czwartek, 25 grudnia 2014

DIALOGI OKOŁOŚWIĄTECZNE

-"Mamo, a ten Mikołaj to na pewno wszystko widzi?
- Wszystko
- Nawet przez dach jak jestem w domu??? Eeee, nie widzi przecież
- Ale słyszy
- To ja będę mówiła bardzo cicho"

***

Po dzikiej awanturze o bajkę tupta do mnie mały, zaryczany złośnik, przytula się i zagaja:

"Mamoooo, ale nie powiesz Mikołajowi, że się brzydko zachowywałam? Proszęęę... To będzie nasza wielka tajemnica, dobrze!???"

poniedziałek, 15 grudnia 2014

SAMOKRYTYKA

Robimy z Blanką łańcuch na choinkę - wycinamy z brokatowego, fioletowego papieru serduszka, większe, mniejsze. A właściwie to ja wycinam, Blanka próbuje, ale po chwili rzuca zniechęcona i papier, i nożyczki. Rysuję jej na drugiej stronie arkusza serduszko i zachęcam, żeby spróbowała wycinać po liniach, tłumaczę, że tak jej bedzie łatwiej. Wysuwa koniuszek języka, tnie nożyczkami papier, usiłuje trzymać się linii, serducho jednak wychodzi jej mocno kańciaste. Rzuca je na kanapę rozzłoszczona, rozżalona i zła. Próbuję ją pocieszyć:

- Blanuś, ładne, naprawdę widzę, że się starałaś, fajnie ci wyszło!

Młoda patrzy na mnie, na wycięte własnoręcznie serduszko, znów na mne jak na wariata i mówi:

Wygląda jak szafka...

wtorek, 9 grudnia 2014

PRZYTUL...

Po mojej kilkudniowej nieobecności w domu, Blanka przez cały weekend chodziła za mną krok w krok i co chwilę prosiła: "Przytul". Obejmowałam, ściskałam, tuliłam kilkaset razy; w niedzielę, kiedy zbierałam się na spacer z Travisem, a ona po raz kolejny poprosiła mnie o przytulenie, zapytałam ją w końcu:

- "Co Ty się tak ciągle do mnie przytulasz?

Na co moja rezolutna córka odparła:

- "Żebyś miała dobry humor w pracy!"
"Ale ja nie idę do pracy, wychodzę tylko na chwilę z psem"

Nie zbiło jej to z tropu, pomyślała chwilę i powiedziała:

- "Żebyś miała dobry humor.... na dworzu!"

niedziela, 7 grudnia 2014

WCZORAJ

Blanka nadal nienawidzi mycia włosów. Płacze, marudzi, ale kłaków nie pozwala podciąć nawet o milimetr, bo ona chce mieć takie długie jak Roszpunka... I tu pojawia się konflikt interesów, bo bez mycia raz w tygodniu jej fryzura przypomina bardziej końcówkę od mopa. Dziś nadszedł ten straszny dzień, kiedy naprawdę, ale to naprawdę musiałam złożyć mojej córce propozycję nie do odrzucenia:

Blaneczko, dziś myjemy łepetynę!

Na co Młoda odparła:

- "Wczoraj mamo, wczoraj, proszę!'

sobota, 6 grudnia 2014

PRZYCZYNA I SKUTEK

W poniedziałek, w drodze z przedszkola, Młoda zrobiła ojcu z tylnej części ciała przysłowiową jesień średniowiecza. Najpierw się pokłóciła z Amelką, z którą nie chciała iść za rękę, więc obie się popłakały, jedna uciekała, druga ją goniła. Kiedy w końcu się uspokoiły, cała ekipa wstąpiła na chwilę do drogerii po drobne zakupy higieniczne, weszła Amelka z mamą i z Blanką, a Mężyk został na moment przed sklepem, bo przypinał do barierki rower i psa. Kiedy Luby przekroczył próg, dotarły do niego dżwięki kolejnej afery - Blanka się wściekła i popłakała, bo chciała różową, musującą kulkę do kąpieli, a tę zdążyła już wziąć Amelka, a drugiej nie było, nie pomogło przekonywanie, że żółta też jest fajna, obie się darły i wyrywały sobie tą jedną, jedyną. Prawie jak siostry..
Na takie dictum Lubemu podskoczyło ciśnienie, postanowił interweniować w trybie pilnym i jak pomyślał, tak zrobił - wziął dziecko pod pachę i wyniósł z rossmana, nie zważając na wrzaski, krzyki, kopanie i lejące się łzy. W takim stanie dotransportował Blankę do najbliższego skrzyżowania, gdzie dziecko postanowiło mu powiedzieć, co myśli o całej sytuacji i wygarnęło tatusiowi, oczywiście na cały głos, lejąc przy tym łzy na potęgę:

-"Puść mnie, Ty gnoju! (a mówiłam tyle razy Andrzejowi, żeby nie zwracał się w ten sposób do psa)
Chcę do mamy! Gdzie moja mama??? Kocham tylko mamęęęę!!! Nie lubię Cię! Puuuuszczaj! Chcę do mojej mamusi!!!!"

Zaistniałą sytuacją zainteresowało się kilknaście osób, śpiesząc Mężykowi z dobrą radą, z propozycjami błyskawicznej adopcji (ponoć rozważał), w tym patrol Straży Miejskiej, który najprawdopodobniej  podejrzewał porwanie...

Lubemu udało się jakoś dotransportować Gwiazdę do domu, gdzie stanowczo jej zapowiedział, że nie będzie już wychodziła z przedszkola razem z Amelką, a kiedy Młoda upomniała się o musującą kulkę, usłyszała:

- "A do kąpieli to ja Ci obiorę kartofla!
-Tato, ale kartofel nie zrobi różowej wody...
- Ale też będzie okrągły..."

Posłuchałam tych ich dialogów przez telefon, wysłuchałam relacji z całego zajścia, uśmiałam się, choć domyślałam się, że Lubemu, jako bohaterowi całego zajścia, wcale do śmiechu nie było i zapomniałam o całej historii. 

We wtorek i środę Blanka musiała zostać w przedszkolu dłużej niż Amelka, odebrałam ją o szesnastej trzydzieści, po pracy, a w środę Andrzej dopiero koło siedemnastej, powiedzmy - z przyczyn losowych. Kiedy w czwartek rano zaprowadzał ją do przybytku edukacyjnego, dziecko przez pół drogi milczało, najwyraźniej nad czymś rozmyślając. Jak się okazało, pieczołowicie roztrząsało w swojej małej głowie ostatnie zajście, powiązało fakty, skojarzyło przyczynę ze skutkiem, wyciągnęło wnioski i pokorniezagaiło do ojca:

- "Tatoooo... a przyjedziesz dziś po mnie wcześniej jak tata Amelki? Ja już się nie będę zachowywała tak brzydko jako ostatnio...."