Zapalenie gardła. Mamy przez dwa trzy dni dawać ibum,  inhalowac i obserwować-  prawdopodobnie to infekcja wirusowa. Jeśli się po tym czasie nie poprawi lub pogorszy - podać antybiotyk. 
Dziś w nocy Tymol miał już 39,7, co absolutnie nie zmacilo jego wielkiej radości w związku z nocną kąpielą, bo kąpać się lubi i to bardzo. A potem sobie leżał i gruchal tym swoim ochrypialym głosem od drugiej do piątej, zagadywal do mnie i lapal mnie za nos. 
Taki Tymek. 
W związku z faktem, ze nie satysfakcjonuje mnie stwierdzenie "prawdopodobnie wirusowa", idziemy jutro na pobranie krwi, żeby określić crp i dowiedzieć się, czy dawać antybiotyk.  

No, to tyle jeśli chodzi o zbliżające się Boże Narodzenie, mój mąż podsumował to krótko i dowcipnie,  choć żart był z gatunku tych czarnych:

"Ooo, święta idą, najwyższy czas zarezerwować łóżko w szpialu"

środa, 16 grudnia 2015

O DERMATOLOGU

Po blisko miesiącu zmagań ze zmianami skórnymi u Tymola, kiedy buzia robiła się raz lepsza, raz gorsza, pomimo stosowania emolientow, diety i kremów do skóry atopowej, wybraliśmy się do dermatologa. Generalnie się pogarszało:  zaczynaliśmy od żółtych, grubych i tłustych łusek na głowie i w brwiach, oraz bardzo silnej ciemieniuchy, na którą nic nie pomagało. Po odstawieniu tak zwanej "krowy", stan skóry się poprawił,  choć poliki były czerwone i szorstkie, a skóra na lydkach i przedramionach sucha i z krostkami. Ale była "w miarę ".

Z końcem czwartego miesiąca, gdzieś w okolicach ząbkowania, kiedy Tymol trochę goraczkowal, stan skóry zaczął się gwałtownie pogarszać. Po dwóch tygodniach zmiany były dosłownie wszędzie, mały nie miał kawałka zdrowej skóry: brzuch,  całe plecy w pierścieniowatych liszajach, na nogach gruba, pękające skóra i saczące się rany, które biedak jeszcze porozdrapywał do krwi. Musiałam mu bandazowac łydki, bo pajac kleił mu się do ran na nogach. A on je sobie jeszcze  porozcierał - noga o nogę. 

Policzki to była jedna wielka rana pozbawiona naskórka - cieknące się pęcherze, do których kleiło się wszystko. Co trochę podeschly,  to Tymek je rozdrapał,  a jak pilnowłlam go, żeby nie drapal, to tarł buzia o pieluchę i efekt był taki sam.

Płakać mi się chciało,  gdy na niego patrzyłam. A on i tak się śmiał, mniej, ale śmiał. Tylko spać nie mógł biedak, co zasnął, to się budził. 

Wybraliśmy się więc do dermatologa - ponoć bardzo dobrego, polecanego,  czekaliśmy na wizytę blisko dwa tygodnie. W końcu pojechaliśmy - byliśmy umówieni na 20.30 Na wejście do gabinetu czekaliśmy blisko godzinę. Opóźnienie.

Już wtedy miałam ochotę wyjść i może w końcu nauczę się ufać swojemu instynktowi  
Zostaliśmy przyjęci. Szybka diagnoza, która znałam - AZS w ostrej fazie, maść z gentamycyną i hydrokortyzolem, druga, witaminowa pielegnacyjna. Plus okłady z roztworu kwasu bornego i lek antyhistaminowy - ketotifen. Zrobić morfologie i oznaczyć poziom przeciwciał IgE. Już wtedy zaczęłam się zastanawiać po co - będzie wysoki, wiadomo, więc jaki sens jest go kłuć?

No i najlepsze zalecenie - odstawić Tymka od piersi i przejść  na mleko dla alergików, nutramigen lub bebilon pepti. Tłumaczę ze dziecko jest tylko na tak zwanym cycku, że nie pije z butelki, a tymi mlekami pluje dalej niż widzi, że nie chciałabym rezygnować z tego karmienia, bo mam w domu  drugie dziecko w wieku przedszkolnym i boję się chorób, które przynosi.  Odstawić. Na razie na tydzień, a  potem się "zobaczy". Czyli - jak będzie lepiej, to zostajemy przy mleku z puszeczki, a wyższość mleka naturalnego i przeciwciał, które dziecko z nim otrzymuje zostało podsumowane krótko: "Najwyżej będzie częściej chorował".
I nie ważne, że dziecko nie chce tego sztucznego świństwa pić.
To ściągać swoje mleko i mieszać z tym z puszki, żeby się przyzwyczaił. Odstawić i już, zabrać cyckauz dnia na dzień dziecko, którego jedynym pożywieniem jest mleko matki.

Musiałam mieć zdegustowana minę, bo Pan doktor palnal mi wykład o tym, jak to Tymek będzie w coraz gorszym stanie, spytał czy ulewa - no ulewa, jak się opije jak bąk, czy miewa biegunkowe kupy - miewa, ale tłumaczę mu, ze to musi być związane z tym, co jem, bo są dni, kiedy kupy są raz dziennie, albo raz na dwa, trzy dni, piękne w kolorze i konsystencji (o ile można tak powiedzieć o kupie).

Pytam o dietę "bezpieczna", jak ją ułożyć żeby nic co nie uczulalo. Mówię, że według moich obserwacji jest uczulony na owoce drobnopestkowe, bo po podaniu nurofenu podczas ząbkowania, wysypało go całego. Podobnie jak wtedy, gdy zjadłam winogron. Pytam jak wykluczyć z diety produkty, które powodują u niego alergie..
W zamian dostaje informacje o tym, to nic nie da, bo Tymka uczulaja białka mojego mleka i w sumie mogę go karmić, to mówj wybór, ale to mu zaszkodzi, będzie coraz gorzej - dojdzie do zgładzenia kosmkow jelitowych, zaczną się krwawe biegunki, dziecko będzie niedożywione. Słysząc to uśmiechnęłam się lekko, jako matka, której dziecko w wieku pięciu miesięcy waży blisko dziewięć kilogramów i naprawdę nie wygląda na zabiedzone.

Niemniej - odstawić, bo - tu został wytoczony argument najcięższy - bez tego zmiany się nie wygoja. Spytalam, czy przejście na mleko mleko modyfikowane da nam gwarancję poprawy - no on się jeszcze nie spotkał z przypadkiem, żeby nie było.

Dostaliśmy w końcu recepty na mleko neocate, ponoć najlepsze w smaku, zalecenia i wyszliśmy - ja z mocno mieszanymi uczuciami, Tymol popłakujący, bo głodny i senny.

Po powrocie do domu przekopałam wszystkie dostępne strony i informacje na temat AZS i nigdzie nie znalazłam informacji, żeby alergika odstawić od piersi - wręcz przeciwnie, wszędzie zalecano karmienie naturalne jako najlepsze dla takiego malca. Owszem, pojawiły się pojedyncze informacje, że czasem odstawia się na tydzień, żeby zobaczyć jak organizm zaeaguje, ale potem do niego wraca. Znalazłam też informację, że AZS - gdy dziecko jest karmione piersią - związane jest z alergią pokarmową ( w sensie, że dziecko uczula to, co zjada matka, podbijając objawy AZS) w.... uwaga! - 0,5 - 2 % przypadków.  
Dokopałam się do informacji, jak skomponować bezpieczną dietę - zacząć od pięciu produktów ( indyk, królik, ryż, brokuły, oliwa z oliwek) na 5-10 dni, żeby z organizmu zeszły alergeny i stopniowo dodawać do jadłospisu po jednym produkcie tygodniowo. Obserwować reakcje - uczula - wywalać. Nie uczula - można jeść.
I tak zrobiłam - od soboty jem ryż i gotowanego indyka. Tydzień da się wytrzymać. Ma to też swoje dobre strony, bo błyskawicznie spadła mi też waga, do poziomu, z jakiego startowałam, gdy zaszłam w ciążę z Tymkiem. Zaczeliśmy smarować Tymola w sobotę maściami i dosłownie już w niedzielę było lepiej, zmiany, te mniejsze - zniknęły lub zbadły.

Mleka neocate nie kupiliśmy, bo okazało się... że nie ma takiego mleka. To znaczy jest - neocate jest dostępne w imporcie docelowym ( czyli podanie do NFZ o refundację w chorobach przewlekłych itd). Zaś na polskim rynku dostepne są neocate lcp i neocate advance. My mieliśmy na recepcie tylko "neocate". Ze zniżką 30 %.
Nie ma takiej zniżki. Mleko to można kupić na ryczałt ( symboliczne 3,2 zł za puszkę 400 ml) - o ile ma się na nie receptę ( dobrze wystawioną) lub w trochę mniej symbolicznej cenie ... 186 zł za puszkę, o ile się nie ma recepty ( dobrze wystawionej).
Słowem - lekarz nie miał pojęcia, co przepisuje.
Kupiliśmy za to ketotifen. Przejrzałam skład i się ... wkurzyłam, mówiąc delikatnie, albowiem stało w nim jak byk - esencja truskawkowa. W sobotę nie dałam, ale Tymol nadal drapał się strasznie, a ja pomyślałam, że może jednak lekarz wie co robi, że przecież mówiłam mu, że Tymol jest uczulony na owoce drobnopestkowe, że podejrzewam, że stan skóry pogorszył się po podaniu nurofenu o smaku truskawkowym..

No i podałam. Dwie dawki.
Matka idiotka.
W poniedziałek Tymek był od nowa zasypany krostami, miał je nawet na powiekach. Na policzkach znów rany. Nie mogłam uwierzyć. Nie wiedziałam, o co chodzi. Podałam jeszcze jedną dawkę. Rano już były pęcherzyki na całej buzi i na szyi, gdzie nigdy nie miał zamian, ale gdzie... ściekł mu syropek, który wypluł. Pomyślałam, że to niemożliwe, żeby uczulił go indyk i ryż. Popatrzyłam na biedaka i odkryłam, że ja już ten rodzaj wysypki u niego widziałam...

Wkurwiłam się. Ubłagałam w aptece, żeby mi dali zamiennik bez dodatków smakowych; nie uśmiechało mi się płacenie za kolejną wizytę u innego dermatologa, tylko po to, żeby dostać receptę na inny lek antyhistaminowy. Dostałam zyrtec w kroplach. Ketotifen pizgnęłam do kosza.


Po jednym dniu zmiany na buzi zaczęły się goić. Te, które nie goiły się od miesiąca.  Zasychać i goić. Tymel lepiej śpi - to znaczy budzi się trzy razy ( a nie kilkanaście) na żarcie i odłożony do łóżeczka kontynuuje spanie. Znów się śmieje i gaduli.

A ja jestem na siebie zła.

Po raz kolejny przekonałam się, że należy ufać sobie, swoim przeczuciom i swojej intuicji, nie bagatelizować swoich podejrzeń i obaw, nawet jeśli z drugiej strony stoi tak zwany "autorytet".

Matka czasem dla swojego dziecka jest najlepszym diagnostą - ona zna je najlepiej.
I tego będę się trzymać. 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

PIĄTY MIESIĄC

Pieciomiesieczny Tymek ma dwa zęby,  waży 8,7 kilograma i nosi ubranka rozmiarze 74. Ma także pelnoobjawowe, ostre AZS. Co razem z zabkowaniem sprawiło,  że nie przespalismy ostatnio, ani on, ani ja, więcej niż dwie godziny jednym ciągiem 
Młody budził się przez ten miesiąc co noc po kilka razy. Nie płakał, nie marudzil, po prostu nie mógł spać. Były noce, gdy zasypial o 21, spał godzinę, budził się, czuwał do 24, znów zasypial, budził się o drugiej, jadł i czuwał do piątej... A ja razem z nim. 

Biedak. Świąd skóry tak mu się dał we znaki, ze porozdrapywal sobie nóżki i policzki do krwi. Teraz jest trochę lepiej, smaruję go mascia ze sterydem i antybiotykiem - nie było wyjścia, zmiany były już dosłownie wszędzie, w tym takie sączace się i nadkazone.

Mimo wszystko Tymek nadal pozostaje dzieckiem szalenie pogodnym. Do tej pory mam przed oczami, jak leży u dermatologa w gabinecie na białym, papierowym podkladzie i wygląda po prostu strasznie - jakby go ktoś potraktował gruboziarnistym papierem ściernym, albo tarka. Cały czerwony, w rankach,  liszajach i zadrapaniach. Jest dwudziesta druga, powinien już dawno spać, jest głodny i zmęczony i mimo to co robi ? Śmieje się cała mordka do lekarza, łapie go za palce i próbuje je sobie wsadzić do buzi.

Pcha do niej wszystko, co uda mu się złapać. Zabawki, pieluchy, kocyk, nasze palce i gryzie zawzięcie swoimi dwoma zębami.  Może zostać konduktorem, kasownik już ma - słowem dolne jedynki. 

Do ulubionych rozrywek Tymola należy także łapanie nas za włosy... i targanie, i szarpanie z całych sił. A jak się cieszy wtedy, a jak się zasmiewa w głos ! Kiedy słyszę żałosne "Mamooo, ratuj! !!" to już wiem, że znów się Blanka nieopatrznie nachylila nad bratem a ten capnal ja za wlosy i trzeba lecieć, wyplatywac mu je spomiędzy zaciągniętych paluszków. 

Łapie wszystko.  Wyjme z łóżeczka, patrzę - wlecze za sobą kocyk. Próbuje wyjąć z fotelika - ciągnie za sobą karuzele, która jest, nota bene, jego ulubiona zabawka. Położony na brzuchu, sięga do zabawek, zresztą sam się na niego sprawnie przekreca, kilka razy też tak mocno odpychal się ramionami od podłoża,  ze becnal z powrotem na plecy, bardzo zdziwiony takim obrotem sprawy.

Podtrzymywany pod paszkami utrzymuje dłuższą chwilę ciężar ciała na sztywnych,  wyprostowanych nóżkach.  Ładnie siedzi z podparciem, to jego ulubiona pozycja.  

Już nie zasypia mi w nosidle.  Za dużo jest ciekawych rzeczy dookoła, wszystko go interesuje, a najbardziej siostra i pies, wodzi za nimi oczami, śmieje się do nich, wykręca, prawie wypadajac z fotelika, żeby zobaczyc, gdzie idą i co robią.   

Od pewnego czasu jest baaardzo zainteresowany tym, co jemy, do tego stopnia, ze próbuje zabrać mi kanapkę czy łyżkę i wpakować sobie do buzi.

Pięknie je z łyżeczki. Dostaje na razie tylko sinlac - baaardzo  był zdziwiony, kiedy w jego buzi pojawiło się coś innego niż moje mleko. Początkowo wszytko jeszcze odruchowo wypluwal, więc odczekalam tydzień i ponowilam podejście. Po dwóch dniach zalapal, ze trzeba otworzyć paszcze, żeby dostać jedzenie, teraz polyka szybko, to co mu wetkne i znów otwiera dziub i tak siedzi i czeka ... 

Niejadkiem to on nie będzie  .. 

 Śpi fatalnie. Budzi go wszystko. Najlepiej drzemie mu się na matce tak więc zostałam materacem. .. W nocy żąda żarcia co dwie godziny, a od piątej już tylko wpada w krótkie drzemki. Wstaje między 6 a 7, w dzień śpi mało i krótko, chyba ze na mnie. Pierwsza drzemka, zwykle polgodzinna wypada ok dziewiątej, druga, najdłuższa (w sensie, ze godzinna) około trzynastej i ostatnia - koło siedemnastej, zwykle w wózku i na spacerze Tak, wlocze się z dzieckiem po nocy bo inaczej nie chce za cholerę zasnąć. 

A, i włos mu się rzucił na głowie - delikatny,  gęsty i ... jasny, jak u siostry. 
Tak więc fryzura z która się urodził, zwana roboczo "trzy włosy, cztery rzędy" powoli przechodzi do lamusa.

Jest bardzo podobny do swojego ojca, fizycznie i mentalnie - ot, taki spokojny, uśmiechnięty koleś z szarymi oczami.

niedziela, 6 grudnia 2015

ZLOT

Tymek od czwartej spał ze mną w łóżku, albowiem w środku nocy zebrało mu się na monologi, a mi nie chciało się wisieć na barierce łóżeczka,  udając ze slucham. Zabrałam więc malca z sobą, zawinelam w koc, docisnelam kołdra i tak unieruchomiony Kajman w końcu zasnął, choć kłócil się ze mną i dyskutowal dobra godzinę. 

  Tuż przed siódmą obudził go pies, cieszący się na widok pana wracajacego z nocnej zmiany. Andrzej zabrał go na krótki spacer, głównie po to, żeby spacyfikowac szalejace z radości bydlę, a kiedy wrócił, psiur  natychmiast wskoczył i uwalil się na kocu w nogach łóżka.  Oparlam sobie bose stopy o jego gęste,  ciepłe futro. 

Po chwili przyleciala do nas Blanka, rozczochrana, pachnąca snem. Wtulila się we mnie i zaczęła szczebiotac i zagadywac do gaworzacego Tymka.  

Z drugiej strony na łóżko wlazł Andrzej, Czochral psa, ja mizialam Blanke po włosach, Młoda gilgotala zasmiewajacego się brata, Travis lizal mnie po stopie szorstkim, ciepłym jezorem.  

Zlot poranny.