poniedziałek, 31 sierpnia 2015

O TYM ZE BEZRUCH W PEWNYCH PRZYPADKACH JEST NIEMOŻLIWY ...

Po kąpieli Blanki, korzystając z tego, że wanna była pełna wody, poprosiłam Andrzeja, żeby wykąpał też psa. Travis podczas wizyty u teściów skorzystał z okazji i wlazł do stawu, więc, delikatnie mówiąc, zalatywał żabami... 

Travis jest dziwnym labradorem, lubi wodę, uwielbia się kąpać, ale niecierpi być mokry - po kąpieli dostaje przysłowiowego pierdolca - biega po całym mieszkaniu, wyciera się o dywan, generalnie po minucie takiej psiej szarży mokro jest wszędzie, nawet po wytarciu podłogi.  

Tak było i tym razem, prosiłam więc Blankę, która już w piżamie i na boso kursowala po mieszkaniu, żeby uważała.  Prosiłam kilkanaście razy, upominałam, bo moje dziecko ma miły zwyczaj poruszania się biegiem i do tego w podskokach. Na nic się to nie zdało, w pewnym momencie latający wszędzie za nami Troll poślizgnal się na wilgotnym gresie i klapnal boleśnie na tyłek. Nawet nie zaplakała widząc moją minę, na której wypisane było: "A nie mówiłam, żebyś nie biegała?" 

Wyprowadzilam ja do pokoju, rozmasowałam obolala rączkę i zanim poszłam po suchą piżame, przykazalam surowo: 

"Siedź tutaj i się nie ruszaj!"

Młoda postanowiła doprecyzować moje polecenie i kiedy szłam do pokoju, usłyszałam jak pyta:  

"A buzia też mam nie ruszać ? A oczami chociaż mogę ???"

czwartek, 27 sierpnia 2015

O RYCZKU I DYSKRECJI

Kiedy Tymek ryczy,  ryczy, ryczy, tak że mam ochotę wyskoczyć na papierosa, chociaż nie palę, i to najkrótszą dostępną drogą, prosto przez balkon, Blanka ogląda bajki. Dużo bajek. Gdy nie ogląda, to zwija się w kłębek, zakrywa uszy i też krzyczy 
"Nie wytrzymam tego, nie wytrzymam tego dłużej ". Ja też córeczko, mam ochotę jej powiedzieć, ja też.   

A ten beczy. Najedzony, ma sucho, krople na brzucho dostał, przytulony,  otulony, a beczy. Nie mam pojęcia, czego ode mnie chce; jeśli tego, żebym wyszła po gazetę i wróciła za piętnaście lat, to jest blisko 

Blanka też zaczyna beczec, chce na kolana, nie mam jak jej wziąć, przytula się na chwilę, ale Tymol tak ryczy, że ucieka, zwija się w kłębek na kanapie I zawodzi:
"Nie jestem ważna, nie jestem waznaaaaa "

Proponuję więc kolejna bajkę, cichnie powoli, zagapiona w ekran, odrywa się na chwilę w przerwie na reklamy i mówi: 

"Tata będzie zły, że tak dużo oglądam "
Obiecuję więc, ze nie powiem. 

Jak się jednak przekonuję następnego dnia, dyskrecja nie jest mocną stroną mojej córki, kiedy Andrzej zbiera się do pracy, Blanka przebiega do mnie i konspiracyjnym szeptem pyta, czy włączę jej jedną bajkę jak tata pójdzie. Kiwam głową, bo Młody trąbi tak, że nie jestem w stanie się odezwać. Na co bardzo uradowana Młoda leci do ojca, wręcza mi plecak z szelmowskim uśmiechem i oznajmia:

"Już idź do pracy tato, idź szybko, bo się spoznisz "

Jakby mogła, to by to za drzwi wypchnela. ..


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

O PTAKACH

Przychodzi rano Blanka do naszego łóżka i oznajmia:
"Mamo, wyspalam się jak... orzeł! "
(????)

Spacerujemy. A raczej przemieszczamy się deptakiem w mocno rozciągniętej kolumnie - Blanka leci gdzieś z przodu, kluczy jak pijany zając, skacze i gania gołębie, potem ja z wózkiem, kilka metrów za nami wlecze się łapa za łapa ziejacy Travis. Wołam na zmianę jedno i drugie, Młoda prosze, żeby zaczekala, psa poganiam, żeby przyspieszył i tak.w kółko. Ani jedno ani drugie nie słucha, pies lecie ledwie idzie, bo gorąco, Blanka z uporem maniaka ploszy srajduny. Proszę ją: 

"Blanka, daj im spokój, niech sobie chodzą, im też jest gorąco "

Na co moja rezolutna córka rzuca mi:
"Mamo, ale jak sobie polataja to będzie im chlodniej"

sobota, 15 sierpnia 2015

ŁAGIMOWKI

Blanka lubi się ze mną bawić w łamigłówki - najbardziej - tę językowe. Łazi za mną i żebrze "no powiedz mi jakieś trudne słowo " a kiedy rzucam hasło w stylu "dysocjacja,  aksjologiczny, partytura"- dzielnie i zwykle bezbłędnie powtarza. Ale czasem trafia na słowo,  które sprawia jej problem, jak wspomniane "łamigłówki" , które u nas są niezmienne "lagimowkami" czy słowo "lojalny", które niespodziewanie sprawiło jej duży problem 
Mówię do Blanki: 
"Powiedz lojalny
- jolalny
- Jeszcze raz: lojalny
- jolalny 
- nie, źle było, powiedz dobrze: lojalny
- Mamo, ale ja nie umiem, jestem przecież jeszcze dzieckiem!"

Argument nie do pobicia 

czwartek, 13 sierpnia 2015

MIESIĄC

Tymek dziś kończy miesiąc. Zaczyna się coraz uważniej rozglądać, wodzi oczami za pokazywaną zabawką, odwraca w jej kierunku głowę, którą trzyma coraz sztywniej. Ze szpitala został wypisany z waga 3860, równo dwa tygodnie później ważył już 4,40. Teraz ma ok 5 kg, ubranka rozmiar 56 powoli stają się przyciasne.  Albowiem Tymek lubi sobie zjeść, delikatnie mówiąc. A wprost - to dziecko żre - aż do wypęku, aż brzuch zrobi się idealnie okrągły, jak piłka; żre, aż mu się uleje. Po czym odpoczywa chwile, podsypia i... dochodzi do wniosku, że skoro ma jeszcze trochę wolnego miejsca, to warto je zapełnić. Dojada, przez moment leży sobie syty i zadowolony, następnie robi wielką kupę. .. i znów odkrywa, że ma wolne miejsce!  A że natura i Tymek nie lubią próżni, to co? Oczywiście, jemy! A raczej tankujemy pod korek I tak co trzy godziny, z zegarkiem w ręku.

Pomijając oczywiście drobne posiłki w międzyczasie uskuteczniane głównie po to, żeby się napić lub przytulić. Dopiero nażarty Tymek zaczyna się przymierzać do drzemki -  najlepiej śpi się oczywiście na matce, przy matce, obok matki - konfiguracja dowolna. Każda przedwczesna próba odlożenia dziecka, zanim twardo zaśnie, skazana jest z góry na niepowodzenie, natychmiast otwierają się małe ślepia i zaczynaja szukać mamy. Tylko po kąpieli Tymek zasypia sam, zmęczony całym dniem. Kąpać się lubi, mruczy zadowolony, no chyba ze jest rozespany albo głodny, a głodny Tymek to zły Tymek.

Wodujemy szkraba między 19 a 19.30, potem karmienie i spać Czasem zasypia pięć minut, czasem półtorej godziny, ale budzi się jak na komendę o 24, 3 i o 6 . I znów raz zje i zasypia, a raz się budzi i czuwa dwie, trzy godziny, albo awanturuje nie wiadomo o co. Po karmieniu o szóstej raz zasypia, a raz nie. Ale jest na tyle miły, ze obudzony nie drze się jak opętany tylko leży sobie, chrzaka, steka, chrumka, posapuje, musi się mocno niecierpliwic, żeby zacząć pokrzykiwać na matkę. 

No chyba, że jest bardzo głodny, a jak już wiadomo głodny Tymek to zły Tymek. Od kilku dni zaczyna redukować ilość nocnych tankowań, budzi się na żarcie o pierwszej, drugiej i o czwartej, piątej., Ale za to o siódmej już jest gotowy do rozpoczęcia nowego dnia. Zjada - a jakżeby inaczej i wojuje około trzech godzin. Niestety to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy jest w miarę spokojny, na tyle, że mogę zrobić w ciągu kilku minut śniadanie sobie lub Blance. W okolicach dziesiątej trzydzieści pada na drzemkę i śpi... czasem trzy godziny, czasem pół godziny. Jak dziś. I jest to jego jedyna drzemka w ciągu dnia, niestety.

Przez piersze trzy tygodnie Tymcio jadł i spał po kilka godzin i tak na zmianę - pewnie po to, żebym mogła przekonać się, jak cudne może być takie spokojne macierzyństwo, którego nie dane mi było i nie będzie dane jednak doświadczyć. 

Po drzemce zaczyna się wolna amerykanka, a ja zaczynam liczyć godziny do wieczora, próbując jakoś dotrwać. Tymcio głównie płacze, każde kolejne karmienie nasila ryk. Tak, kolki, temat  przerobiony już z Blanką. Do wieczora Młody już nie zasypia, łapie krótkie drzemki, maksymalnie kilkunastominutowe, u mnie na rękach - odłożony - budzi się i zaczyna płakać. W okolicach 16, 17 pakuję go do wózka i idziemy na spacer, zaoparzeni w smoczek i resztki sił. I spacerujemy, a raczej poruszamy się w pulsacyjnie - trzy kroki - płacz - wcisnąć smoczek - dwa kroki - płacz - włożyć smoczek - pięć kroków - płacz - dać smoczek... I tak godzinę, nie dłużej, bo wieczorem płacz przechodzi w regularny ryk.

Tak straszny, że Blanka chowa się, zwija w kłębek, zakrywa uszy rękoma i też zaczyna płakać. A Tymol ryczy, czerwonosiny, wykrzywiony, szarpie się, drapie, ciągnie za pierś, krztusi, dławi - im bardziej nerwowo je, tym jest gorzej. Nie pomaga wielokrotne odbijanie, nie dają nic krople, ani masowanie brzucha. 

Po godzinie, czasem dwóch, trzech nieustannego płaczu, umęczony Tymol zasypia.
I tak dzień po dniu. 
Jak mawiała moja mądra ciocia - trzeba wytrzymać. 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

O UŻYWANIU BRZYDKICH SŁÓW...

Czwarta nad ranem... może sen przyjdzie, może nas odwiedzi...
Młody zalicza właśnie drugą godzinę czuwania.
No nie śpi i hooj.

Zwisam nad łóżkiem Tymka, oczy mi się kleja. A ten zeżarl, beknął i... nic. Oczy jak pięć złotych, macha łapami i widzę że się rozbudza coraz bardziej, zaczyna gadulić. Nic, zaciskam zęby, biorę znów na ręce, zawijam latające łapy w pieluszkę, przytulam, bujam; powoli usypia. Dochodzi piąta. Zasnął. Odkładam najdelikatniej jak umiem, ostrożnie, jak saper bombę z uszkodzonym zapalnikiem. Nareszcie. W końcu śpi. Czekam jeszcze chwilę, już mam gasić lampkę, gdy...

Czkawka
KURWA...

sobota, 8 sierpnia 2015

OBRAZA

Ojciec nie chciał się baraszkowac na łóżku, więc Blanka się obrazila. Zebrała swoje lalki i z demonstracyjnym fochem poszła do swojego pokoju 
Nie minęło pięć minut, a wyszła z niego i oznajmiła mi: 
"Odbrazilam się już! "

środa, 5 sierpnia 2015

"GRATULACJE"

Zadzwoniła do mnie, gdy Tymek miał 6 dni, a właściwie to do Andrzeja, który dał mnie na chwilę do telefonu. Zapytała 
"No i jak tam?"
Zaczęłam mówić, ze ciężko, bo jeszcze bardzo słabo czuje się po cięciu, trudno mi wstać, w sumie to niewiele zdążyłam powiedzieć, gdy uslyszałam jak mówi: 
"Aaa, to normalne , normalne przecież"
Rzuciłam więc, ze jakoś sobie radzimy. I uslyszalam
"No, to radzcie sobie dzieci, radzcie"
I tyle 

Koniec rozmowy. 
Kurtyna