piątek, 13 listopada 2015

CZTERY MIESIĄCE

Czteromiesięczny Tymek waży... dużo. Między 7,5 a 8 kg według domowej wagi. Ile dokładnie, dowiem się za tydzień na szczepieniu. Nadal jest dzieckiem uśmiechniętym od ucha do ucha, ale nie żarcie nie jest już jego życiowym priorytetem. Owszem, zjeść lubi, ale na ten moment, duuuużo bardziej interesuje go to, co się dzieje dookoła. A więc.... noście mnie, kochani rodzice! Noście, noście, noście mnie! Słowem - Tymol odkrył mobilność. Przede wszystkim własną, polegającą na przekręcaniu się na brzuch i obserwowaniu otaczającego go świata z uniesionym łepkiem. Już mu nawet ręka pod bęcem nie zostaje: dziś położyłam go na chwilę na przewijaku, pewna, że się nie ruszy, bo zaookrąglone, wyższe brzegi skutecznie uniemożliwią mu manewrowanie i się zdziwiłam, jak wyszłam z łazienki. Albowiem znalazłam Tymka w pozycji na brzuchu, z głową w górze oczywiście. 

W łożeczku kręci się jak wskazówka zegarka, znajduję go rano leżącego po skosie, w poprzek, lub z nogami na poduszce. Podobnie jak jego siostra jest dzieckiem bardzo ruchliwym, wierci się, tarza, kopie w przewijak, macha nogami, targa za zabawki tak, że pałąk maty trzeszczy, a ten w foteliku - aż się ugina. 

Już jakiś czas temu Tymek odkrył, że jego ręce są jego właścią i można z nich zrobić użytek - pięknie trzyma zabawki, łapie osobę, która się nad nim pochyli za nos, za uszy, ciągnie Blankę za włosy. Mniej pięknie rozdrapuje sobie buzię, a i do nóg próbuje sięgać, biedak mały. Paznokcie obcinam mu co dwa dni, tuż przy samej skórze, ale to nie pomaga, zawsze się gdzieś draśnie i płacze potem, ach jak płacze Tymek, gdy go coś zaboli. Żałośnie i głośno. Natychmiast trzeba ratować, przytulać i najlepiej brać na rączki. Wycwanił się, krzywi się, kiedy go odkładam, a nawet - popłakuje. Najlepiej mu na tatowym kolanie, gdzie sobie siedzi, podtrzymywany ręką i jest to jego ulubiona pozycja. Półleżeć na moich kolanach już nie chce, za mało widać, ciągnie więc łepetynę do przodu, usiłując usiąść, a kiedy dam mu palce - podciąga się i siada. Oj chciałby, już chciałby, widać bardzo, posadzony z podparciem siedzi zadowolony, ale nie praktykujemy tego często, przyjdzie czas i na to. Choć Tymek uparcie próbuje wyprzedzić sam siebie, kiedy leży na brzuchu, unosi tyłek do góry i boksuje nogami, złości się, denerwuje, jakby umiał, to by ruszył :-) Na razie po przeczołganiu się małego odcinka dopada go frustracja i Tymol zaczyna płakać... w końcu to jednak mało skuteczny sposób przemieszczania się.

Interesuje go wszystko, a najbardziej Blanka i pies. To z nią zaśmiewa się w głos, to na widok Travisa japa mu się cieszy, zwłaszcza kiedy pies kundel po domu. Aż mu się ręce do niego wyciągają. 

Nadal jest dzieckiem pogodnym i uśmiechniętym, płacze gdy jest głodny, gdy chce mu się spać i gdy się nudzi. Za to gada. Ooooo, jak on gada. To dziecko właściwie nigdy nie jest cicho. Mamrze coś pod nosem, gaduli, grucha, gaworzy, guga, gaga, coś mu tam ciągle w tym gardle wibruje, warczy, bulgocze. Najgorsze jest to, że on oczekuje odpowiedzi. Serio. Budzi się na przykład o piątej rano i zaczyna nadawać.

Najpierw spokojnie, cichutko grucha sobie, plując smoczkiem, którym próbuję go zatkać. Właśnie, próbuję, bo gdy tylko gad poczuje gumę w pysku, to zaciska go w mało elegancką linijkę i nie ma szans, żeby mu cokolwiek tam włożyć. No dziecko bezsmoczkowe i już. Nie to nie, myślę sobie, odwracając się na drugi bok i próbując zignorować jego gadulenie.

A on trąbi coraz głośniej. Coraz intensywniej. Gaduli, grucha, zagaduje, podnosząc ton, a kiedy nadal nie odpowadam, wyraźnie się irytuje i jego gaworzenie przechodzi w nerwowe pokrzykiwanie, coś jak miauczenie mocno wkurzonego kota. 
Odezwę się - uśmiecha się i zmienia natychmiast ton rozmowy. 
Dobrze, że nie rozumie, co do niego mówię o tej piątej nad ranem.
Nic ładnego. Ale staram się nie bluznić :-)

Generalnie nocami mówię mu dużo brzydkich rzeczy. Albowiem Tymek budzi się co dwie godziny, z zegarkiem w ręku. Idzie spać o dwudziestej, by już o dwudziestej drugiej zacząć kręcić się, popłakiwać, marudzić. Nie jest głodny, sprawdzałam, karmię go o pierwszej i  piątej i to mu spokojnie wystarcza. Ale wstać muszę, przytulić, pokołysać, żeby zasnął i spał dalej. I tak o 24, 2, 4, 5, 6 - im bliżej świtu, tym częściej się budzi. Koszmarne są te noce, może ze dwa razy udało mu się przespać całą, to jest - z dwiema pobudkami, tak o 1 i o 5 właśnie, byłam bliska wnioskowania, by ogłosić te dni świętem narodowym. Przy czym nawet jak juz zaśnie, to potrafi się obudzić po pół godzinie znów...
Ślini się na potęgę, pcha wszystko do gęby, więc zastanawiam się... czyżby zębiska?

W dzień ma trzy drzemki, każda trwa godzinę, zwykle niecałą. Wstaje o 6.30, czasem pół godziny wcześniej, czasem pół godziny później, zasypia 9-10, potem 12-13, 16-17. Na tą ostatnio najtrudniej go zagonić, więc zwykle pakuję go w wózek i tak krążymy po nocy pod blokiem.

Nadal walczymy ze skazą, nie jem już niczego, co jest kupione, tylko te rzeczy, które sama zrobię i wiem na pewno, że nie ma tam jajek ani mleka. Plus owoce. A i tak na nogach i na policzkach skóra przypomina dosłownie - skorupę. I ciągle pojawiają się nowe miejsca ze zmianami. Ciągle mam nadzieję, że minie jak u Blanki. Oby.
Poza tym, Tymek jest okrąglutkim, uśmiechniętym od ucha do ucha kolesiem :-)

7 komentarzy:

  1. Bezsmoczkowe dziecko- znam to, bo u nas było to samo ;-) Z tymi nockami to nie zazdroszczę.. Dla mnie najgorsze było właśnie to, że przez pierwsze miesiące, a właściwie pierwsze 2lata nie mogłam się wyspać :-( Koszmar. Ale Ty jesteś dzielna i dasz radę, jak zawsze :-) Trzymaj się i oby szybko ta skaza minęła! Wszystkiego dobrego dla Was.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem dzielna. Jestem nerwowa, sfrustrowana i wściekła na niego, to nie jest nawet kwestia wyspania się, to kwestia przespania ciągłym snem 2H.., chociaż 😞 A dam radę bo muszę i tyle .

    OdpowiedzUsuń
  3. Coz moje obie dziewczyny byly noszone, na szczęście odkad Kasi chodzi to juz mniej na rekach podróżuje - z tym, że gdzie tam moim dziewczynom do Tymka, Martyna w wieku 5 lat wazy 17 kg a Kasia ma 15 mies i waży może 9 kg. Wyobrażam sobie jak Ci ciężko ale to wszystko mnie :) Czasem prędzej czasem później ale minie :) Pozdrawiam i ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te czasy już za mną tak daleko jakby minęły wieki. Czasem prawie tęsknię. Całuski dla Ciebie i dzieci. Rut

    OdpowiedzUsuń
  5. To Tymol z wagą niedługo dogoni Marysię;-) kawał chłopa;)
    Mam nadzieję, że wkrótce nauczy się chociaż spać od posiłku do posiłku bo Ty się wykończysz dziewczyno:(
    Pewnie, że dasz radę, ale lepiej by było gdybyś nie musiała "dawać rady" tylko po prostu zwyczajnie sobie radziła z lekkim zmęczeniem, a nie ciągłym padaniem na twarz:(
    Trzym się kobieto i wierz, że z każdym dniem będzie lepiej ( i oby tak było)!

    OdpowiedzUsuń
  6. A może on jest bezglutenowy .

    OdpowiedzUsuń
  7. A może on jest bezglutenowy .

    OdpowiedzUsuń