czwartek, 8 października 2015

SKOK NA GŁÓWKĘ

Blanka tak się ostatnio wyglupiala, tak wariowała wieczorem, tarzala po kanapie, że - pomimo licznych ostrzeżeń - zleciala z niej i to z hukiem. Do tylu i to centralnie na głowę, walnęła nią o podłogę aż zatrzeszczaly - panele i dziecięce kręgi szyjne.

Mi zrobiło się słabo, cała akcja trwała sekundy, Blanka fikala sobie koziołki do tylu i nagle jej się skończyło łóżko, czego nie przewidziała, ani ona, ani ja. Cud, ze sobie nie skręciła karku; skończyło się wielkim rykiem i moją reprymenda, no bo ileż można tłumaczyć i mowic, i prosić,  i ostrzegac... 

Mój mąż, który był świadkiem całej akcji, z wrodzoną ironią zaproponował Blance, zaraz po tym jak skończyła beczec: 

"'Brawo! Jutro musisz spróbować skoczyć na główkę ze stołu! "

5 komentarzy:

  1. I to jest ta czesc rodzicielstwa, od ktorej cierpnie mi skora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do moich chłopaków też ostrzeżeżenia nie docierają. Kamilkadze za trzecim razem pokapował, że pierwszeństwo głowy przy złażeniu z wersalki zawsze boli. A Bartek musiał palpacyjnie przekonać się, że rozgrzana lutownica, schowana przed nim na wysokim parapecie, robi na łapce kocie poduszeczki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój Andrzej jednak zawsze wie co powiedzieć :) Niestety tak to już jest, jak się samemu nie przekona to się nie będzie wiedziało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tam , oj tam , my też w dzieciństwie nie byliśmy aniołkami . Ja zakończyłam takie koziołki wbitymi w dziąsło siekaczami , a syn ma śliczną bliznę na czole po lądowaniu na kaloryferze .

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech Andrzej uwaza, bo Blanka gotowa spelnic jego "prosbe"! :D

    Ja tez do znudzenia powtarzam "uwazaj, uwazaj, uwazaj...", ale prawda jest taka, ze dopoki dzieciaki rzeczywiscie sie nie wywala, nie spadna, itd. to nie posluchaja. A potem i tak ich pamiec trwa raptem kilka dni. Po tym czasie szalenstwa zaczynaja sie od nowa. :)

    OdpowiedzUsuń