środa, 27 listopada 2013

KTOŚ WIE?

Wczoraj Blanka tuż przed kąpielą usiadła na kanapie, przestała chlipać i zapytała; w sumie nie wiem - mnie, czy też może samą siebie:

- "Dlaczego ja tak płaczę cały dzień?"

No właśnie, dlaczego? Ktoś wie?

Ps. Wcześniej, gdy zapytałam, dlaczego płacze - a ryczała dobre trzy godziny z przerwami, usłyszałam, że beczy bo: chce na karuzelę, chce na spacer, chce loda, chce czekoladkę, chce baję, chce książeczkę, chce malować, nie chce malować, nie chce książeczki,  nie chce bajki, nie chce na spacer, nie chce tych butów, chce na ręce, nóżki ją bolą, chce się przytulić, chce wytrzeć buzię, a na witrynie u fotografa nie było zdjęć dzieci jak zawsze, a w sklepie na parasolach były pieski, a ona chciała, żeby były koootkiiiiiiii łeeeeeeee!!!! 
Same nieszczęścia jak widać.

poniedziałek, 25 listopada 2013

URZĄDZENIE NAGRYWAJĄCO - ODTWARZAJĄCE...

Wczoraj podczas kąpieli Blank oznajmiła ojcu, który siedział z nią w łazience i cierpliwie czekał, aż wychlapie całą wodę z wanny:

- "Jak chcesz, to idź już na to piwo!"

Boję się przy niej odezwać, jest jak urządzenie nagrywająco - odtwarzające... 



środa, 20 listopada 2013

POLICJANTKA

Moja córka przyszła dziś do mnie rycząc i oznajmiła mi przez łzy:

- "Jest mi przykro! Zabrałaś mi moniaska! (wygrzebanego gdzieś pod łóżka, gdzie porastał kurzem) I płaczę! Dlatego! Przeproś mnie! Powinnaś mnie przeprosić! Jest mi przykro! "

Padłam ze śmiechu. Od kilku ładnych tygodni, kiedy Blanka dostaje ataku furii, uczę ją nazywać i choć trochę kontrolować własne emocje. Powtarzam więc w kółko: "Wiem, że jest Ci przykro, bo nie pozwoliłam Ci oglądać bajki i jesteś z tego powodu zła i płaczesz, więc Cię przytulę itd (...) " 

A dosłownie pół godziny przed tą wypowiedzią, babcia tłumaczyła Blance (która mnie uderzyła w złości), że powinna mnie przeprosić...

Dziecko jest jak policjant. 
Wszystko, co powiesz, może zostać użyte przeciwko Tobie. 
I będzie użyte!

czwartek, 14 listopada 2013

BO NIE!

Wczorajszy wieczór. Wróciłam po pracy, otworzyłam drzwi... i znalazłam dziecko kompletnie nagie. Okazało się, że Troll pozbył się odzieży, bo postanowił się wykąpać. O 16.30, żeby było jasne. Wyciągnął też w tym celu wanienkę na środek pokoju, wyłożył ręcznikiem i zaczał nalewać do niej wody. Kubeczkiem. Mała gadzina ubrać się nie chciała. Zmusiłam. Gryzła i kopała w odwecie przez dobrych kilka minut. Blanka zresztą jak się okazało, szalała cały dzień, wściekała się, beczała, wariowała, ryczała bez powodu, ciągnęła psa za ogon, słowem - pokazywała swoje rogi w całej okazałości. W apogeum rzucała butami po domu i pluła na podłogę; a dlaczego? Bo nie pozwoliłam jej... (tu wstaw drogi czytelniku dowolną czynność o charakterze destrukcyjnym) Robiła wszystko, żeby doprowadzić mnie do szału. Prawie jej się udało. Nie włączyłam bajki na dobranoc. Nie pomogło. Zagoniłam do łóżka bez czytania książek. Nie zrobiło to na niej wrażenia. Udzieliłam reprymendy, wyjaśniłam, co mi się nie podobało w jej podstępowaniu, podsumowałam krótko:

- "Bardzo nieładnie się dziś zachowywałaś"
I zapytałam z nadzieją:
- "Ale jutro już się będziesz zachowywać lepiej, prawda?"

- "Nie!" - usłyszałam w odpowiedzi. Z rozpędu zapytałam:

- "A dlaczego nie?"
- "Bo nie!!!"

Obietnicy dotrzymała...


poniedziałek, 11 listopada 2013

SKARGA


Zasiedzieliśmy się wczoraj u babci, zebraliśmy się do domu dopiero w okolicach godziny osiemnastej, kiedy Blance mocno się już miało na spanie. Całą drogę więc Luby zabawiał swoją progeniturę, zmęczoną i senną, która robiła wszystko, by przysnąć. Jej ojciec z kolei robił wszystko, by jej na to nie pozwolić. Nie minął nawet kwadrans, gdy z tylnego siedzenia, prosto z fotelika, dobiegła żałosna skarga, mocno już rozdrażnionej Blanki:

- "Mamoooooo!!!! Tata mi przeszkadza!!!!!!"

piątek, 8 listopada 2013

POCZUCIE HUMORU

Poczucie humoru Blanka posiada. Specyficzne. Kilka dni temu, kiedy zobaczyła wjeżdżający na parking mały, intensywnie pomarańczowy samochodzik, zaczęła się dziko śmiać i zdziwiona brakiem naszej reakcji oznajmiła: "No zobaczcie jakie śmieszne auto, jakie śmieszne!"

A dziś z kolei postanowiła mnie obudzić, skacząc mi po głowie. Dosłownie. Usiadła mi na czerepie i dalej podskakiwać na tym swoim małym, kościstym tyłku. Kiedy w końcu doprosiłam się wsparcia i mały najeźdźca został siłą wyprowadzony z sypialni, to na odchodnym usłyszałam radosny chichot i bardzo rozbawiony, dziecięcy głosik, powtarzający z zachwytem:

"Ale to było śmieszne tato, ale to było śmieszne, ha, ha, ha, ha... !!!!"
No bardzo...

środa, 6 listopada 2013

CZEKOLADOWE DIALOGI (CZYLI POWRÓT DO KONWENCJI)

Blanka łazi za swoim ojcem jak namolny kociak i miauczy:

"- Tatoooooo, bądź dobrym tatem... No bądź dobrym tatem.... Daj czekoladkę!"

****
Daję dziś Małej kankę uwielbianego przysmaku, zastrzegając jednocześnie:

- "Ale tylko jedną, pamiętasz, że się umówiłyśmy?"
- Tak!
- Obiecaj, że nie będzie zadymy o kolejną kostkę! Nie będzie? Obiecujesz?
- Tak!!!
- Jesteś pewna?
- Nie"
:-)

niedziela, 3 listopada 2013

NIC



Nie, nic. Naprawdę nic. Nic mi jest. 
Nie pytaj. Nie, nie powiem. To nie ma znaczenia. Mówienie nie zmienia niczego. Niczego na wnosi. Na nic nie wpływa. Nie, tym bardziej nie napiszę. Nie umiem. Nie umiem już nawet sklecić prostego, porządnego zdania, prostego jak z dwóch desek. Przycinam, równam, wygładzam kanty, pasuję…

To co piszę, nie pokrywa się z tym, co się dzieje… Cedzę słowa. Precyzyjnie oddzielam, jak żółtko od białka, anegdoty z życia Małej od reszty. Wodzę palcem po cienkiej, śliskiej ściance naczynia, wyprowadzam na opuszku skorupy na zewnątrz. Ucieram pieczołowicie słowa w gładką masę konwencji. Ciasto jak w przepisie próbuję podzielić na dwie równe połowy. Nieudolnie. Jedna rośnie, puchnie, przelewa się przez krawędź, druga opada. Coraz niżej. Rozwarstwia się, w końcu trzaska tworząc otwarcie nagłe jak pęknięcie starej rany. Nic z tego. Czułam, że nie wyjdzie, że się nie uda. Nie upiekło mi się, ciągle mam w głowie szufladę pełną surowego ciasta.

 „Nazywa się piekarnik, bo służy do pieczenia a potem do karmienia tym, co się w nim upiekło na kolacje, mam racje?” czyta mi Blanka. Masz rację, kochanie. Moje ty małe słodkie ciasteczko. 

Nadzieja matką takich jak ja.

sobota, 2 listopada 2013

KWADRATA I KASZANKĘ

-"Mamoooo, daj mi tego, tego... tego... Kwadrata! No daj mi kwadrata, proszę!"

Wytężam mózgownicę, jednocześnie dopytując rezolutną dwuipółlatkę, o co jej właściwie chodzi:

- "Jakiego kwadrata Blanuś? Gdzie on jest, gdzie go widziałaś, jak wygląda?"
-"W kuchniiii jest, taki okrągły... No daj mi kwadrata, co tata go z drzewa zerwał nad morzem!"

Eureka. Olśniło mnie:
- "Granata Blanuś, granata... Już daję..."

***

"Tatooooo, daj mi kaszanke, tylko jedną, prooooszę...!" - nudzi Blanka ojcu, siedząc obok niego w foteliku. Luby patrzy na dziecko jak na nieszkodliwego acz upierdliwego wariata, zerka na mnie i pyta, nie dowierzając:

- "Ona naprawdę chce kaszankę???"

Uśmiecham się. Tą zagadkę już rozwiązałam jakiś czas temu, więc mówię:
- "Kankę. Ona chce kankę, nie kaszankę. Kankę czekolady"