piątek, 6 listopada 2015

ZMIENIŁAM SIĘ

Wychodzimy po zakupy. Blanka od trzech tygodni w domu, z zapaleniem płuc, na kolejnym antybiotyku. Andrzej w pracy. Jeść coś trzeba. Więc idziemy. Niedaleko, do spożywczego i do zaprzyjaźnionego kiosku po gazetę, w końcu środa, czas na "Politykę". 

Idę objuczona jak wielbłąd. Tymek w nosidle, na ramieniu torba z zakupami, w jednej ręce łapka Blanki, w drugiej psia smycz. Przechodzimy obok zatłoczonego przystanku tramwajowego. Siedzi na nim, na  składanym krzesełku, starszy Pan. Wchodzimy do sklepiku z prasa, razem z psiurem; zwykle podczas zakupów czeka pod sklepem, ale tam sprzedawczynie bardzo go lubią, zawsze same go wołają na porcję "głasków". 

Kiedy wychodzimy z gazetą, drogę nagle zastępuje nam ów starszy Pan, tak, że nie mogę przejść i zaczyna się na mnie drzeć. Ot tak, bez powodu, zaczyna na mnie wrzeszczeć:

"Czy Pani sobie zdaje sprawę, że dziecko do lat sześciu w ogóle nie powinno mieć żadnych kontaktów z psem??? !!! To śmiertelne niebezpieczeństwo! Ja wiem, bo pracowałem w zakładach mięsnych! Śmiertelne!Co Pani robi tym dzieciom?"

Jestem tak zaskoczona, że staję jak wryta i nie bardzo nawet słyszę, co on mówi dalej.  Patrzę przez chwilę jak zahipnotyzowana na ślinę pryskającą mu z ust, na mięsiste, sinawe wargi, na starte, rzadkie zęby i nagle odzyskuję i mowę, i głos. 

Uprzejmie informuję Pana, że to moje życie, moje dzieci i mój pies. I proszę go, żeby się zajął swoim, o ile takie posiada, chociaż nie sądzę. 

Mijam go i idę dalej, jakaś Pani zaczepia mnie, pytając, o co chodziło temu staruchowi, kiedy wyjaśniam w kilku słowach, oburza się. Ja się śmieję, ale w środku telepie mnie coraz bardziej. Kiedy czekamy na zielone na przejściu dla pieszych, Blanka pyta mnie smutnym głosem, bo najwyrażniej nie rozumie:

"Mamo, czego ten Pan chciał od Travisa? Przecież Travis mu nic nie zrobił! On jest dobry! 
Ja go kocham... "

Tłumaczę jej, że czasem ludzie myślą i mówią głupie rzeczy, że nie należy ich słuchać. 
Ale też nie rozumiem. I czuję jak narasta we mnie złość. 

Jestem prosta. Kieruję się od wielu lat swoimi zasadami. Trzymam się ich konsewentnie i nie uważam się z tego powodu za lepszą, mądrzejszą, ani predystynowaną do szerzenia prawdy. Nie mówię nikomu, jak ma żyć. Nie zaglądam nikomu do łóżka i rodziny, której definicja jest dla mnie baaardzo szeroka. Jestem tolerancyjna. Nie przeszkadza mi ani Biedroń prezydent miasta, Anna Grodzka czy Goodson w sejmie, ani osoby homoseksualne w moim najbliższym otoczeniu, w pracy, wśród znajomych. Nie przeszkadzają mi cudze poglądy, mogę się najwyżej z nimi nie zgadzać. Nie obrażam nikogo. Świat jest olbrzymi, dla wszystkich starczy miejsca.

Nie uznaję, że wiem lepiej, bo nie wiem. Nie pouczam, nie moralizuję, nie ewangelizuję. Staram się nie krzywdzić, żyć dobrze, uczciwie i w zgodzie z własnym sumieniem, bez mamienia się wizją nagrody, czy w obawie przed karą. Po prostu.

I nie życzę sobie, po prostu sobie nie życzę sobie zaczepiania na ulicy i nie tylko, pouczania, mówienia mi, jak mam żyć, co robić, gdzie mieszkać, gdzie pracować, jak wychowywać dzieci itd.

Mówienia, co powinnam, co muszę, co należy.
Za stara już jestem na to.
Nagle dorosłam, choć nadal nie wiem, co bym chciała robić, jak już będę duża.

Ale wiem, że już na pewno dorosłam do bycia niemiłą.
Całe życie byłam miła.
Za miła.
Do czasu, aż odkryłam, że ludzie traktują nas tak, jak na to pozwalamy.

Na dzień dzisiejszy jedynie obecność dziecka była w stanie mnie powstrzymać przed wygłoszeniem pod adresem staruszka krótkiej riposty:

SPIERDALAJ.









18 komentarzy:

  1. Zgłębiłam trochę Twojego bloga i po przeczytanych postach nasuwa mi się tylko jeden wniosek: jesteś bardzo dobrą mamą ! Do Tymka się nie odniosę, bo za maleńki, ale Blanka rośnie Wam na mega inteligentną, super błyskotliwą, elokwentną damę, a co najważniejsze - bardzo wrażliwą, co założę się, że ogromna w tym zasługa właśnie Travisa ! Bardzo się cieszę, że mogę poczytać o życiu rodziny, gdzie dorośli zachowują zdrowy rozsądek, gdzie zwierzę nie jest wystawiane na margines codziennego życia i życia w ogóle, gdzie jest członkiem rodziny i ma swoje niepodważalne prawa, parytety... Oby więcej takich rodziców, a będziemy mieli o niebo lepsze społeczeństwo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko mi też nie. Przestrzeń wspólna niestety czasem jest związana z tym, że ktoś czasem komuś przeszkadza - krzyczace dziecko, narzekajacy, gadający coś staruszek. I powiem ci ze mi to nawet tak naprawdę nie przeszkadza - omine, popatrze, nie skomentuje. Tak jak pisałam - nie pouczam, nie oceniam. Ale mam prawo się bronić. Mówisz że nigdy nie powiedziałas tak do marudzacego dziecka. A gdyby to dziecko podbieglo do ciebie, zaczęło Cię bić i kopać, to też byś nie zareagowała ? Agresja słowna jest dokładnie tym samym - agresja. Wyobraz sobie ze słyszysz teraz dzwonek do drzwi, otwierasz a tam jakiś obcy, starszy Pan zaczyna na Ciebie wrzeszczeć ze koty to syf, śmiertelne niebezpieczeństwo, choroby o jesteś debilka bo je trzymasz! Jak możesz! I co w tej sytuacji, okażesz zrozumienie bo Pan jest starszy ? Proszę Cię... być może powiesz mu miło, żeby sobie poszedł i zajął się swoim życiem . Tak jak ja. Całe życie byłam miła, co sprawiło, że baaardzo wiele osób uznało, ze skoro jestem taka, to oni mają prawo mówić mi jak żyć, co robić. Bo byłam kulturalna, nie wychodziłam w głupie dyskusje, wiele rzeczy po prostu przemilczalam. I wiesz co ? To się nie sprawdza.

      Usuń
    2. Satyrio dziękuję, ale myślę że nie ma nic szczególnego w tym co robię - staram się żyć w zgodzie z własnym sumieniem, choć odkąd mam dzieci to jeśli chodzi o nie, to byłabym w stanie zrobić wszystko, zwłaszcza w ich obronie. Staram się ich wychować tak żeby były dobrymi ludźmi. Nie, niekoniecznie szczęśliwymi, często słyszę od innych rodziców : " oo, żeby tylko było szczęśliwe " i myślę sobie wtedy - oby tylko było zdrowe, bo podejrzewam że Hitler na pewnym etapie swojego życia był bardzo szczęśliwym człowiekiem ☺ Uczyć, zwłaszcza Blanke, ze nie funkcjonuje w próżni. A pies bardzo pomaga w zwalczaniu egocentryzmu- leje, musisz wyjść, choć Ci się nie chce, musisz nakarmić, zadbać. Taka mini szkoła życia. Wiesz często widzę że ludzie najpierw decydują się na psa i uśmiecham się, bo.najczęściej kolejne jest dziecko

      Usuń
    3. Brytusiu, od kilku lat jestem nianią. Aktualnie wprawdzie nieaktywną, ale zdarzało mi się już gościć u różnych rodzin, opiekować się różnymi dziećmi i nawet nie wiesz jak niezwykłe jest w dzisiejszych czasach to, że rodzice chcą wychować swoje pociechy na dobrych ludzi...
      Jak mało rodzice rozmawiają ze swoimi dziećmi, jak rzadko spędzają razem czas, jak często wyszukują najmłodszym coraz to droższe rozrywki, byle mieć jeszcze trochę wolnego czasu w swoim napiętym grafiku. A jeżeli w domu zagości zwierzę, to głównie w charakterze nowej zabawki, która jest oddawana pod pretekstem alergii, gdy znudzi się i stanie się bezużyteczna.
      Rozumiem pracę, masę obowiązków w domu, chęć samorozwoju, ale nie można w tym wszystkim się spełniać kosztem dziecka, a to jest niestety plaga dzisiejszych czasów.
      Dzieci wyrastają na egoistów z poczuciem, że wszystko im wolno, ciągle szukają wzorców, swojego miejsca w życiu i bratniej duszy, zazwyczaj w obcych ludziach, która pomoże im ukierunkować się na dobrą drogę.
      Dlatego też tak bardzo ucieszyła mnie Wasza postawa i sukcesy wychowawcze, które opisujesz na blogu. :)

      Usuń
    4. Wiesz mi stoi w uszach zdanie, którym kiedyś super niania podsumowała jedna z rodzin: "jak się ma dzieci, to się trzeba nimi zajmowac" I to jest chyba problem współczesnych rodzicow- mieć dzieci ale tak, żeby ich jakby nie bylo. Nie da się. Dzieci to rezygnacja z siebie na ich koszt, jeśli rodzice nie zrezygnują choć częściowo z siebie, to zrobią to na kosztem dzieci. Tego się nie da zapchac zajęciami dodatkowymi. Młoda nie chodzi na żadne i to moja świadoma decyzja. Jest w przedszkolu do 15, gdybym miała ja ciągnąć na jakieś zajęcia to bylibyśmy w domu o 18. A ona o 19 się kapie i o 20 idzie spać. Gdzie czas dla nas? Też miała nianię - obie były super, uwielbiala je ale była z nimi max kilka godzin (mamy zmianowym system pracy, Andrzej szedł na 14, wracałam ok 17. Wiesz w moim macierzyństwie jest dużo porażek (np. rozpieszczenie Blanki do granic możliwości co próbujemy opanować ) ale chyba tak jest, zawsze się popełnia jakieś błędy, przy drugim dziecku jestem już madrzejsza.

      Usuń
    5. Byłam przez parę miesięcy nianią 18-miesięcznego chłopca, którego samodzielnie wychowywała mama w średnim wieku. Przychodziłam do pracy na 5:30, a wychodziłam o 20:00 - dziecko przez cały dzień, w zdrowiu czy w chorobie, było ze mną. To oczywiście odbiło się echem w jego relacji z rodzicielką, bo gdy wracała do domu, dziecko dopadało mojej szyi i z histerią walczyło abym nie wychodziła. Przykre to było okrutnie nie tylko dla mnie, podopiecznego, ale też dla jego mamy, choć sama była sobie w tej sytuacji winna...
      Dzisiejsze czasy są ciężkie i trzeba niekiedy naprawdę tyrać, żeby do czegoś dojść, ale nie aż tak, aby znikać z domu na całe dnie, zostawiać latorośl z obcą osobą, i nie mieć dla niej czasu nawet w weekendy, tylko wciskać do babć, dziadków, ojca... To jest to o czym mówisz, że mając dziecko, czasem trzeba w części zrezygnować z siebie, aspiracje i realizację niektórych marzeń odłożyć na później, bo inaczej mamy obraz zdezorientowanego malucha, który nie ma zaufania do swojego rodzica, a rodzic nic o swoim dziecku nie wie - co lubi, a czego nie, czym się interesuje, jakie ma problemy...

      Nie ma idealnych rodziców, podobnie jak nie ma idealnych dzieci, ale w rodzinie chodzi o to, aby kochać się, szanować się wzajemnie, być dla siebie wsparciem, a Wy to wszystko macie. :)

      Usuń
    6. Współczuję dziecku... gdybym pracowała w takim trybie pewnie nie zdecydowałam się na dziecko Albo szukalabym innej pracy ...

      Usuń
  2. starość jest okrutna, podstępne choroby zmieniają człowieka nie tylko fizycznie, warto o tym pamiętać i mieć zrozumienie dokładnie tak samo, jak dla dzieci
    nigdy mi się nie zdarza powiedzieć "spierdalaj" do wrzeszczącego kilkulatka, który bezustannie przeszkadza i domaga się zainteresowania otoczenia
    ze starymi ludźmi jest całkiem podobnie, są inni niż dorośli, wymagają specjalnego traktowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klarko, nie do konca sie zgodze. Czasem zgryzliwi starsi ludzie to po prostu ludzie, ktorze cale zycie tacy byli.

      Usuń
    2. Klarko zgadzam się niestety z Litermatka - ludzie się nie zmieniają, nie aż tak. Kiedyś opowiadała mojej 86 letniej cioci jak na starość zmienili się moi teściowej (duuuuzo od niej mlodsi) A moja stara mądra ciocia pomyslala chwilę i powiedziała: "Oni się nie zmienili. Oni zawsze tacy byli"

      Usuń
  3. Zgadzam się w 200%,że jak ktoś jest miły i grzeczny to dostaje po głowie.Co do ludzi starszych też się zgadzam ,że różnie to z nimi bywa ale to nie znaczy ,że można sobie pozwalać na takie występy.Starsi niestety aż nadto uzurpują sobie prawo do pouczania wszystkich z racji swojego wieku i stażu przeżytych lat co wcale nie oznacza ,że pozjadali wszelkie rozumy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - wielu ludzi wychodzi z założenia ze starość równa się madrosc. A ja znam wielu chamow i głupców i pewien ci Ewo ze wraz z upływem czasu jest z nimi coraz gorzej, nie coraz lepiej

      Usuń
  4. Ale coś w tym jest, że ludzie starsi najczęściej zwracają nam "mamom" uwagę. Choć mamą nie jestem, ale nie wszyscy o tym wiedzą przecież.
    Mnie też się zdarzyło, że zwracali mi uwagę. Czasem nie reaguje, a czasem dopiero w domu odreagowuje. Kilka osób w moim otoczeniu tez nie rozumie, jak tak małe dziecko może się tulic do psa, albo wkładać mu ręce z jedzeniem wprost do pyska :) jeśli psu to nie przeszkadza, a Mały zachwycony to czemu mam zabraniać? A pies ewidentnie Małego polubił, bo jak jesteśmy razem, to pędzi na łep na szyję do domu i wraca z ukochaną zabawką. Rzuca przy małym i chce się bawić. A Mały się uczy i rozwija poprzez kontakt ze zwierzakiem. Myślę, że to najlepszy dowód na to, że dziecko może wychowywać się z psem ;)

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anula laby kochają dzieci to taka rasa. Ja rozumiem, że są ludzie którzy nie lubią psów, naprawdę. Nie przeszkadza mi to. Moja bratowa np. nie lubi i kiedy jedziemy do nich Travis biega po podwórku. Do domu nie ma wstępu Ale kiedy oni są u nas to trudno musi znosić fakt, że pies obok miej siada na kanapie 😄

      Usuń
  5. Wychowałam się z psami. 1 był doberman. Żaden nic mi nie odgryzł, ja też nie zdziczałam...

    Lily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieciństwo też upłynęło z psiurami, pies mojej młodości miał 14 lat jak odszedł Piekny, mądry wilczur (skundlony) Mój tata to uratował. Wziął za przysłowiowe pół litra od takiego kolesia ze wsi, zgadali się, gdy tamten jechał nad rzekę szczeniaka utopić. Znienawidzilam go

      Usuń
  6. No tak, w stosunku do mężczyzny nikt by się tak nie ośmielił zachować. Ale kobiety można pouczać, wpędzać w poczucie winy, narzucać jedyny słuszny model życia...

    OdpowiedzUsuń