środa, 10 września 2014

O TRUDNYM ROZWOJU

Pierwszy kryzys już wystąpił. Po trzech dniach chodzenia do przedszkola, entuzjazm Blanki nieco opadł; gdy w czwartek rano odkryła, że po raz kolejny musi się ubrać i wyjść, jęknęła: "Znowu do tego przedszkola???" Ale poszła, choć do sali weszła z miną mocno niewyraźną. W piątek marudziała od samego rana, popłakiwała po drodze, mówiąc mi, że tęskni, że jest tam taaaak długo, że woli być ze mną. Serce mi się krajało, ale tłumaczyłam, że każdy z nas ma swoje obowiązki - tata chodzi do pracy, ja chodzę do pracy, a ona do przedszkola. Milczeniem pominęłam fakt, że Travis śpi cały dzień w domu. Poszła, ale jak zbity psiak; po wyjściu mówiła mi, że płakała, bo jak szli na plac zabaw, to myślała, że idzie już do domu, a okazało się, że trzeba jeszcze wracać do sali.

Z tego co wiem, w przedszkolu zachowuje się ładnie, pomijając drobny incydent, kiedy to pobiła się z Amelką o kolejkę do toalety. Przynosi kropki na raczkach w nagrodę za dobre zachowanie, informuje mnie też od razu, kto nie dostał i za co - Zuzia, bo biła inne dzieci i zabierał im zabawki. Michaś i Adaś bo wyrywali sobie samochodziki. Relacjonuje na bieżąco - jest fajnie, tańczą, śpiewają, po obiedzie leżą na dywanie i robią "figury", część dzieci idzie spać - Blanka konsekwentnie odmawia udziału w leżakowaniu. Płacze tylko Michaś i Kacprek, było przedstawienie o "Lisu, dziku i zającu", generalnie jej się podoba, ale...

Okazało się, że przesiadka z codzienności jedynaczki, która miała na wyłączność, mamę, tatę, nianię i dziadków do rzeczywistości przedszkolnej, w której musi funkcjonować w ponad dwudziestoosobowej grupie, jest dla Blanki bardzo trudna. W minionym tygodniu widziałam wyraźnie, jak pęcznieje w niej, jak narasta dziecięca frustracja, niezadowolenie; jak buntuje się rogata dusza Blanki, jak cisną ją nowe reguły i nakazy. Zdawałam sobie sprawę, że ten balonik trudnych emocji kiedyś musi pęknąć, nagomadzone uczucia muszą znaleść ujście, więc w miarę spokojnie przyjęłam jej płaczliwość, złość i nieskrywane niezadowolenie, które właściwie nie miało żadnej konkretnej przyczyny. Drugiego dnia nieco skoczyło mi ciśnienie; pod koniec tygodnia zaś, niczym ostatnia patologia, odbiór dziecka z przedszkola poprzedziłam lekkim znieczuleniem; mniejsza o szczegóły - wiedziałam po prostu już, co mnie czeka.

Po wyjściu z przedszkola awantury bowiem wybuchają właściwie bez żadnego powodu. W piątek mega płaczem skończyło się już samo wyjście z szatni, bo - uwaga! - Blanka chciała Amelce zrobić warkoczyk i przypiąć go spinką, a ja tej  nieszczęsnej spinki nie miałam. Wrzeszczała, ryczała, nie pozwalała sie przytulić, aż pani woźna zlitowała się nad nią i znalazła jakiegoś motylka z klamerką. Pomogło. Na jakieś dwie minuty, bo w drodze do domu rozładunek emocji rozpoczął się na nowo. A to kasztan był pęknięty, a to Amelka nie chciała dać jej soczku, wszystko powodowało rozpaczliwy płacz. Kiedy w końcu przyniosłam chlipiące dziecko do domu, oznajmiło mi, że jest zmęczone, śpiące i chce się iść kąpać. Była godzina siedemnasta. Jakoś dotrwałyśmy do siódmej, po czym Młoda zjadła kolację, obejrzała bajkę i zasnęła, jakby jej ktoś zasilanie odłączył

. Żal mi jej. 
Wiem, że jest jej trudno. 
Mi też.
Nie wiem, komu bardziej.

Widać wyrażnie, że przedszkole jest dla niej sporym wyzwaniem. Jakby nie było - to ciągle bardzo małe dziecko, nadwiek rozwinięte, ale de facto - ciągle trzylatek, który radzi sobie z własnymi emocjami, tak jak potrafi. A że nie bardzo potrafi, bo dopiero się uczy, to już inna bajka. Kiedy więc wrzeszczy mi na środku ulicy: "Nie będę Cię słuchała!!!! Będę Ci uciekała!!! Będę rzucała przedmiotami!!! Będę Cię biła i kopała Travisa! I nie będę w ogóle z Tobą rozmawiała!" - to staram się uśmiechnąć do niej (i nagromadzonej publiczności) mimo postępującego szczękościsku i powtarzam sobie w myślach: "To minie, to minie..."

Wszystko minie.
Już mija. 

W poniedziałek marudziła trochę, wyrażnie rozczarowana, że do tego przedszkola trzeba chodzić i chodzić, ale poszła, zachęcona faktem, że będzie teatrzyk, a Blanka uwielbia tego typu atrakcje.  We wtorek było już lepiej, zwłaszcza, że razem z Małą pofrunęła do przedszkola księżniczka Celestia. Dziś marudzenia nie było, ale pojawiły się pierwsze symptomy przeziębienia, bo szacowny ojciec uwierzył wczoraj dziecku, że przyszło rano bez kurtki (wrrrrrr.....) i przywiózł ją do domu w samej bluzie, na dodatek w lejącym deszczu. Tak więc nie wiem, czy nie czeka nas od jutra przerwa; szkoda byłoby, bo widzę, że Młoda zaczyna wchodzić w ten ustalony rytm, wstaje sama o siódmej, jeszcze przed budzikiem, dziś nawet słowa nie rzekła, że iść nie chce, przyjęła poranne wyjście z domu jako coś naturalnego. Mam nadzieję, że szaleńcze kichanie nie zmieni się w katar i Blanka zamknie ten tydzień w przedszkolu. 

Widzę bowiem, że jest jej trudno, ale z dnia na dzień - coraz łatwiej. 
I cały czas mam w głowie to, co powiedziały mi kiedyś dziewczyny powadzące klub malucha, do którego chodziła Blanka:

"Rozwój odbywa się najczęściej poza strefą komfortu"

I małych ludzi, i dużych. 

25 komentarzy:

  1. Ostatnie zdanie, jak dla mnie szyte na dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię Wam towarzyszyć w tych życiowych zmaganiach ze strefą komfortu :) Dziękuję za tę możliwość. Zaglądam tu od dłuższego czasu. Pamiętam Twoje wpisy, kiedy Blanka była jeszcze tylko marzeniem. Przebrnęłam przez okres ciąży i wszystkie kolejne miesiące. Ze zdumieniem odkrywam jak szybko rozwija się Twoja córka, jak wyznacza granice swojej odrębności. Jest to możliwe dlatego, że ma wokół siebie mądrych dorosłych... ma Ciebie. Chciałabym móc kiedyś doświadczyć, jak to jest być mamą. Póki co nie jest mi to dane. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe, dziękuję :-)
      Blanka po prostu rośnie, może jeszcze nie dorasta, ale zmienia się z dnia na dzień. Czasem, gdy śpi, patrzę na nią i myślę, że dopiero co była taka maleńka...

      Usuń
  3. Pamiętam dokładnie jak Antoś zaczynał swoją "przygodę" z przedszkolem 2 lata temu. Zachowywał się identycznie jak Blanka. Krzyczał, złościł o wszystko, był tak wymęczony popołudniu, że padał jak mucha na kanapie. Wszystko minęło chociaż nie szybko. Cały pierwszy rok był ciężki.
    Trzymam kciuki za Małą bo jestem jej wielką fanką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłam ankietę wśród znajomych mam - większość debiutujących w przedszkolu maluchów tak reaguje, to mnie uspokoiło, bo przez moment zastanawiałam się, czy ktoś mi dziecka nie podmienił :-)

      Usuń
  4. Siły i cierpliwości Wam obu życzę, pewnie z dnia na dzień będzie łatwiej.

    Celestia? Czyżby taka biała, gadająca, ze srebrzystymi poruszającymi się skrzydłami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta. Blanka jest fanką kucyków pony niemal do obłędu...

      Usuń
    2. To witam w klubie kucykowym;-)
      Rano tylko oczy otworzy juz pyta: a gdzie moje konie? Jakby mogły sobie gdzieś pojsc....
      A w piątki do przedszkola można przynieść swoja zabawkę, więc od kilku tygodni Celestia tech chodzi do przedszkola;-)

      Usuń
    3. U nas zawsze bajka na dobranoc - kucyki, mile widziane getry z kucykami (po zakupach - "A z czym te getry są, z Rarity czy Apple Pie? Jak to z niczym??? - święte oburzenie), bluzki z kucykami, plecak z kucykami... i tak dalej. Ukochana to Rarity :-) Ja je do tej pory mylę, a ona leci z pamięci imiona dosłownie wszystkich bohaterów tych bajek... Obsesja :-)
      U nas Celestia była raz w przedszkolu, teraz pilnuje stada w domu. Ukochana zabawa Blanki to animowanie tych koni - gada nimi, ostatnio robiłyśmy drzewo z gałązki (listki z bibuły, jabłka z plasteliny), żeby Apple Pie mogła je strząsać. Tak więc jak widzisz, końskie tematy są mi bliskie :-)

      Usuń
    4. To widzę, że nasze dziewczyny w tym temacie by się świetnie zgrały, ulubiona Stokroci to Twilight, no oczywiscie po za tym że ona sama (Stokrocia) jest Celestią, bawić też się lubi użyczając kucykom głosu:)
      Ubrania z kucykami tez mile widziane, ale ostatnio jak zobaczyłam piżamkę z kucykami za 60 zł to sie zbuntowałam, kupiłam białą koszulkę i kucyka namalowałam sama, jednak drogie hobby wybrały sobie nasze córeczki;) ale czego się dla nich nie robi;)

      Usuń
  5. Z moją Trójką było tak:
    Najstarszy poszedł do żłobka jak miał rok i przez pierwszy tydzień wrzeszczał tak, że słychać go było 200m od żłobka. Później musiałam czekać na niego, bo za nic nie chciał wyjść dopóki byli koledzy:)
    Drugi poszedł do przedszkola jak miał 4 lata (wcześniej miał nianię). Już pierwszego dnia tak kopnął w drzwi, że futryna mało nie wypadła. Później jakoś się przyzwyczaił, choć jakoś mało chętnie:)
    Najmłodsza poszła do żłobka jak miała rok. Weszła do sali w podskokach i z radością i tak już zostało:) Jedyne chlipanie w jej wykonaniu za to przez cały miesiąc było wtedy jak zmieniliśmy miejsce zamieszkania, ale późnmiej znowu było wspanmiale:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, każde dziecko reaguje inaczej, choć w jakiś sposób - podobnie :-)

      Usuń
  6. No nie jest lekko... u nas tez ciezkie poczatki przedszkola.. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie fajnie... A ja zupelnie czego innego spodziewalam sie po Blance... Ona jest taka przebojowa, bystra, w dodatku chodzila do Klubu Malucha... Myslalam, ze w przedszkolu to raczej natychmiast obejmie wladze i zacznie rozstawiac dzieci po katach... ;)

    Nie mam niestety jak Cie pocieszyc, ani nic doradzic, bo moje maluchy jeszcze do przedszkola nie ida. Opiekunka, gdzie jest raptem piecioro dzieci sie nie liczy... Wiem tylko (mama jest przedszkolanka), ze najwazniejsze to sie nie poddawac i nie odpuszczac... No i mam nadzieje, ze choroba jednak Blanki nie dopadnie, bo po kilkudniowej przerwie cala zabawa w przyzwyczajanie zacznie sie od poczatku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka w przedszkolu zachowuje się wręcz wzorowo, dziś przyszła z gwiazdką za "najlepsiejsze zachowanie" - ale przebywanie 8 godzin w miejscu, gdzie trzeba się dostosować, czekać na swoją kolej, słuchać poleceń i je wykonywać działa jak naciągane cięciwy łuku - kiedyś musi strzelić, odbić w drugą stronę. Innej opcji nie ma. Dobrze, że ktoś mądry mnie uprzedził, że tak może być - że to, że dziecko nie płacze pierwszego dnia, nic nie znaczy - zacznie płakać później, tak jak Blanka, ona w ogóle nie mogła zrozumieć, dlaczego znów ma tam iść - przecież już tam była! Ale jak to, tak codziennie? Przebywanie tyle czasu wśród dzieci, nie oszukujmy się, w hałasie, męczy. Wstawanie o 7 też - do tej pory spała do 8.30 i często do 10 latała w piżamie. A tu nagle mała dorosłość... trudne. Dla niej, dla mnie też, trzeba dzień zorganizować, poukładać na nowo. Ale wszystko mija, dziś już było lepiej, chętnie poszła :-)

      Usuń
  8. Za to ile nowych rzeczy sie nauczy, wlasnie takich jak radzenie sobie w grupie, spelnianie obowiazkow, systematycznosc, podporzadkowywanie sie pewnym regulom ktore, nie oszukujmy sie, musimy przestrzegac cale zycie: w pracy, w zwiazku, w rodzinie. Wiadomo ze na poczatku jest to pewien szok dla systemu ale z pomoca takiej madrej mamy da sobie doskonale rade :) trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że ona sobie poradzi - zresztą zawsze uważałam, że nie chodzi o to, żeby dziecku w życiu było dobrze i wygodnie, tylko, żeby sobie kiedyś poradziło...

      Usuń
  9. A pomysl ze znieczulaczem - genialny. Na pewno nie raz zastosuje :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko, chyba się zacznę znieczulać przed pójściem do pracy...;-]
    A "będę kopała Travisa" sprawiło, że odruchowo pogłaskałam Gabcia. Biedak, jeszcze nie wie, co go wkrótce czeka...;-]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się znieczulam od czasu do czasu totalnie z zaprzyjaźnionymi matkami również zbuntowanych trzylatków :-) Pomaga :-) A krzyki Blanki były po prostu próbą złamania wszystkich "Nie wolno", które jej serwujemy...

      Usuń
  11. Ja po Młodego jeżdżę, nie mogę się znieczulić, a bardzo bym chciała czasem :D. Wsiada jak człowiek pod szkołą, wysiada pod domem- demon. Wiem, że odreagowuje, ale naprawdę czasem mam ochotę uciec :D.
    Iwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chodzę pieszo :-) U nas to samo. Wychodzi z przedszkola blond aniołeczek - za bramą już się zaczynają potępieńcze ryki, tylko czekam, aż ktoś wezwie egzorcystę :-)

      Usuń