wtorek, 3 grudnia 2013

ONA MNIE ZNA...

Byłam niewyspana i zmęczona. Śpieszyłam się. Blanka marudziła. Nie chciała się ubrać. Uciekała. Travis patrzył błagalnym okiem spod okna, widząc, że wychodzimy. Liczył, że jego też zabiorę. Właził pod nogi i się plątał, kiedy próbowałam dostać się do schowka. Wyciągnęłam wózek, ale się zaciął, nie wiedziałam, jak go rozłożyć. Pomogło walenie pięścią w blokadę. Nie mogłam znaleźć nigdzie pokrywki do pojemnika, w który zwykle pakuję Blance drugie śniadanie do Klubu Przedszkolaka. Mała ryczała, że nie chce kanapek, owoców też nie. Rajstop też nie i żebym nie zapinała guzika u spodni, bo ją boli... Kurtkę założyła, ale tył na przód. Pobeczała się, że nie może znaleźć suwaka. Zdjęłam, założyłam normalnie. Poszłam szukać czapki. Młoda zabrała się za wciąganie butów; po 10 sekundach cisnęła butami z furią i zażyczyła sobie jesienne, fioletowe półbuty. Siłą założyłam jej zimowe trzewiki. Znów się pobeczała. Ze złości. Zapakowałam do wózka. Upchnęłam jej plecaczek do kosza pod spodem. Odgoniłam łaszącego się psa od drzwi; łypnął okiem z pretensją. Już wiedziałam, że coś pogryzie w akcie zemsty. Ubrałam się, założyłam kurtkę, czapkę, rękawiczki i już miałyśmy wychodzić, gdy przypomniało się Małej, że ona musi, ale to koniecznie musi zabrać z sobą tygrysa. Przeszukałam całe mieszkanie; nigdzie nie mogłam znaleźć akurat tego pluszaka. Zaproponowałam misia. W odpowiedzi usłyszałam żałosne: "Chceeeee tygryyysaaaaa!!!". Przeryłam chatę. Przy okazji spłynęłam potem. Futrzak zaginał. Przekopałam wszystkie pomieszczenia i znalazłam go w łazience. Mokra jak po wyjściu spod prysznica, spóźniona i zła wyprowadziłam w końcu wózek z dzieckiem na klatkę, zamknęłam za sobą drzwi i wepchnęłam bolida do windy. Cholerne drzwi z domykaczem zamknęły się na mnie. Zjechałam na dół. Wytargałam wózek. Zniosłam po schodach na dół. Otworzyłam drzwi od klatki, przytrzymałam stopą, ale zanim wytarabaniłam się na zewnątrz z całym majdanem, ciężkie, metalowe wrota walnęły mnie z całej siły w plecy. " Pier... ne domykacze" - pomyślałam sobie, zgrzytając zębami ze złości. Stargałam wózek z dzieckiem z kolejnych schodków, postawiłam na chodniku i... 

odkryłam, że nie wzięłam z domu torby. Nie wytrzymałam. Pod nosem, ale całkiem głośno, nie zważając na obecność dziecka, soczyście sobie zaklęłam:

- "Kurrrwa!"

Sekundę później  moja córka wyjrzała z wózka, popatrzyła na mnie i z uśmiechem zapytała:

- "Co zapomniałaś mamusiu?" :-)

12 komentarzy:

  1. Hehe, przepraszam, ale sie usmialam...
    Ciesze sie, ze nie tylko ja mam takie dni i nie tylko mi wyrywaja sie przeklenstwa w obecnosci dzieci... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj. Uśmiałam się nieźle i okazuje się, że nie tylko ja mam takie dni, że wszystko i wszystkich bym poroznosiła na kawałki.
    Niestety nasze domowe magnetofony znają nas lepiej niż my same. Pozdrawiam B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się obśmiałam!!!:-] Rewelacyjny wpis, chociaż pewnie Tobie wtedy nie było do śmiechu. A może potem jednak było?;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się uśmiałam - jak już usłyszałam to pytanie, to zarżałam jak rasowa kobyła :-)

      Usuń
  4. Jak dobrze, że mieszkamy na parterze i nie musze się tak codziennie męczyć i targać wózka z dzieckiem..

    OdpowiedzUsuń
  5. Na następny raz śpiesz się powoli, to wszystko pójdzie jak po maśle. ;) No, może prawie wszystko. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobne:
    Mężuś, każdą nawet drobną naprawę czy czynność, która wymaga trochę wysiłku, precyzji, cierpliwości musi ubrać w odpowiednie, często niecenzuralne słowa. Podobno pomaga.
    Pewnego wieczora (dzieci już spały) video wciągnęło taśmę. Początkowo spokojnie zabrał się za naprawę, jednak skończyło się jak zwykle, nagle z dziecinnego pokoju dobiega rozespany głos naszego syna: MAMO CO TATO NAPRAWIA?

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie sie czasem jeszcze coś wysypie z rąk:) Jak ostatnio ryza papieru na trotuar. Tylko z wózkiem nie ma problemu, bo go nie używamy i domykacze nie klepią nas po plecach:) rut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My używamy, kiedy musimy gdzieś szybko dojść, bez zatrzymywania się przy każdej kałuży, kamyku, ptaszku, piesku, kotku itp...Brytusia

      Usuń