środa, 23 października 2013

KONSEKWENCJA

Blanka od października uczęszcza do Klubu Przedszkolaka. Dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki, spędza pół dnia z maluchami w swoim wieku w prywatnym mini - przedszkolu. Siedmioro dzieci, dwie panie, miejsce znane i oswojone, bo od blisko pół roku chodziłyśmy tam razem na różne zajęcia. 

Pierwszy raz poszła dzień po naszym powrocie z urlopu - pełna entuzjazmu, powtarzała, że chce do dzieci, mówiła, że będzie się bawić, tańczyć i śpiewać. Została dzielnie sama, bez płaczu, bawiła się ponoć świetnie, brała udział we wszystkich zabawach, tylko upewniała się co jakiś czas, czy mama na pewno po nią przyjdzie. Kiedy wróciłam po nią o trzynastej, przybiegła uradowana, rzuciła się  mi w ramiona i natychmiast się pochwaliła: "Tańczyłam, śpiewałam!"; w doskonałych nastrojach wróciłyśmy do domu. 

Potem się nieco przeziębiła, więc jedno spotkanie opuściłyśmy, ale kiedy wróciłyśmy po tygodniu do "Bunbuna" (tak Blanka mówi na Klub Przedszkolaka), rozegrał się wielki dramat. Niby poszła się bawić, ale bez entuzjazmu, a po kilkudziesięciu minutach od mojego wyjścia wpadła w taką histerię, że musiałam po nią wrócić. Owszem, chciała zostać i bawić się dalej z dziećmi, ale "z mamą!". W końcu zabrałam ją do domu, kładąc kiepski nastrój na karb niedoleczonej infekcji i "twardego lądowania" w normalnej rzeczywistości. 

Po dwóch tygodniach spędzonych z rodzicami, kiedy mama i tata byli na wyciągnięcie ręki i na zawołanie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, po wspólnych kąpielach w morzu i basenie, po dniach zabawy, śmiechu i radości, okazało się nagle, że nastał koniec dziecięcego raju. Mama wróciła do pracy, tata też, najpierw pojawiła się babcia, potem trzeba było iść do niani - na podstawie scen rozstania z ojcem śmiało można byłoby nakręcić "Egzorcystę 5". Oj nie spodobało się to wszystko maluchowi, podobnie jak fakt, że po kolejnej przerwie wróciłyśmy do "Bunbuna"

Niby mówiła, że chce iść, niby się cieszyła, ale kiedy przyszła pora rozstania, zawisła mi na szyi z dramatycznym płaczem i wezwaniem: "Nie ić, mama nie ić!".  A ja, choć serce mi pękało, poszłam. Ponoć uspokoiła się szybko i zajęła się pocieszaniem innych dzieci, bo nie da się ukryć, że jej płacz wywołał lawinę innych płaczów. W ciągu tych kilku godzin zaliczyła jeszcze kilka większych i mniejszych kryzysów, ale kiedy po nią przyszłam, twardo oznajmiła mi:

- "Było fajnie! Nie płakałam. Prawie wcale! No trochę.... Płakałam, bo chciałam do taty!" 

Jutro idziemy znów. Już mam duszę na ramieniu, zwłaszcza, że dziś przeprowadziłam z Blanką następującą rozmowę:

- "Chcesz iść jutro do Bunbuna?"
- Tak!
- Będziesz się bawić z dziećmi? Tańczyć, śpiewać i rysować?
- Tak!
- A będziesz płakać?
- Tak!"

Grunt to konsekwencja...

6 komentarzy:

  1. Kurcze też nie lubiłam chodzić do przedszkola.. Choć w sumie ja nie lubiłam zwłaszcza pożegnań a potem było z górki :) Mam nadzieję że u was też jakoś się uda :)
    pozdrawiam
    agad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożegnania najgorsze, jak tak wisi mi uczepiona u szyi i błaga "nie ić, nie ić mama!"... Ech....

      Usuń
  2. spokojnie, to minie. Bartek mi ryczał dzień w dzień przez półtora miesiąca, a ja i tak go prowadziłam do przedszkola i wpychałam do sali, i zamykałam za ryczącym drzwi. a w tym roku raz wyszło tak, że musiał pobyć w przedszkolu 2 godziny dłużej i jeszcze mnie obtańcował, że za wcześnie po niego przyszłam, bo nie zdążył obrazka pokolorować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mika, ale Blanka wpada w taką histerię, ze musi wychodzić z drugą Panią z sali, bo pierwsza nie jest w stanie prowadzić zajęć, tak Młoda ryczy. Serce mi pęka, jak ją zostawiam, ale z drugiej strony wiem, że nie dzieje się jej krzywda, warunki ma luksusowe, zresztą twierdzi, że chce chodzić, że było fajnie, ale i tak płacze. Ba! Ryczy... Myślę, że błędem było zabranie jej kiedy pierwszy raz wpadła w taką histerię, bo ona wie, że to zadziałało i teraz próbuje to wymusić...

      Usuń
  3. Przynajmniej jest szczera... ;)
    A poza tym, to wszystko jest zupelnie normalne. Bi miala w zeszlym roku okres, gdzie w polaczeniu ze Swietami, Nowym Rokiem i chorowaniem, nie byla u opiekunki prawie 3 tygodnie. Potem przez pare dni tez mielismy ryk przy odprowadzaniu. Na szczescie szybko minelo... Blance tez minie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, bo ja już nerwicę prawie wpadłam... :-(

      Usuń