piątek, 30 października 2015

HAPPY HALLOWEEN

Rok temu. Dokładnie 30 października w Halloween.
Początek Tymka, który bardzo chciał być.  I jest. Śpi w pokoju obok. Posapuje. Kręci się trochę. Namiętnie ciucka swój własny kciuk, gdy wypadnie mu smoczek; no dobra, nie oszukujmy się, on pluje znaczkiem dalej niż widzi,  żeby ssać własny palec.

Grubiutka Bambarylka z tlusciutkimi nóżkami, którymi kopie zawzięcie w przewijak, które wystają z wózka, gdy w nim jedzie, bo Tymol podróżuje z nogami w górze. Bo tak.

Dziecko całe z uśmiechów. Odezwę się do niego - szczerzy się. Spojrze na niego - szczerzy się. Zagadam, polaskocze - szczerzy się. Tak po prostu. Wezmę na kolana, popodrzucam, popotrzasam chwilę, pobawie się chwilę - śmieje się w głos.  
Usliniony do pasa, ciągłe zadowolony, uchachany mały koleś. 

Miało go nie być. Nawet do głowy mi nie przyszlo, ze będę kiedyś miała dwoje dzieci. Po Blance wyszarpanej losowi nie wierzyłam, że znów się może udać. Odebrałam mrozaki, żeby mieć spokojne sumienie, żeby móc powiedzieć ze zrobiłam wszystko, tak jak czulam, ze powinnam zrobić. Bez szczególnego entuzjazmu i nadziei. Po latach odwlekania tej decyzji, lęku przed ponowną konfrontacja z losem, doszłam do wniosku, ze po prostu będzie jak ma być.
Zgodziłem się w sobie na to, co przyniesie los.

Podskornie czułam, ze kolejną ciąża i drugie dziecko wywroca moje życie do góry nogami. Dobre, spokojne, szczęśliwe, ustabilizowane życie. Wiedziałam, że będzie trudniej, o wiele trudniej, choć nawet jeszcze nie umiałam sobie tego wyobrazić. A jednak, kiedy myślałam, że znów pójdę do pracy, znów wrócę wieczorem do domu, do Andrzeja, Blanki i psa i tak będą mijały dni, tygodnie, miesiące i już nic się nie zmieni, czułam nieokreślony smutek.
A przecież byliśmy już kompletni,  a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Okazało się, że jednak nie do końca.
Zaskoczyło mnie to, nie mniej niż fakt, że będę miała synka.
Nawet jeśli mi czasem przez głowę przemknelo, ze być może kiedyś będę mieć drugie dziecko, bez przekonania i szczególnej wiary, to byłam niemal pewna, ze to będzie druga dziewczynka. Tak bardzo, że lekka ręka rozdalam wszystkie neutralne kolorystycznie ubranka, które miałam po Blance, zostawiając tylko, krótko mówiąc, walizkę różu. Nawet mój mąż,  zapytany przez lekarza podczas usg, co obstawia, odpowiedzial, ze drugą dziewczynkę. A ja leżałam na twardej kozetce i w jednej chwili do mnie dotarlo, ze ja już wiem, gdzieś głęboko, ze to będzie chlopiec.
Tymek
Tymek - synek.
Miał być Damianem, Tomkiem, Miłoszem. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby nie był Tymkiem. Nie wyobrażam sobie,  żeby go nie było. Choć jeszcze czasem zapominam, że jest. Naprawdę. Kiedy śpi cichutko. Kiedy leży na kanapie i się rozgląda. Kiedy siedzi w foteliku tak po prostu zadowolony, ze jest.
Dobry duszek.
Mały kosmita, który wylądował w Halloween w moim brzuchu. Ten dzień już zawsze będzie dla mnie...
happy




6 komentarzy:

  1. Oj pamiętam, pamiętam Twoje obawy. Niemniej jednak cieszę się z Wami dniem dzisiejszym. I odobrze, że tak jest. Tak widocznie miało być.

    Izumi

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się razem z Tobą, wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy wróciłam po macierzyńskim do pracy i przeczytałam, że się toczysz aż nie moglam uwierzyć, że jednak spróbowałaś przejść przez to wszystko jeszcze raz, że dałaś radę i jednak mimo wszelkim przeciwnością się udało :) Strasznie się cieszę, a jeszcze taki wyjątkowy egzemplarz Wam się trafił :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I takie cuda warte są uśmiechu :) Ktoś nad Tobą czuwał i niech czuwa dalej a z Tymka jak widać człowieczek z ogromną wolą życia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W Halloween zaczęła się rodzić Lilka, i dla mnie też ten dzień już zawsze będzie HAPPY :)
    Cieszę się, że Wam się udało.

    OdpowiedzUsuń