sobota, 2 listopada 2013

KWADRATA I KASZANKĘ

-"Mamoooo, daj mi tego, tego... tego... Kwadrata! No daj mi kwadrata, proszę!"

Wytężam mózgownicę, jednocześnie dopytując rezolutną dwuipółlatkę, o co jej właściwie chodzi:

- "Jakiego kwadrata Blanuś? Gdzie on jest, gdzie go widziałaś, jak wygląda?"
-"W kuchniiii jest, taki okrągły... No daj mi kwadrata, co tata go z drzewa zerwał nad morzem!"

Eureka. Olśniło mnie:
- "Granata Blanuś, granata... Już daję..."

***

"Tatooooo, daj mi kaszanke, tylko jedną, prooooszę...!" - nudzi Blanka ojcu, siedząc obok niego w foteliku. Luby patrzy na dziecko jak na nieszkodliwego acz upierdliwego wariata, zerka na mnie i pyta, nie dowierzając:

- "Ona naprawdę chce kaszankę???"

Uśmiecham się. Tą zagadkę już rozwiązałam jakiś czas temu, więc mówię:
- "Kankę. Ona chce kankę, nie kaszankę. Kankę czekolady"

2 komentarze:

  1. Kankę czekolady? Czy my na pewno mówimy o tej samej kance? U nas w kance bywa mleko, czekolada nigdy:) rut

    OdpowiedzUsuń
  2. http://sjp.pl/kanka
    Tak, o tej samej. U nas zawsze była kanka czekolady. A mleko było w bańkach.
    Brytusia

    OdpowiedzUsuń