czwartek, 29 maja 2014

TROLL

Wracam z Młodą z Bunbuna. Blisko już do domu, gdy Blanka zaczyna marudzić:
- "Weź mnie na rączki, ponieś troszeczkę, tylko do świateł, jestem taka zmęczona, nóżki mnie bolą, poniesiesz mnie?"

Od przejścia dla pieszych dzieli nas kilkanaście metrów; lituję się nad Trollem i biorę na ręce; tuż przed przejściem dla pieszych Młoda zmienia front:
- "Zanieś mnie dalej mamusiu, proszę, do domu!"

Zaczynam protestować i tłumaczę cwaniarze:
- Blanka, tego nie było w umowie, chyba, że podpisałyśmy jakiś aneks, o którym nie wiem, miałam Cię nieść do świateł, a nie dalej"
- "Nie mamusiu, dalej, do samego domku!"

Nie chce mi się z nią dyskutować, w sumie jesteśmy pod blokiem, targam więc dalej ten słodki ciężar, który tuż za przejściem dla pieszych zaczyna się radośnie śmiać i z satysfakcją oraz rechotem oznajmia mi:
- "Ale Cię nabrałam mamo, ale Cię nabrałam, ha, ha, ha!"

Ale śmieszne. Bardzo.

wtorek, 27 maja 2014

DYSKUSJE Z TROLEM

Dyskutuje, kłóci się, mądrzy. Wnerwia, złości, irytuje. Zaskakuje, zadziwia, zmusza do zastanowienia. Ma trzy lata, a ja coraz częściej nie jestem w stanie jej przegadać, bo brakuje mi argumentów. Zwłaszcza, że już wiem, bo przekonałam się nie raz, że wszystko, co powiem, wszystko co zrobię, może zostać użyte przeciwko mnie...

-"Słyszysz Blaneczko, piesek szczeka pod blokiem!
- Maaaamooo (z poczuciem wyższości) - piesek hauczy! (no bo skoro kotek miauczy... logiczne)

*

Siedzi w wannie; mówię, że idę zaraz wracam i wychodzę po ręcznik. Wracam - stoi goła, z rękami założonymi na piersi, z obrażoną miną:
- "Maaaamooo, gdzie byłaś? Ja taka niewyjmięta...
- Byłam po ręcznik, bo zapomniałam
- Zapomniałaś? Ty moja gupsztalko...
- Blanka! Nie wolno tak mówić!
- Mamoooo, ale to tylko taki żart był..."

*

Rozmawiamy sobie zawsze podczas kąpieli, ja ją pytam o antonimy, pojęcia abstrakcyjne, a ona mi wyjaśnia:
- "Blanka, a co to znaczy, że ktoś jest zły?
- Tooooo... tupie nóżką!
- Blanka, a co to znaczy stary?
- Dziadek jest stary!
- A ja?
- Ty jesteś nowa!"

*

Siedzi i czesze sobie włosy, w końcu oznajmia:
- "Ja mam takie blond
- A ja?" - pytam
- Takie szaro - bure" 
Ciemny blond. Wprowadzić do dziecięcego słownika. Pilnie. 

Wracamy z zakupów. Sadzam ją na ławce, bo chcę jej zmienić grube, ciepłe skarpety, które sobie założyła rano, na cienkie, które właśnie kupiłam. Protestuje, nie chce; w końcu po prostu zdejmuję jej buty, zakładam skarpetki, zapinam rzepy. Patrzy na mnie w wyrzutem i smutkiem, w końcu pyta:

- "Dlaczego mnie zmusiłaś???"
Nie wiem, co odpowiedzieć...

*

Siedzi na kanapie i marudzi, żeby jej włączyć bajkę. Ostatnio maniacko ogląda "Sąsiadów", potrafi prosić o ten sam odcinek kilka razy, odmawiam i słyszę:

- "Jak mi zmienisz, to będę się uśmiechała i będę ładnie jadła.."

*

Przynoszę jajko na śniadanie. Z pomidorkiem, z ogórkiem, zgodnie z życzeniem Blanki. Patrzy i krzywi się:
- "Chce z papryką!
- Blanka, powiedziałaś, że ma być z pomidorem i ogórkiem!
- Zmieniałam zdanie..." 

*

Idziemy na lody. Pytam przezornie przed wyjściem, czy przypadkiem już rano nie była z tatą na gałeczce. Nie, nie była. Kupujemy więc po kuleczce, siadamy na betonowej podstawie reklamy, Travis zalega na trawie; dzwoni tata i bardzo się dziwi, że dziecko znów je loda. Atakuję więc Blankę:
- "Mówiłaś, że nie byłaś z tatą na gałeczce!
- Nie byłam!
- Tata mówi, że byłaś i jadłaś!
- Jadłam kręconego..."

*

Rozwaliła lego po całym dywanie, bawiłyśmy się razem rano, a tu już południe - klocki ciągle leżą rozsypane. Proszę więc:
- "Blanuś, posprzątaj proszę kocki
- Nie, ty posprzątaj mamo!
- Blanka, ale to Twoje klocki, ty się nimi bawiłaś. Ja je mogę najwyżej wywalić do kosza.
- Ty też się bawiłaś się ze mną, budowałaś stajnię, posprzątaj połowę!"

*

Mówi do mnie moim tonem, moimi słowami i moim głosem:
- "Proszęeee Cię, mamo, no proszę Cię!
- "Blanka to ja Cię proszę!
- "Nie, to ja Cię proszę mamo!



czwartek, 15 maja 2014

SZEPTEM

Blanka nagle przerywa zabawę i przybiega do mnie rączym kłusem, oznajmiając:
- "Coś Ci powiem! Na ucho!"

Schyla się, składa raczki w trąbkę, przykleja do mojego ucha i szepce rozradowana:

- "Bardzo Cię kocham mamo!"

piątek, 9 maja 2014

DŁUGI WEEKEND

Długi weekend spędziliśmy w domu, ale poza nim. W piątek pojechaliśmy zobaczyć "dżunglę" - razem w Blanką odwiedziliśmy palmiarnię. Deszcz stukał w szyby, a my oglądaliśmy olbrzymie bananowce, palmy, karmiliśmy żółwie i złote rybki, wagi średniej tak na oko pięć kilogramów sztuka. W sobotę, choć deszcz lał jak z cebra, mimo obaw, że skończy się chorobą, namówiłam męża na wyprawę do aquaparku. Wyjście z domu wiązało się z pewnymi problemami, bo Blanka za nic nie mogła zrozumieć, po co ma się ubierać, skoro będzie się zaraz kąpać... Stała w samych majtkach, patrzyła na mnie baranim wzorkiem i pytała z wielkim zdziwieniem: "Będę się kąpać w getrach i butach? No co ty mamo??!!" Nie pomagało tłumaczenie, że przebierze się w swój ulubiony kostium z hello kitty ("z kotkiem, co zamknął jedno oczko?"), bo chciała go zakładać już w domu. W końcu dała się jakoś ubrać i dotarliśmy. 
I nastał czas szaleństwa. Łaziła na czworakach - "pływała", właziła do wody po brodę i twierdziła, że jest fajnie, pływała z tatą w rwącej rzece piszcząc z radości, a na zakończenie zachciało się jej zjeżdżać z największej dostępnej pod dachem Fali, bardzo kolorowej zjeżdżalni. Przeznaczonej, jak później doczytałam, dla dzieci od lat ośmiu. Zjechaliśmy raz razem, oczywiście padło zaraz hasło "jeszcze!" i Młoda z błyskiem szaleństwa pognała z powrotem na górę. Ledwie ją dogoniłam, by usłyszeć stanowcze: "Ja sama!" I tak zrobiła. Tata ją łapał na dole, a ta wariatka sunęła w dół z prędkością pocisku, wrzeszcząc na cały głos z radości. Kilkanaście minut później, gdy przyszedł czas na wyjście, też ryczała na cały głos. Tym razem z rozpaczy. Luby musiał ją wynieść na rękach, bo wyrywała się, uciekała z powrotem na zjeżdżalnię, a zniewolona - wierzgała, kopała, łkała na cały głos: "Ja chceeee tuuuu jeeeeszcze zoooostać!!! Tu jest tak fajnie! Ja nie chce wychodziććććććć!". Płakała w szatni, płakała w aucie, generalnie płakała do samego domu. Czarna rozpacz. Kiedy dotarliśmy do mieszkania, zjadła obiad, oznajmiła mi, ze musi się zdrzemnąć i taka jak stała - zasnęła. Na 4 godziny. 

W niedzielę wybraliśmy się do ZOO Safari, gdzie największą atrakcją okazała się przejażdżka na kucyku. I znów moje dziecko poszło jak w dym z obcym człowiekiem jeździć na koniu, któremu ledwo sięgała do brzucha, nawet się na nas nie oglądając. Co prawda na grzbiecie szkapy mina już jej nieco zrzedła, ale dała radę. I tak wyglądał długi weekend z kamikadze...

piątek, 2 maja 2014

NIESTETY

Blanka spędziła z tatą kilka dni i babci. Gdy wróciła wczoraj, wyściskałam ją i powiedziałam, ze bardzo za nią tęskniłam. Na co moje dziecko odparło:

- "Ja też za Tobą tęskniłam. Niestety.."