wtorek, 15 września 2015

WASZA (NASZA) NADYNTOŚĆ

Dwumiesięczny Tymek ma brzuch okrągły jak beczułka, dwie brody, waży około sześć i pół kilograma i nosi ubranka w rozmiarze 68, dokładnie tak jak jego siostra, gdy miała... pół roku.

Młody jest wielki, ciężki i uwielbia jeść. Odkąd się nieco ogarnął z kolkami, dzięki podawanym przed każdym karmieniem kroplom, stał się całkiem fajnym kolesiem. W sumie płacze gdy: a) jest głodny, b) jest głodny, c) jest głodny, d) chce mu się spać lub się nudzi. Zresztą  - doprecyzujmy - Tymek, który ma ochotę coś zjeść, nie płacze. On ryczy. A przetrzymany nawet dziesięć minut, ryczy jak obdzierany ze skóry i nie daje się uspokoić. Ba, nie daje się nawet nakarmić, tak się wścieka! Zje trochę i wrzeszczy dalej, jakby zapomniał o przyczynie swojego płaczu, dopiero zatkanie smoczkiem, którego ciamka dłuższą chwilę z wyrażną irytacją, pomaga mu ogarnąć skołatane nerwy i kontynuować posiłek.

W ciągu dnia Młody je co godzinę, półtorej... Obudzi się, zeżre co jego, beknie, uleje i... zaczyna rozdawać uśmiechy. Oj tak, syty chłopczyk śmieje się od ucha do ucha. Uśmiecha się do mnie, do Blanki, do ojca, nawet Travis zostaje obdarzony kilkoma pięknymi uśmiechami. Nie trwa to jednak zbyt długo, góra pół godziny, bo szkrab szybko głodnieje i znów życzy sobie posiłku. A jak już dopchnie swój żołądek niemal kolanem, zapada w drzemkę. Zwykle piętnastominutową, czasem śpi dwadzieścia minut, góra pół godziny.

Potem wybudza się i jeśli w porę nie zareaguję - nie dam smoczka, nie otulę, nie pogłaszczę po nosie, wybudza się na dobre i marudzi. Aż do następnej drzemki, która następuje ... no właśnie. Następuje, albo i nie. W dzień Tymol nie wykazuje żadnej regularności. Czasem wstaje o siódmej i na pierwszą, dłuższą drzemkę zapada o...czternastej. O piętnastej wstaje i ciągnie do wieczora bez snu. Czasem budzi się o siódmej i o ósmej jest już gotowy do dalszego trollenia. Najczęściej jednak, niestety, łapie kilka krótkich drzemek, no bo przecież... musi jeść! Kto traciłby czas na spanie, skoro można do woli tankować...

Jego nieregularny tryb życia skutecznie utrudnia mi planowanie czegokolwiek, więc... nie planuję. Korzystam z nielicznych chwil, kiedy śpi - stałam się mistrzynią w robieniu obiadu w kwadrans i ogarnianiu chaty w dziesięć minut. W związku z faktem, że po południu Młody staje się marudny i zdarzają mu się jeszcze ciągle ataki kolki i strasznego ryku, około szesnastej pakuję go w wózek, zabieram Blankę, Travisa i jedziemy na spacer. Zwykle na któryś z pobliskich placów zabaw, gdzie Blanka błyskawicznie organizuje sobie towarzystwo do zabawy, Travis zalega przy ogrodzeniu i cierpliwie na nas czeka, a Tymol, po odbębnieniu swojej standardowej, maksymalnie półgodzinnej drzemki, kontempluje.

Dosłownie. Od blisko dwóch tygodni domaga się wyraźnie wyjęcia z wózka, biorę go więc na kolana, a ona tak półleży i sobie patrzy - na drzewa, na bawiące się dzieci, na niebo. Oczywiście dopóki nie zgłodnieje... Ogólnie jeżdżenie w wózku toleruje, pod warunkiem, że ma uchyloną budkę i cokolwiek widać. Leży sobie spokojnie i podziwia chmury. W domu też coraz częściej życzy sobie ... towarzystwa. Do dwóch rodzajów płaczu ("jeść" i "jestem zmęczony, chcę spać") dołączyło żałosne marudzenie - "nudzi mi się, weź mnie".

Więc bierzemy - na ręce, na kolana, do bujanego fotelika - wtedy Tymol natychmiast przestaje zawodzić, uśmiecha się całą swoją bezzębną gębulą i zaczyna... gadać. Zadowolony grucha jak gołąb, ach te jego wszystkie "auuuuu, aguuuu, oeeeeee, aiiiiii, ageeee, agiiii", wszystkie lokalne srajduny wymiękają, nawet te w gruchające w porze godowej. Gada tak sobie, grucha i trzeba mu odpowiadać, bo ignorowany zaczyna się irytować i popłakiwać. Słowem - rośnie kolejna gaduła w naszej rodzinie. 

A rośnie jak na drożdzach, choć dokładnie to na mleku cyckim. Dwumiesięczny Tymol pieknie i wysoko trzyma głowę, choć leżeć na brzuchu za bardzo nie lubi i szybko życzy sobie zmiany pozycji. Lubi za to podróżować w nosidełku, otulony miękkim materiałem zasypia w ciągu kilkunastu minut. 

Wieczorem niestety jest dużo gorzej. Mam wrażenie, że kapiel go pobudza, zamiast wyciszać. Pakujemy go do wiadra w okolicach dziewiętnastej, potem karmienie, a on, zamiast runąć w obięcia Morfeusza po ciężkim dniu, jeszcze szerzej otwiera ślepia i... gada sobie, kręci się, albo po prostu leży. I nie śpi.

Wtykam mu smoczek - pluje nim na odległość, roluję w kocyk jak larwę - wygrzebuje się z niego w kilka sekund i macha łapami, i gaduli. Pada gdzieś w okolicach dwudziestej pierwszej, czasem zasypia łaskawie po dwudziestej, jak dziś. By radośnie zażądać pierwszego nocnego posiłku o ... 24. Zdarzyło mu się też nawet o 23. Najpóźniej o 1, wnerwia mnie tym niesamowicie, bo pierwsze tankowanie nazywam "towarzyskim". Chrząka, stęka, miauczy, gaduli, więc wstaję, szykuję się do karmienia, a ten skubaniec pociągnie parę łyków i... śpi dalej. I nie da się go nakarmić, gdy Tymek chce spać, to żadna siła go nie zmusi do jedzenia, ot, napije się i spi dalej, a matka wstać musi...

I odwrotnie. Gdy Tymek chce jeść, to żadna siła go nie zmusi do spania... Drugi raz budzi się o trzeciej i tu już konsumuje pełny, treściwy posiłek, słowem - tankuje do oporu. I budzi się na dobre. A raczej na złe. Po tej pobudce potrafił mi czuwać dwie godziny - zatykałam smoczkiem, owijałam, prosiłam, namawiałam, przytulałam i klęłam jak szewc - nic nie pomagało, no nie spał i już. Oczy jak pięć złotych, ręce chodzące jak wiatraki, wił się w łóżeczku jak piskorz i narzekał, dopóki nie odkryłam, o co mu chodzi.

O matko idiotko, wystarczyło pomyśleć, bo o co mogło chodzić Tymkowi ? 

Oczywiście, o żarcie. 
Wyszłam na prostą, gdy odkryłam, że jeden cycek na posiłek o trzeciej to mało, zdecydowanie za mało, muszą być dwa!  A to, że ten mały koleś sobie przysypia przy pierwszym o niczym nie świadczy, na pewno nie o tym, że się najdał - ot, zdrzemnął się jak wujek Stasiek na weselu, z gębą w bigosie, co absolutnie nie znaczy, że mu ten talerz należało zabrać... Albowiem, kiedy zwijałam bufet i odkładałam przysypiającego Młodziana do wyra, on budził się i złościł... bo mu michę zabrali!!!. 

Odkrycie to obniżyło znacząco poziom mojej frustracji, choć nie poprawiło za wiele w naszych nocnych relacjach, bo karmienie o trzeciej, tak, żeby Wasza Nadyntość (a raczej nasza) napełnił swój brzuchol w stopniu go zadowalającym, trwa GODZINĘ. Z zegarkiem w ręku. 

Przy cycku przecież można sobie bowiem pomlaskać, possać, pociućkać, odpocząć, przerwać na dłuższą chwilę, spojrzeć matce głęboko w oczy z miłością i pouśmiechać się do niej przez dziesięć minut, będąc głuchym, na faktycznie, mało zachęcające, wywarczane " no jedz, tyyyyyyy mały..." A potem powtórzyć cały proceder od nowa, ponoć przy jedzeniu nie można się śpieszyć i ten mały koleś chyba o tym wie...

A potem jest już tylko gorzej. Nażarty Tymek zasypia o czwartej, by obudzić się o... piątej, w doskonałym nastroju, jeść nie chce, więc pacyfikacja za pomocą cycka nie wchodzi w grę - sprawdzałam. Leży sobie, Gad jeden i gada, żądając oczywiście, udziału osób trzecich w konwersacji. Na co bladym świtem, mizerną mam ochotę... Więc Tymol się irytuje, no bo jak to, on już wstał, zgaduje matkę, a ta nic, tylko mu jakąś gumę pcha do gęby - pluje więc smoczkiem, złości się, beczy, by w końcu, w okolicach godziny szóstej, jednak zasnąć. Tylko po to, żeby obudzić się ponownie o siódmej, ostatecznie i nieodwołalnie... 

"Zamiłowania" do spania do on nie ma po ojcu, choć wszyscy mówią, że jest do niego bardzo podobny - tylko włosów ma więcej :-)

No jest. W miarę prosty w obsłudze.
Najedzony i wyspany Tymek, z naciskiem na "najedzony", to zadowolony Tymek, zupełnie jak jego tata.

13 komentarzy:

  1. Witam , jakbym to ja pisała, przeżyłam żarłoka 14 lat temu, tylko cyc i cyc, jak płacz to tylko z głodu. Do dzisiaj moja Zuza, panna lat 14 -jeśli zaczyna marudzić lub mieć zły humor wiadomo, że trzeba dać jeść. Karmiłam ją bardzo długo bo 3 i pół roku, wiem że to przegięcie, ale za każdym razem jak chciałam odstawić jakby instynktownie chorowała, a matce było wtedy żal. Oprócz cycka, zupki normalnie od 4 miesiąca, nie tak jak mówią książki od pół roku, kaszki, a około 10 już powoli wszystko, oczywiście popijane cyckiem. Bigos- cyc, kotlet- cyc.... Wyrosła na fajną laskę, bez nadwagi wysoka 169 cm, sportowiec. Starsza dzisiaj studenta lat 20- zawsze chuda, marudząca i ledwo jedząca, dopiero teraz je normalnie. Czytam Twojego bloga, od początku świetnie napisane, humor jakbyś była moją młodszą siostrą, dzieciaki boskie, pozdrawiam . Starsza 45 letnia Mama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi ☺ Tymek jest cudowna odmiana po Blance która do tej pory żyje powietrzem i owocami i nigdy nie jest głodna, jej jedzenie nie interesuje, strata czasu ☺ jeśli jej nie pilnujemy to potrafi cały dzień nic nie jeść

      Usuń
  2. no to się macie;) może jakąś muzykę na ranem mu włączaj?
    Marysia jak była taka maleńka i jeszcze mało kumata ale już roglądająca isę to uwielbiała się wpatrywać w ksiazeczki dla maluchów (0-6 miesiecy) takie monochromatyczne, jak chcesz to ci mogę podesłać, one są dosyć drogawe, a nasza juz z nich wyrosła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie przyjmę ☺ coś w tym jest, bo jak zabieram go do naszego łóżka to jest bardzo zainteresowany zaglowkiem, który jest w biało czarne zygzaki

      Usuń
  3. Chyba faktycznie jest lepiej, bo i wpisy się pojawiają i dłuższe są :) Z tym jedzeniem i spaniem-nie spaniem to tak jakbym siebie rok temu widziała, Kasia siedziała przy cycu co 1,5h przez godzinę, drzemki w ciągu dnia dwie trzy po 15 min, a od 18 ryk bo śpiąca, zasnąc nie może i tak wiecznie. Podudki o 3-4 rano i jak było dobrze to zasypiała, ale częściej do 6 była walka. A tu o 7 trzeba wstać bo Martyna do przedszkola. Ehh współczuję. A u nas? Obie dziewczyny z infekcją, Martynie już względnie z nosem przeszło ale kaszle, Kasia smarka, a w nocy spać nie może przez te smarki. Sezon kataru uważam za otwarty ;) Trzymajcie się zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę że mamy ten sam schemat ☺ my też o 7 wstajemy do przedszkola a i pierwszy katar i obojga mamy za sobą - oczywiście Tymek chorował jak na prawdziwego faceta przystało- marudzac na potęgę ...

      Usuń
  4. Ech, kochana, co tu dużo gadać, lekko nie masz, ale w sumie jest tylko jedno wyjście - przetrwać. Tymek jest śliczny, właściwie musi być taki, żeby mógł Cię wciąż nabierać na te ładne oczy:-) Nasza mala ząbkuje. Pierwszy ząb pojawił się znienacka, bez łez właściwie, za to ten drugi okupiony jest strasznym cierpieniem i bezsennymi nocami. Byle do przodu, czego i Wam wszystkim życzę!:-**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech te zebiska dokuczaja człowiekowi całe życie ... myślę o tym temacie z lekkim przerażeniem bo młoda płynnie przeszla z kolek do zabkowania. ..

      Usuń
  5. Chlopy tak maja. ;) Nik pamietam, ze tez tylko by jadl. Jako noworodek domagal sie "cyckiego" co 1.5 godz., a w wieku 2 miesiecy nadal jadal co 3 godziny. I tez wazyl 6.5 kg. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Udany ziomal z Twojego syna :) Fajnie, że trochę się Wam uspokoiło, ogromnie się cieszę!! No chłop jest spory, co się dziwisz, że do rozepchanego żołądeczka trzeba wlewać więcej i więcej? Szybko chce siostrę dogonić po prostu.
    Ale z tym spaniem to masakrator, po prostu, z niego. Osobiście bym wyszła z siebie i stanęła obok, gdyby mnie tak mój syn traktował nocami. No dajcież spokój...
    Skoro jednak humor Ci się nawrócił z lekka, posty faktycznie dłuższe, znaczy się powoli ogarniasz sytuację (mimo niezaprzeczalnego zmęczenia, ale to chyba stan oczywisty). I tak trzymać!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj byliśmy od 12 do wy na powietrzu (w zoo z młodą) i po raz pierwszy chłop położony spać o 19.30 dospal do... 3... wniosek ? Tyrac trzeba kolegę ile się tylko da ☺

      Usuń
  7. No zupełnie jak moja Córcia :), też nienażarte to było i jadło z wielkim zapamiętaniem, po nocy szczególnie z pasją. Oj długo to trwało, przez ponad rok karmiłam, to tak mniej więcej tyle :)))

    OdpowiedzUsuń