poniedziałek, 15 grudnia 2014

SAMOKRYTYKA

Robimy z Blanką łańcuch na choinkę - wycinamy z brokatowego, fioletowego papieru serduszka, większe, mniejsze. A właściwie to ja wycinam, Blanka próbuje, ale po chwili rzuca zniechęcona i papier, i nożyczki. Rysuję jej na drugiej stronie arkusza serduszko i zachęcam, żeby spróbowała wycinać po liniach, tłumaczę, że tak jej bedzie łatwiej. Wysuwa koniuszek języka, tnie nożyczkami papier, usiłuje trzymać się linii, serducho jednak wychodzi jej mocno kańciaste. Rzuca je na kanapę rozzłoszczona, rozżalona i zła. Próbuję ją pocieszyć:

- Blanuś, ładne, naprawdę widzę, że się starałaś, fajnie ci wyszło!

Młoda patrzy na mnie, na wycięte własnoręcznie serduszko, znów na mne jak na wariata i mówi:

Wygląda jak szafka...

7 komentarzy:

  1. Ha, widzę że rośnie perfekcjonistka...:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Grzesiek też się zniechęca i denerwuje, bo chciałby od razy dobrze:)
    Takie teksty mnie powalają;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam się dziko śmiać, a Młoda strzeliła focha i musiała się potem gęsto tłumaczyć, że śmieję się z określenia, a nie z niej Brytusia

      Usuń
  3. Haha, a Bi odwrotnie. Kazdy bazgrol opisuje jako piekny i przyczepia na magnesach do lodowki. Tyle tych "arcydziel" tworzy, ze niemal co wieczor, po polozeniu dzieci spac, czesc rwe i wyrzucam do kosza, inaczej szybko bysmy w nich utoneli. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eeeee tam! Każdy by chciał mieć szafkę na choince przecież.

    OdpowiedzUsuń
  5. Samokrytyka w jednym zdaniu, nie ma co :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo uczciwa wobec siebie :), oby jej to pomogło w życiu :)))
    Uściski świąteczne dla Was!

    OdpowiedzUsuń