wtorek, 30 września 2014

PACYFISTKA

W grupie Blanki jest dziewczynka, która bije inne dzieci. Młoda już od pierwszych dni w przedszkolu opowiadała o niej - że Zuzia nie dostała kropki w nagrodę, bo kogoś uderzyła, że Zuzia siedziała na pufie, bo się pobiła z chłopakami, że Zuzia znów kogoś kopnęła. Aż w piątek wróciła i opowiada mi, że tym razem Zuzia uderzyła ją, więc zapytałam:

- "I co zrobiłaś?
- Powiedziałam: Nie wolno tak robić!
- A co ona na to?
- Że będzie tak robiła..." - powiedziała Blanka i zrobiła smutną minę. 

Trochę mi ciśnienie podskoczyło, rozmawiałam już na ten temat w przeszkolu, ale na wszelki wypadek postanowiłam nieco wyedukować swoją córkę i rozpoczęłam mało pedagogiczny instruktaż:

- "Blanka, jak Cię Zuzia jeszcze raz uderzy, to uprzedź ją, że jak jeszcze raz to zrobz, to też ją uderzysz
- Ale ciocia mówi, że nie wolno się bić...
- Bić nie wolno, ale bronić się można jak najbardziej i trzeba to robić, więc jeśli mimo to Cię jeszce raz Cię kopnie, to jej po prostu oddaj!"

Blanka popatrzyła na mnie swoimi wielkimi, zdumionymi oczyskami i zapytała bardzo zdziwiona:

- "Ale czo mam jej oddać mamo???"

czwartek, 25 września 2014

BRAK

Blanka budzi się w okolicach piątej na ranem, siada na swoim łóżku i przez sen zaczyna powtarzać, popłakując:
- "Gdzie moja mamunia, gdzie moja mamunia, gdzie mamunia...?"

Wyskakuję z łóżka jak podcięta batem, idę do niej, przytulam, głaszczę po lnianych włosach, przestaje zawodzić, powoli usypia a ja razem z nią.

***
Poranne rozstania w przedszkolu nadal są dla Blanki bardzo trudne, wychodzi zadowolona, twierdzi, że było fajnie, ale rano, kiedy zbliża się pora pożegnania - wtula się we mnie, popłakuje i mówi:
- "Jest mi smutno, bo Ciebie tu nie ma!"
Tłumaczę jej, że jest Amelka, są inne dzieci, jest ciocia Karolina; mówię w końcu, że przecież taty też tu nie ma, a ona pociągając nosem, odpowiada:

- "Ale Ciebie nie ma bardziej..."

niedziela, 21 września 2014

CYCUSZKI

Blanka czeka na kąpiel; zdjęła już wszystkie ubrania, stoi przy wannie a ja dolewam zimnej wody, bo Młoda stwierdziła, że ta, którą przygotowałam, jest za gorąca. Stoi goła, patrzy na swoją klatkę piersiową i nagle mówi:
 - "Mamo, ja mam takie małe cycuszki...

Łypię okiem, ona patrzy badawczo, więc potwierdzam:

- No masz... - zastanawiając się gorączkowo, jak potoczy się dalej ta rozmowa

- A jak będę duża, to mi urosną...?

- Ychyyy - mamroczę twierdząco, gdy Młoda dorzuca:

- .... takie duże jak tacie?"
 -....
- Mamo, dlaczego się śmiejesz???
 
KURTYNA

czwartek, 18 września 2014

MATERIALISTKA

Przychodzi dumny z siebieTroll do ojca i oznajmia:

- "Tato, byłam grzeczna w przedszkolu! I prawie nie płakałam!"

Ojciec postanawia docenić bohaterstwo jedynaczki, która aktualnie przechodzi kryzys przedszkolny, więc mówi:

-"Bardzo się cieszę, chodź, dostaniesz buziaka w nagrodę!"

Troll łypie okiem na rodzica, myśli chwilę, po czym rzuca tonem lekko roszczeniowym:

- "W nagrodę to ja chcę księżniczkę Lunę..."


wtorek, 16 września 2014

JAK CI MINĄŁ DZIEŃ?

Czekałyśmy z Blanką na paczkę z książkami dla niej. Dość długo, bo wysyłka się opóżniła, ale w końcu przyjechały, na adres firmowy. Już przez telefon uprzedziłam Trolla, ża tak, są, w końcu przywieźli, jak przyjadę z pracy to przywiozę.
Kiedy wróciłam, Blanka aż podskakiwała na kanapie, podekscytowana, z oczami wielkimi jak spodki, ucieszona jak mały psiak. Kicała i powtarzała jak mantrę:

"Masz czoś dla mnie mamo, masz? No masz mamo? Masz czoś dla mnie???"

Nawet się ze mną nie przywitała, więc nieco poirytowana, zwróciłam jej uwagę:

"Blanka, a gdzie buziak? A "Dzień dobry mamo, jak Ci minął dzień?""

Moje urocze dziecko pomiędzy jednym podskokiem, a drugim rzuciło z uśmiechem:

"Dobrze mamo!
A masz czoś dla mnie, no masz????

KROPKA NAD I

Wróciliśmy z cyrku - pod drodze skręciliśmy na lody, kupiliśmy po gałeczce - Blanka śmietankowe, ja bakaliowe, tata - śliwkowe. Zjadł pierwszy, więc poszedł odprowadzić rowery do garażu, a my zostaliśmy po "leklamą", jak mówi Blanka, bo mieliśmy jeszcze w planach spacer. Mała zagapiła się na żebrzącego o lody Travisa i wystarczyła chwila, by rozpuszczający się przysmak spłynął na jasną sukienkę młodej, tworząc, długi wyraźny ślad przez cały przód. Załamałam ręce i pytam Trolla:

- "Blanka, uważaj, cieknie Ci ten lód na sukienkę, zobacz jak to teraz wygląda!

Blanka zgodnie z moim poleceniem odciągnęła sukienkę do przodu, popatrzyła, pomyślała chwilę i powiedziała rezolutnie, wyraźnie ucieszona:

- "Wygląda jak i. Zobacz mamo, wygląda jak i! Tylko ma dwie kropki!!"

piątek, 12 września 2014

MATEUSZEK

Gdy Blanka wróciła w niedzielę do domu po wizycie u babci, zapytałam ją:

"Blaneczko, a ciocia ma ciągle jeszcze taki duży brzuch?"
Blanka niewiele myśląc, odparła:
"Taaaak. Mateuszek się jeszcze nie wydostał"

Czekamy. Jeszcze tylko miesiąc i mój brat będzie miał syna.
Co to jest miesiąc, gdy ma się za sobą jedenaście lat czekania...

czwartek, 11 września 2014

ROZMOWY Z B

- "Ubieraj się Kocie!
- Ale po co?
- Idziemy do przedszkola, zaraz wychodzimy
- ALE DLACZEGO JA MAM ZNOWU IŚĆ DO PRZEDSZKOLA? PRZECIEŻ WCZORAJ JUŻ TAM BYŁAM!
 - Bo to Twój obowiązek. Ja chodzę do pracy, tata chodzi do pracy, a Ty do przedszkola
- A Travis?
- Co Travis?
- A jego obowiązki?
- Yyyyyyy..... Travis nas pilnuje...
- Mamo, ale on śpi cały dzień na kanapie!
- Yyyyyy.... jak śpi, to nas też pilnuje, to jego obowiązek, no i chodzić na spacery...
- i robić kupę na trawniku?
- Tak"

Uffff ....

- "Blanka umyj zęby, bo masz na nich taki biały osad
- Osa? Maaaamooo? Osa???? Mam w buzi osęęęę??? Osaaaa tam siedzi??? (prawie ryk)
- Blanka, nie osa, tylko osad, jedzonko się osadza i trzeba je zmyć
- Sadza? Jaka sadza? Czarna? Mam czarne zęby?
- Nie. Nie sadza. OSADZA. Idź już umyj!!!"

Kurtyna

 

środa, 10 września 2014

O TRUDNYM ROZWOJU

Pierwszy kryzys już wystąpił. Po trzech dniach chodzenia do przedszkola, entuzjazm Blanki nieco opadł; gdy w czwartek rano odkryła, że po raz kolejny musi się ubrać i wyjść, jęknęła: "Znowu do tego przedszkola???" Ale poszła, choć do sali weszła z miną mocno niewyraźną. W piątek marudziała od samego rana, popłakiwała po drodze, mówiąc mi, że tęskni, że jest tam taaaak długo, że woli być ze mną. Serce mi się krajało, ale tłumaczyłam, że każdy z nas ma swoje obowiązki - tata chodzi do pracy, ja chodzę do pracy, a ona do przedszkola. Milczeniem pominęłam fakt, że Travis śpi cały dzień w domu. Poszła, ale jak zbity psiak; po wyjściu mówiła mi, że płakała, bo jak szli na plac zabaw, to myślała, że idzie już do domu, a okazało się, że trzeba jeszcze wracać do sali.

Z tego co wiem, w przedszkolu zachowuje się ładnie, pomijając drobny incydent, kiedy to pobiła się z Amelką o kolejkę do toalety. Przynosi kropki na raczkach w nagrodę za dobre zachowanie, informuje mnie też od razu, kto nie dostał i za co - Zuzia, bo biła inne dzieci i zabierał im zabawki. Michaś i Adaś bo wyrywali sobie samochodziki. Relacjonuje na bieżąco - jest fajnie, tańczą, śpiewają, po obiedzie leżą na dywanie i robią "figury", część dzieci idzie spać - Blanka konsekwentnie odmawia udziału w leżakowaniu. Płacze tylko Michaś i Kacprek, było przedstawienie o "Lisu, dziku i zającu", generalnie jej się podoba, ale...

Okazało się, że przesiadka z codzienności jedynaczki, która miała na wyłączność, mamę, tatę, nianię i dziadków do rzeczywistości przedszkolnej, w której musi funkcjonować w ponad dwudziestoosobowej grupie, jest dla Blanki bardzo trudna. W minionym tygodniu widziałam wyraźnie, jak pęcznieje w niej, jak narasta dziecięca frustracja, niezadowolenie; jak buntuje się rogata dusza Blanki, jak cisną ją nowe reguły i nakazy. Zdawałam sobie sprawę, że ten balonik trudnych emocji kiedyś musi pęknąć, nagomadzone uczucia muszą znaleść ujście, więc w miarę spokojnie przyjęłam jej płaczliwość, złość i nieskrywane niezadowolenie, które właściwie nie miało żadnej konkretnej przyczyny. Drugiego dnia nieco skoczyło mi ciśnienie; pod koniec tygodnia zaś, niczym ostatnia patologia, odbiór dziecka z przedszkola poprzedziłam lekkim znieczuleniem; mniejsza o szczegóły - wiedziałam po prostu już, co mnie czeka.

Po wyjściu z przedszkola awantury bowiem wybuchają właściwie bez żadnego powodu. W piątek mega płaczem skończyło się już samo wyjście z szatni, bo - uwaga! - Blanka chciała Amelce zrobić warkoczyk i przypiąć go spinką, a ja tej  nieszczęsnej spinki nie miałam. Wrzeszczała, ryczała, nie pozwalała sie przytulić, aż pani woźna zlitowała się nad nią i znalazła jakiegoś motylka z klamerką. Pomogło. Na jakieś dwie minuty, bo w drodze do domu rozładunek emocji rozpoczął się na nowo. A to kasztan był pęknięty, a to Amelka nie chciała dać jej soczku, wszystko powodowało rozpaczliwy płacz. Kiedy w końcu przyniosłam chlipiące dziecko do domu, oznajmiło mi, że jest zmęczone, śpiące i chce się iść kąpać. Była godzina siedemnasta. Jakoś dotrwałyśmy do siódmej, po czym Młoda zjadła kolację, obejrzała bajkę i zasnęła, jakby jej ktoś zasilanie odłączył

. Żal mi jej. 
Wiem, że jest jej trudno. 
Mi też.
Nie wiem, komu bardziej.

Widać wyrażnie, że przedszkole jest dla niej sporym wyzwaniem. Jakby nie było - to ciągle bardzo małe dziecko, nadwiek rozwinięte, ale de facto - ciągle trzylatek, który radzi sobie z własnymi emocjami, tak jak potrafi. A że nie bardzo potrafi, bo dopiero się uczy, to już inna bajka. Kiedy więc wrzeszczy mi na środku ulicy: "Nie będę Cię słuchała!!!! Będę Ci uciekała!!! Będę rzucała przedmiotami!!! Będę Cię biła i kopała Travisa! I nie będę w ogóle z Tobą rozmawiała!" - to staram się uśmiechnąć do niej (i nagromadzonej publiczności) mimo postępującego szczękościsku i powtarzam sobie w myślach: "To minie, to minie..."

Wszystko minie.
Już mija. 

W poniedziałek marudziła trochę, wyrażnie rozczarowana, że do tego przedszkola trzeba chodzić i chodzić, ale poszła, zachęcona faktem, że będzie teatrzyk, a Blanka uwielbia tego typu atrakcje.  We wtorek było już lepiej, zwłaszcza, że razem z Małą pofrunęła do przedszkola księżniczka Celestia. Dziś marudzenia nie było, ale pojawiły się pierwsze symptomy przeziębienia, bo szacowny ojciec uwierzył wczoraj dziecku, że przyszło rano bez kurtki (wrrrrrr.....) i przywiózł ją do domu w samej bluzie, na dodatek w lejącym deszczu. Tak więc nie wiem, czy nie czeka nas od jutra przerwa; szkoda byłoby, bo widzę, że Młoda zaczyna wchodzić w ten ustalony rytm, wstaje sama o siódmej, jeszcze przed budzikiem, dziś nawet słowa nie rzekła, że iść nie chce, przyjęła poranne wyjście z domu jako coś naturalnego. Mam nadzieję, że szaleńcze kichanie nie zmieni się w katar i Blanka zamknie ten tydzień w przedszkolu. 

Widzę bowiem, że jest jej trudno, ale z dnia na dzień - coraz łatwiej. 
I cały czas mam w głowie to, co powiedziały mi kiedyś dziewczyny powadzące klub malucha, do którego chodziła Blanka:

"Rozwój odbywa się najczęściej poza strefą komfortu"

I małych ludzi, i dużych. 

czwartek, 4 września 2014

ZASADNICZA RÓŻNICA

Idę do łazienki myć głowę, Blanka leci za mną, staje obok wanny, patrzy jak się nachylam, moczę włosy, proponuję, żebym użyła balsamu do kąpieli. Tłumaczę jej, czym się różni od szamponu, do czego służy, Mała pyta, czy może popatrzeć, jak myję włosy. Ona nienawidzi tej czynności, pytam więc ją:

- "A nie będziesz się bała?"
Na co Blanka z uśmiechem odpowiada:
- "Nie moje myjesz"

Fakt. Zasadnicza różnica. 

środa, 3 września 2014

POTYCZKI Z JĘZYKIEM

Blanka wykąpana, w piżamie, siedzi na kanapie i czeka na bajkę na dobranoc. Od ukochanych kucyków dzielą nas jeszcze tylko reklamy, wyłączam się więc, usiłując podczytać coś przez te kilka minut. Z lektury wyrywa mnie zdziwiony głosik Blanki, pytający z niedowierzaniem:

"Połknął lanie??? Ale jak mamo?"

Wracam do rzeczywistości, zerkam w telewizor i zaczynam się śmiać, szybko korygując zasłyszany tekst:

"Po pneumolanie, tak Pan powiedział Blanuś"

wtorek, 2 września 2014

BAT

Seans w kinie. Na ekranie końcówka "Dzwoneczka i tajemnicy piratów", zapalają się światła. Blanka zeskakuje mi z kolan, zdejmuje z nich podkładkę, na której siedziała, bierze pod pachę i maszeruje do wyjścia, rzucając mi przez ramię: "Ja sama odniosę mamo!' Podkładka jest duża, a Blanka mała, ale nie daje się, taszczy ją, przeciskając się bokiem między rzędami foteli. Biorę torbę i idę za nią; Młoda zatrzymuje się, bo siedząca kilka miejsc dalej mama z dwójką dzieci tarasuje przejście. Trzyma w jednej ręce dwie podkładki do siedzenia, w drugiej torbę, swoją kurtkę i kurtki dzieci. Sześciolatka z długimi włosami, w czapce z daszkiem i jej młodszy o dwa, trzy lata brat stoją tak, że nie da się przejść. Czekamy więc. Matka, objuczona jak wielbłąd, usiłuje zebrać puste kubki po popcornie i coca - coli, upycha w nie torebki po chipsach. Córce najwyraźniej coś zaświtało, próbuje więc jej pomóc, ale w odpowiedzi słyszy warknięcie:

"Zostaw, bo porozsypujesz, ja to wezmę!" 

W końcu wzięła. W trzecią rękę.
W tę, którą kręci sobie własny, prywatny bat
Podwójny


poniedziałek, 1 września 2014

PRZEDSZKOLAK

Blanka poszła do przedszkola. Z gulą w gardle, niemal ze łzami w oczach zaprowadziłam moją malutką dziewczynkę do placówki edukacyjnej, a raczej zaprowadziliśmy, bo poszedł z nami i tata, i nawet Travis. Zdecydowanie mi było trudniej, bo Młoda jak zobaczyła w holu przedszkola swoją ukochaną przyjaciółkę Amelkę, to pogalopowała do szatni zdejmować kurtkę i buty, no bo Amela była już przebrana. Zdążyła jeszcze zademonstrować przyjaciółce swoje getry z kotkami, ("No zobacz jakie mam ładne, o, tu są takie koty, podobają Ci się?") zachwycić się czerwonymi sandałami kumpelki i... poszły. A konkretnie to pognały do sali tak, że o buziaka na pożegnanie musiałam się upomnieć, gdy dziecko było już niemal za drzwiami. Cmoknęło mnie w policzek, rzuciło na odchodnym "To pa mamo, już ić do pracy1" i poleciało. Tak po prostu. Jakby chodziła tam od zawsze. Do obcych, płaczących dzieci, do pani, którą widziała pierwszy raz na oczy, do sali w obcym miejscu, z uśmiechem na ustach, bez stresu i jakichkolwiek obaw. 

Odebrana po południu streściła mi w telegraficznym skrócie przebieg całego dnia: było fajnie, nie płakała, płakało tylko dwóch chłopców, Kacper i Michałek, ale Pani ich pocieszała, Pani Karolina, ale jest też Pani Violetta, piła herbatkę, na obiad była pomidorowa, jadła sama (sądząc po plamach na bluzce - mówi prawdę), Amelce pani trochę pomagała, nie pamięta, co było na śniadanie, bawiła się w "stary niedźwiedź mocno śpi", "ole ole Janko" i "Baloniku nasz malutki", tak jutro też idzie, ale fajnie!

To by było na tyle. Zostałam mamą przedszkolaka...