sobota, 28 grudnia 2013

MOJE


Blanka w tym roku niemal samodzielnie przygotowała pierniczki świąteczne, przy pomocy swojego ojca tylko polukrowała jej i ozdobiła. Tłumaczyliśmy jej, ze kiedy przyjdzie do niej Mikołaj, będzie mogła mu je dać dla reniferów, bo one, po tak długiej drodze, będą zmęczone i głodne. Mała zrobiła smutną minę i radykalnie oznajmiła:

- "Nie dam!
- Ale dlaczego Blanuś???
- To moje ciastka!
- Ale renifery przywiozą Mikołaja i prezenty, będą bardzo strudzone; naprawdę im nie dasz???
- Może jedno..." - zmiękło dziecko...
Pierniczki nie, tak na marginesie

***
Po świętach Mała dzielnie pomaszerowała do niani, zażądawszy uprzednio, żeby jej spakowała te klocki, co jej Mikołaj zostawił u babci. Przesypałam zestaw lego duplo do plecaka młodzieży i wyprawiłam z całym tym majdanem i z opiekunką do jej domu, gdzie czekał już na nią wnuczek, którym też się zajmuje. 
Gdy wróciłam z pracy, zapytałam z ciekawości:

- "Jak tam Blanuś, bawiłaś się z Patrysiem klockami?
- Nie. Zabierałam mu!
- A dlaczego???
- Bo to moje klocki"

Taki etap. 
Mam nadzieję.

4 komentarze:

  1. To minie... Znajdzie przyjemność w dzieleniu się,.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedys jej minie. I Bi, bo tez przechodzi przez ta faze. Oby minelo jak najszybciej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju... jak ona duża! I jeju po raz drugi - jak ten czas pędzi;)

    OdpowiedzUsuń