niedziela, 29 listopada 2015

JAK TATA POSZEDŁ UŚPIĆ CÓRKĘ

Zęby umyte, Tymek ucałowany, Travis wyglaskany - Blanka może iść spać. Znikają więc z tatą w dziecinnym pokoju, ja zostaje w drugim, gdzie usypiam Tymola. 
Słyszę, jak Andrzej jej czyta, potem gaśnie lampka i zapada cisza. 

Po dziesięciu minutach z pokoju wyłazi Blanka i prosi:

"Mamo, daj mi wody..."
Nieco zirytowana pytam:
"A tata nie może ci dać ?"

I co słyszę ? 

"Nie może. Bo śpi "

piątek, 27 listopada 2015

AZS

 Tymol ma AZS. Prawdopodobnie odziedziczył je po moim bracie, który swego czasu miał bardzo silną alergię na mleko krowie i jajka. Blanka też była na te produkty uczelnia, ale szybko wyrosła i nie miało to tak ciężkiej postaci jak u Tymola.  

Młody nigdy nie miał idealnej cery, od zawsze miał skórę z kaszka,  z krostkami, jej stan poprawił się po odstawieniu "krowy" pod wszelkimi postaciami. Słowem - odkąd nie jem mleka, serów i wołowiny - skóra zmieniła swój wygląd na lepszy. Zniknęły żółte, łuszczace się zmiany, ale drobna, czerwona wysypka właściwie cały czas była na policzkach, w okolicach łokci i na lydkach.  

Niestety, kilkanaście dni temu coś dramatycznie zaostrzylo stan. Drobne krostki pojawiły się niemal na całej skórze Tymcia,  w najgorszych skupiskach zamieniając się w czerwone, okrągłe liszaje.  Na policzkach wyszły pęcherzyki z płynem surowiczym, który zaczął się sączyć. Doszło swędzenie - Tymek buzię i nogi rozdrapal do krwi, musieliśmy mu bandazowac łydki, bo gdy nie miał się jak podrapac, to tarł jedną nogą o drugą. Biedny maluch właściwie nie spał, budził się co godzinę, płakał, potem czuwał dwie, a nawet jak w końcu zasnął ze zmeczenia, to budził się kilka razy - po kwadransie, po kilku minutach.

Pomogły kompiele w emolientach,  dermokosmetyki, ale stan skóry daleki jest od ideału. Dziś znów go wysypalo, a ja jestem bliska załamania nerwowego - jem dosłownie piec produktów w kółko i nie mam pojęcia, co go uczula. 
Aktualnie podejrzewam winogrono i śladowe ilości truskawek, które zjadłam razem z granola.  

Mam nadzieję, że nie uczula go psia sierść bo wyć mi się chce na mysl, ze musielibyśmy oddać psiura. Pociesza mnie fakt, że nie wygląda to na alergię kontaktową, tylko właśnie na pokarmowa.

Mówiłam o tym Andrzejowi,  o swoich objawach, o on, jak to on, zareagował zgodnie ze swoim, czasem dziwnie rozumianym , poczuciem humoru, pytając mnie:

"To co, mówisz,  że Travisek się pierwszy wyprowadzi do Jozefowa? Jeszcze przed nami?"

Popatrzyłam na niego jak na barana, bo oboje wiemy,  że nasz dom jest ciągle na etapie projektu, więc niby gdzie miałby się wyprowadzić pies ?

Widząc moja minę, Andrzej dodał: 

"No chyba brzozy nie wyrwie. .."


środa, 25 listopada 2015

DAWCA ( FIZELINY)


Dziś w przedszkolu był Dzień Misia - dzieciaki zostały poproszone o zabranie z sobą ulubionego pluszaka. Więc wczoraj wieczorem u Blanki w pokoju miał miejsce casting - selekcja była bardzo ostra. Misie siedziały karnie na łóżku, prezentowały się każdy z jak najlepszej strony i bardzo ładnie prosiły ( moim głosem ) o zabranie na imrezę do przedszkola. Blanka wybierała, odrzucała kandydatury, dawała szanse, aż w końcu podjęła decyzję. Wybrany został Nieśmiałek - mały, biały miś ze smutną minką. 

Po krótkim namyśle jednak Młoda zmieniła zdanie. Doszła do wniosku, że weźmie jednak tego największego - większego od niej ( tego, którego swego czasu połowicznie wypatroszyłam, bo potrzebowałam fizeliny do wypchania moich "uszytków", więc jest generalnie nieco sflaczały i zblazowany ).

Mina mi trochę zrzedła, już miałam wizję, jak tacham do przedszkola Tymka w nosidełku i półtorametrowego pluszaka pod pachą. Próbowałam więc wypersfadować Blance tę decyzję, sugerując, że pierwsza się liczy, a korekty nie są brane pod uwagę. 

Andrzej nie brał udziału w całej dyskusji, ale bardzo ciekawy wyniku, zapytał mnie wieczorem, na czym stanęło:

"To jak w końcu, dawca też idzie?"

UWAGA! OBSCENICZNE ZDJECIE! ☺


wtorek, 24 listopada 2015

LENIWIEC

Śpieszyłyśmy się rano, byłam sama, musiałam nakarmić Tymka, ubrać go, zrobić Blance śniadanie i naszykować całą ferajnę do wyjścia na dwór - tak, żeby zdążyć do przedszkola na 8.30. Trochę kiepsko nam szło, więc wychodząc nie zabrałyśmy Tavisa, miałam nadzieję, że uda nam się podjechać tramwajem. Przyjął to z godnością, wrócił na swoją pufę i z westchnieniem - zaległ.

Jakiś czas temu zaadaptował sobie na legowisko worek "fatty", taki wypełniony styropianem: udeptuje go pracowicie kilka razy dziennie, moszcząc sobie legowisko. Nawet mi to na rękę, bo sztuczny skaj łatwo się czyści i nie chłonie psiego zapachu jak tradycyjne, płucienne legowisko. Jedynie co mnie wnerwia, chrzęszczenie styropianu w nocy, budzi mnie, ale w sumie mnie budzi wszystko... 

Travis, mimo, że ma już prawie dziewięć lat, nadal sypia jak szczeniak - na grzbiecie, z łapami w górze. Kocham ten widok. 

Kiedy odprowadziłam Blankę do przedszkola i wróciłam do domu z Tymolem, zastałam psa właśnie w tej pozycji. Niby nic dziwnego, ale na łopatki rozłożyło mnie to, że leżąc na plecach... 
pomerdał mi ogonem. 

środa, 18 listopada 2015

LOGIKA

Kończymy oglądać bajkę na dobranoc. Po niej, na ekranie, w krótkim filmiku, dwa czerwono - biało - niebieskie "pastusie" zachęcają dzieci do mycia zębów. Stworki wyglądają dosłownie jak wyciśnięta z tubki pasta, tylko mają ręce, nogi i twarze. Machaja szczoteczkami w swoich buziach śpiewają, gadają.
Blanka przygląda się im, choć wiele razy już widziała ten spot i nagle pyta:

"Mamo, dlaczego właściwie pasty myją zęby ?"

No właśnie, dlaczego? 

ZĘBAS

Od kilku tygodni Tymol slinil się na potęgę,  pchał wszystko do buzi, głównie własne ręce, jakby chciał sprawdzić,  czy jest sobie w stanie sięgnąć do żołądka. 

W tym tygodniu problemy ze snem zaś doszły do apogeum - położony do łóżeczka budził się po kilkunastu minutach z krzykiem i płaczem, nie mógł zasnąć,  tulilam,  odkladalam a on znów się budził po kwadransie, znów mógł zasnąć, a jak zasnął, to znów się kręcił, wiercil i budził. W poniedziałek nie spał od 23 do 1 i od 4 do 6. Wczoraj od 21 do 1 i od 4 do 6. Śpi mi tylko na rekach, wtulony we mnie. Myślałam, że dokucza mu swedzaca skóra, Ale wczoraj znalazłam przypadkiem winowajce, a raczej winowajczynie. 

Prawa dolna jedynka. Ostra jak szpileczka. Tymol ma zęba ☺    

Dobrze, że namierzylam, bo pewnie dostalabym ataku paniki, po odkryciu wczoraj, ze ma także gorączkę bez żadnych innych objawów 


niedziela, 15 listopada 2015

LIMONKA

Oglądamy z Blanka książkę z owocami, powtarzamy nazwy, praktycznie bezbłędnie rozpoznaje nawet tak trudne jak mango i papaja, myli rzodkiewke z pietruszką, a przy zielonej "cytrynie" zastanawia się dłuższą chwilę, w końcu pyta: 
"Melinka?" 


piątek, 13 listopada 2015

CZTERY MIESIĄCE

Czteromiesięczny Tymek waży... dużo. Między 7,5 a 8 kg według domowej wagi. Ile dokładnie, dowiem się za tydzień na szczepieniu. Nadal jest dzieckiem uśmiechniętym od ucha do ucha, ale nie żarcie nie jest już jego życiowym priorytetem. Owszem, zjeść lubi, ale na ten moment, duuuużo bardziej interesuje go to, co się dzieje dookoła. A więc.... noście mnie, kochani rodzice! Noście, noście, noście mnie! Słowem - Tymol odkrył mobilność. Przede wszystkim własną, polegającą na przekręcaniu się na brzuch i obserwowaniu otaczającego go świata z uniesionym łepkiem. Już mu nawet ręka pod bęcem nie zostaje: dziś położyłam go na chwilę na przewijaku, pewna, że się nie ruszy, bo zaookrąglone, wyższe brzegi skutecznie uniemożliwią mu manewrowanie i się zdziwiłam, jak wyszłam z łazienki. Albowiem znalazłam Tymka w pozycji na brzuchu, z głową w górze oczywiście. 

W łożeczku kręci się jak wskazówka zegarka, znajduję go rano leżącego po skosie, w poprzek, lub z nogami na poduszce. Podobnie jak jego siostra jest dzieckiem bardzo ruchliwym, wierci się, tarza, kopie w przewijak, macha nogami, targa za zabawki tak, że pałąk maty trzeszczy, a ten w foteliku - aż się ugina. 

Już jakiś czas temu Tymek odkrył, że jego ręce są jego właścią i można z nich zrobić użytek - pięknie trzyma zabawki, łapie osobę, która się nad nim pochyli za nos, za uszy, ciągnie Blankę za włosy. Mniej pięknie rozdrapuje sobie buzię, a i do nóg próbuje sięgać, biedak mały. Paznokcie obcinam mu co dwa dni, tuż przy samej skórze, ale to nie pomaga, zawsze się gdzieś draśnie i płacze potem, ach jak płacze Tymek, gdy go coś zaboli. Żałośnie i głośno. Natychmiast trzeba ratować, przytulać i najlepiej brać na rączki. Wycwanił się, krzywi się, kiedy go odkładam, a nawet - popłakuje. Najlepiej mu na tatowym kolanie, gdzie sobie siedzi, podtrzymywany ręką i jest to jego ulubiona pozycja. Półleżeć na moich kolanach już nie chce, za mało widać, ciągnie więc łepetynę do przodu, usiłując usiąść, a kiedy dam mu palce - podciąga się i siada. Oj chciałby, już chciałby, widać bardzo, posadzony z podparciem siedzi zadowolony, ale nie praktykujemy tego często, przyjdzie czas i na to. Choć Tymek uparcie próbuje wyprzedzić sam siebie, kiedy leży na brzuchu, unosi tyłek do góry i boksuje nogami, złości się, denerwuje, jakby umiał, to by ruszył :-) Na razie po przeczołganiu się małego odcinka dopada go frustracja i Tymol zaczyna płakać... w końcu to jednak mało skuteczny sposób przemieszczania się.

Interesuje go wszystko, a najbardziej Blanka i pies. To z nią zaśmiewa się w głos, to na widok Travisa japa mu się cieszy, zwłaszcza kiedy pies kundel po domu. Aż mu się ręce do niego wyciągają. 

Nadal jest dzieckiem pogodnym i uśmiechniętym, płacze gdy jest głodny, gdy chce mu się spać i gdy się nudzi. Za to gada. Ooooo, jak on gada. To dziecko właściwie nigdy nie jest cicho. Mamrze coś pod nosem, gaduli, grucha, gaworzy, guga, gaga, coś mu tam ciągle w tym gardle wibruje, warczy, bulgocze. Najgorsze jest to, że on oczekuje odpowiedzi. Serio. Budzi się na przykład o piątej rano i zaczyna nadawać.

Najpierw spokojnie, cichutko grucha sobie, plując smoczkiem, którym próbuję go zatkać. Właśnie, próbuję, bo gdy tylko gad poczuje gumę w pysku, to zaciska go w mało elegancką linijkę i nie ma szans, żeby mu cokolwiek tam włożyć. No dziecko bezsmoczkowe i już. Nie to nie, myślę sobie, odwracając się na drugi bok i próbując zignorować jego gadulenie.

A on trąbi coraz głośniej. Coraz intensywniej. Gaduli, grucha, zagaduje, podnosząc ton, a kiedy nadal nie odpowadam, wyraźnie się irytuje i jego gaworzenie przechodzi w nerwowe pokrzykiwanie, coś jak miauczenie mocno wkurzonego kota. 
Odezwę się - uśmiecha się i zmienia natychmiast ton rozmowy. 
Dobrze, że nie rozumie, co do niego mówię o tej piątej nad ranem.
Nic ładnego. Ale staram się nie bluznić :-)

Generalnie nocami mówię mu dużo brzydkich rzeczy. Albowiem Tymek budzi się co dwie godziny, z zegarkiem w ręku. Idzie spać o dwudziestej, by już o dwudziestej drugiej zacząć kręcić się, popłakiwać, marudzić. Nie jest głodny, sprawdzałam, karmię go o pierwszej i  piątej i to mu spokojnie wystarcza. Ale wstać muszę, przytulić, pokołysać, żeby zasnął i spał dalej. I tak o 24, 2, 4, 5, 6 - im bliżej świtu, tym częściej się budzi. Koszmarne są te noce, może ze dwa razy udało mu się przespać całą, to jest - z dwiema pobudkami, tak o 1 i o 5 właśnie, byłam bliska wnioskowania, by ogłosić te dni świętem narodowym. Przy czym nawet jak juz zaśnie, to potrafi się obudzić po pół godzinie znów...
Ślini się na potęgę, pcha wszystko do gęby, więc zastanawiam się... czyżby zębiska?

W dzień ma trzy drzemki, każda trwa godzinę, zwykle niecałą. Wstaje o 6.30, czasem pół godziny wcześniej, czasem pół godziny później, zasypia 9-10, potem 12-13, 16-17. Na tą ostatnio najtrudniej go zagonić, więc zwykle pakuję go w wózek i tak krążymy po nocy pod blokiem.

Nadal walczymy ze skazą, nie jem już niczego, co jest kupione, tylko te rzeczy, które sama zrobię i wiem na pewno, że nie ma tam jajek ani mleka. Plus owoce. A i tak na nogach i na policzkach skóra przypomina dosłownie - skorupę. I ciągle pojawiają się nowe miejsca ze zmianami. Ciągle mam nadzieję, że minie jak u Blanki. Oby.
Poza tym, Tymek jest okrąglutkim, uśmiechniętym od ucha do ucha kolesiem :-)

czwartek, 12 listopada 2015

11 LISTOPADA WG BLANKI

"- Mamo, a wiesz, że dziś jest dzień podległości ?
- Aha (czekam, co dalej powie)
- Bo była wojna i zabory !
- Aha 
- I na Polskę napadly Rosja, Prusy i Australia! " 

Wychowanie patriotyczne w toku. Musimy popracować nad szczegółami. 

wtorek, 10 listopada 2015

MGŁAWICE

Budzę Blanke do przedszkola, jest kilka minut po siódmej. Idę do niej z Tymolem, który dzień zaczął dobrą godzinę wcześniej. Młoda siada na łóżku, ściska brata i pyta mnie, a właściwie informuje:


"Mamo, a wiesz, że ryby żyją w 
mglawicach? "

Teraz już wiem☺

niedziela, 8 listopada 2015

DIALOGI Z TROLEM - O CUKIERKACH, SKORUPIE ŻÓŁWIA, PIECIOLATKACH W SZKOLE I POSLUCHU


Blanka wraca ze spaceru z tata. Od zaprzyjaźnionej Pani w sklepie dostała cukierka, cieszy się i pyta, czy może zjeść... Pozwalam, jednak po rozwinięciu z papierka okazuje się, ze landrynek jest cytrynowy. Blanka ciucka go chwilę i mówi do mnie: 

"Mamooo, on jest cytrynowy... nie lubię takich, niedobry jest. Chcesz ?" 

Wyjmuje z buzi obsliniony cukierek i podtyka mi pod nos. Odmawiam, więc próbuje mnie zachęcić, uśmiechając się szelmowsko:

"Weź mamo, pyszny jest, mówię ci !"

Dzieci to jednak mają krótką pamięć...

***

Idziemy na imprezę urodzinową do synka mojej koleżanki. W szatni spotykamy moja druga kumpele z córką w wieku Blanki, także zaproszona do sali zabaw. Julka widząc Blanke, zarządza krótko: 
"Blanka, idziemy! "
I dziewczyny znikają, bo chwili widzę jak skaczą na trampolinie. Julka, choć fizycznie diametralnie odmienna od Blanki (drobniutka brunetka o ciemnych oczach), podobnie jak moja córka,  ma tak zwany "charakterek" Nie mija kwadrans, a przychodzi do mnie nieco zdziwiona Blanka i skarży mi się, mocno zdegustowana:

"Mamooo,  a Julka to się każe słuchać !!"

Myślę sobie - noooo nareszcie córko, w końcu Ty kogoś masz słuchać, a nie wszyscy Ciebie,  zadziwiające. ..

***

Blanka zna wszystkie litery. Nie czyta jeszcze, nie uczę jej, choć namolnie domaga się i truje mi, żebym ja nauczyła. I czytać , i pisać najlepiej. Gryzmoli sobie coś na kartkach i każe mi referowac, co napisała. Wychodzę z założenia, ze ma czas. Dodaje i odejmuje, sama się nauczyła, na palcach.  

 Poszła w przedszkolu do starszej grupy niż powinna, aktualnie przerabia program przygotowania przedszkolnego z pięciolatkami,  a powinna być w czterolatkach. Ostatnio przełożyłam mnie na łopatki, opowiadajac o przedszkolu: 

"Mamo, jak Pani czyta polecenie, co mamy zrobić i tłumaczy dzieciom, to zanim skończy, to ja mam już zrobione !"

Pani twierdzi, że Blanka spokojnie może iść do szkoły w wieku pięciu lat ...

***

Tymol ma skaze białkowa. Uczula go mleko i jajka, choć te drugie w mniejszym stopniu. Pilnuje diety jak mogę, ale buzie ciągle ma podrażniona, rozdrapuje ja biedak ciągle. Szukam więc uparcie winowajcy w jedzeniu, gdzieś musi być jakiś utajniony dodatek mleka, w czyms, co jem, podejrzewam pieczywo, choć jem tylko razowe i to chyba mało prawdopodobne. Ale uczulaja go nawet śladowe ilości, tłumaczyłam to dziś Andrzejowi - namawiał mnie, żebym choć spróbowała nowych lodów, które przyniósł z lodziarni (o smaku sera gorgonzola, mowilam: 

"Andrzej nie mogę, widzisz, co się dzieje, buzie ma znów czerwona a na nogach to już dramat, istna skorupa" 

Na takie dictum do rozmowy włączyła się Blanka - gumowe ucho, rzucając tonem fachowca: 

"Nooo,  jak u żółwia !"

piątek, 6 listopada 2015

ZMIENIŁAM SIĘ

Wychodzimy po zakupy. Blanka od trzech tygodni w domu, z zapaleniem płuc, na kolejnym antybiotyku. Andrzej w pracy. Jeść coś trzeba. Więc idziemy. Niedaleko, do spożywczego i do zaprzyjaźnionego kiosku po gazetę, w końcu środa, czas na "Politykę". 

Idę objuczona jak wielbłąd. Tymek w nosidle, na ramieniu torba z zakupami, w jednej ręce łapka Blanki, w drugiej psia smycz. Przechodzimy obok zatłoczonego przystanku tramwajowego. Siedzi na nim, na  składanym krzesełku, starszy Pan. Wchodzimy do sklepiku z prasa, razem z psiurem; zwykle podczas zakupów czeka pod sklepem, ale tam sprzedawczynie bardzo go lubią, zawsze same go wołają na porcję "głasków". 

Kiedy wychodzimy z gazetą, drogę nagle zastępuje nam ów starszy Pan, tak, że nie mogę przejść i zaczyna się na mnie drzeć. Ot tak, bez powodu, zaczyna na mnie wrzeszczeć:

"Czy Pani sobie zdaje sprawę, że dziecko do lat sześciu w ogóle nie powinno mieć żadnych kontaktów z psem??? !!! To śmiertelne niebezpieczeństwo! Ja wiem, bo pracowałem w zakładach mięsnych! Śmiertelne!Co Pani robi tym dzieciom?"

Jestem tak zaskoczona, że staję jak wryta i nie bardzo nawet słyszę, co on mówi dalej.  Patrzę przez chwilę jak zahipnotyzowana na ślinę pryskającą mu z ust, na mięsiste, sinawe wargi, na starte, rzadkie zęby i nagle odzyskuję i mowę, i głos. 

Uprzejmie informuję Pana, że to moje życie, moje dzieci i mój pies. I proszę go, żeby się zajął swoim, o ile takie posiada, chociaż nie sądzę. 

Mijam go i idę dalej, jakaś Pani zaczepia mnie, pytając, o co chodziło temu staruchowi, kiedy wyjaśniam w kilku słowach, oburza się. Ja się śmieję, ale w środku telepie mnie coraz bardziej. Kiedy czekamy na zielone na przejściu dla pieszych, Blanka pyta mnie smutnym głosem, bo najwyrażniej nie rozumie:

"Mamo, czego ten Pan chciał od Travisa? Przecież Travis mu nic nie zrobił! On jest dobry! 
Ja go kocham... "

Tłumaczę jej, że czasem ludzie myślą i mówią głupie rzeczy, że nie należy ich słuchać. 
Ale też nie rozumiem. I czuję jak narasta we mnie złość. 

Jestem prosta. Kieruję się od wielu lat swoimi zasadami. Trzymam się ich konsewentnie i nie uważam się z tego powodu za lepszą, mądrzejszą, ani predystynowaną do szerzenia prawdy. Nie mówię nikomu, jak ma żyć. Nie zaglądam nikomu do łóżka i rodziny, której definicja jest dla mnie baaardzo szeroka. Jestem tolerancyjna. Nie przeszkadza mi ani Biedroń prezydent miasta, Anna Grodzka czy Goodson w sejmie, ani osoby homoseksualne w moim najbliższym otoczeniu, w pracy, wśród znajomych. Nie przeszkadzają mi cudze poglądy, mogę się najwyżej z nimi nie zgadzać. Nie obrażam nikogo. Świat jest olbrzymi, dla wszystkich starczy miejsca.

Nie uznaję, że wiem lepiej, bo nie wiem. Nie pouczam, nie moralizuję, nie ewangelizuję. Staram się nie krzywdzić, żyć dobrze, uczciwie i w zgodzie z własnym sumieniem, bez mamienia się wizją nagrody, czy w obawie przed karą. Po prostu.

I nie życzę sobie, po prostu sobie nie życzę sobie zaczepiania na ulicy i nie tylko, pouczania, mówienia mi, jak mam żyć, co robić, gdzie mieszkać, gdzie pracować, jak wychowywać dzieci itd.

Mówienia, co powinnam, co muszę, co należy.
Za stara już jestem na to.
Nagle dorosłam, choć nadal nie wiem, co bym chciała robić, jak już będę duża.

Ale wiem, że już na pewno dorosłam do bycia niemiłą.
Całe życie byłam miła.
Za miła.
Do czasu, aż odkryłam, że ludzie traktują nas tak, jak na to pozwalamy.

Na dzień dzisiejszy jedynie obecność dziecka była w stanie mnie powstrzymać przed wygłoszeniem pod adresem staruszka krótkiej riposty:

SPIERDALAJ.









poniedziałek, 2 listopada 2015

OD TRAVISA

Pierwszego tylko na moment jedziemy na cmentarz, tylko do mojego taty. Blanka z zapaleniem płuc, kaszlaca, na kolejnym antybiotyku nie nadaje się do wędrówek po cmentarzach. W sumie bez sensu jechać tyle kilometrów, w korkach, z dwójką dzieci, ale czuje taka potrzebę, więc jedziemy. Choć na moment. Zmierzcha, gdy docieramy na miejsce. W budce pod cmentarzem Blanka wybiera znicze dla dziadka Janka. Niebieskie. Biorę jeden dodatkowy dla zmarłego rok temu sąsiada.

Idziemy alejka. Jest ciepło i przytulnie. Zapalamy lampki. Mówię Blance, ze pierwsza jest od nas, druga od niej, a trzecia od Tymka. Młoda wyciąga także ostatnią z torby, ustawia na pomniku i oznajmia: 

"A czwarta od Traviska!"