piątek, 25 października 2013

POWTARZALNOŚĆ

Blanka przybiegła do przedpokoju, przygląda się, jak zakładam buty, jak zbieram się do wyjścia. Wie, ale i tak dopytuje:

- "Do praci idziesz mamo? Do praci?"
- "Tak kochanie, do pracy" - odpowiadam tak jak co dzień. 

Skrzywiła się, wzruszyła ramionami, odwróciła się i usłyszałam tylko, jak znudzonym głosem mówi:

- "Znooooowu to samo..."

czwartek, 24 października 2013

BLANKA CZYTA

Blanka woła mnie do sypialni, wdrapuje się na łóżko, zasiada na poduszkach, zdejmuje z półki książkę i oznajmia mi:

- "Pocitam Ci mamo! Ja Ci pocitam!"

Miło, w końcu jakaś odmiana, myślę sobie. Kładę się obok niej na brzuchu, podpieram głowę rękoma, patrzę, jak przerzuca kartki, szukając swojego ulubionego wierszyka i z uśmiechem niedowierzania, trochę zdziwiona, pytam:
- "Poczytasz mi??"
- "Tak!" - odpowiada stanowczo Blanka, zdecydowanym głosem i zaczyna "czytać", nie zerkając nawet do książki, recytuje bez zająknięcia, dosłownie leci tekstem z pamięci, na jednym oddechu:

- "Piekarnik (powinien) się nazywa(ć) piekarmnik, bo służy do pieczenia, a potem do karmienia dzieci tym, co się upiekło (w nim) na kolacje, mam racje?*"

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Moja córka dwu i pół letnia córka "czyta".
Oczywiście dopóki nie zasłonię obrazka :-)

* "Wierszyki domowe" M. Rusinek - z delikatnymi modyfikacjami.

środa, 23 października 2013

KONSEKWENCJA

Blanka od października uczęszcza do Klubu Przedszkolaka. Dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki, spędza pół dnia z maluchami w swoim wieku w prywatnym mini - przedszkolu. Siedmioro dzieci, dwie panie, miejsce znane i oswojone, bo od blisko pół roku chodziłyśmy tam razem na różne zajęcia. 

Pierwszy raz poszła dzień po naszym powrocie z urlopu - pełna entuzjazmu, powtarzała, że chce do dzieci, mówiła, że będzie się bawić, tańczyć i śpiewać. Została dzielnie sama, bez płaczu, bawiła się ponoć świetnie, brała udział we wszystkich zabawach, tylko upewniała się co jakiś czas, czy mama na pewno po nią przyjdzie. Kiedy wróciłam po nią o trzynastej, przybiegła uradowana, rzuciła się  mi w ramiona i natychmiast się pochwaliła: "Tańczyłam, śpiewałam!"; w doskonałych nastrojach wróciłyśmy do domu. 

Potem się nieco przeziębiła, więc jedno spotkanie opuściłyśmy, ale kiedy wróciłyśmy po tygodniu do "Bunbuna" (tak Blanka mówi na Klub Przedszkolaka), rozegrał się wielki dramat. Niby poszła się bawić, ale bez entuzjazmu, a po kilkudziesięciu minutach od mojego wyjścia wpadła w taką histerię, że musiałam po nią wrócić. Owszem, chciała zostać i bawić się dalej z dziećmi, ale "z mamą!". W końcu zabrałam ją do domu, kładąc kiepski nastrój na karb niedoleczonej infekcji i "twardego lądowania" w normalnej rzeczywistości. 

Po dwóch tygodniach spędzonych z rodzicami, kiedy mama i tata byli na wyciągnięcie ręki i na zawołanie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, po wspólnych kąpielach w morzu i basenie, po dniach zabawy, śmiechu i radości, okazało się nagle, że nastał koniec dziecięcego raju. Mama wróciła do pracy, tata też, najpierw pojawiła się babcia, potem trzeba było iść do niani - na podstawie scen rozstania z ojcem śmiało można byłoby nakręcić "Egzorcystę 5". Oj nie spodobało się to wszystko maluchowi, podobnie jak fakt, że po kolejnej przerwie wróciłyśmy do "Bunbuna"

Niby mówiła, że chce iść, niby się cieszyła, ale kiedy przyszła pora rozstania, zawisła mi na szyi z dramatycznym płaczem i wezwaniem: "Nie ić, mama nie ić!".  A ja, choć serce mi pękało, poszłam. Ponoć uspokoiła się szybko i zajęła się pocieszaniem innych dzieci, bo nie da się ukryć, że jej płacz wywołał lawinę innych płaczów. W ciągu tych kilku godzin zaliczyła jeszcze kilka większych i mniejszych kryzysów, ale kiedy po nią przyszłam, twardo oznajmiła mi:

- "Było fajnie! Nie płakałam. Prawie wcale! No trochę.... Płakałam, bo chciałam do taty!" 

Jutro idziemy znów. Już mam duszę na ramieniu, zwłaszcza, że dziś przeprowadziłam z Blanką następującą rozmowę:

- "Chcesz iść jutro do Bunbuna?"
- Tak!
- Będziesz się bawić z dziećmi? Tańczyć, śpiewać i rysować?
- Tak!
- A będziesz płakać?
- Tak!"

Grunt to konsekwencja...

poniedziałek, 14 października 2013

KOMPLEMENT


- "Mamusiu, pobawimy się?" - pyta Blanka i nie czekając na odpowiedź, bierze mnie za rękę i ciągnie do swojego regału z zabawkami. Wyjmuje z półki klocki, kładzie na podłodze i komenderuje:

- "Układaj!"

Próbuję się wymigać, proszę, żeby poukładała sama, mówię, że ja tylko popatrzę, po nie umiem układać. A mała spryciula mruży filuternie oczka i mówi:

- "Umiesz mamo!
Zdolna jesteś!
Układaj!"

środa, 9 października 2013

DLACZEGO, DLACZEGO, DLACZEGO...

Dlaczego piesek szczeka? Dlaczego nas zobaczył? Dlaczego się wystraszył? Dlaczego pilnuje? Dlaczego autobus pika? Dlaczego cofa? Dlaczego będzie zabierał panią? Gdzie Pani pojedzie? Dlaczego daleko? Co masz? Dasz mi? A kiedy mi dasz? A dużo? A dobre jest? Dlaczego koguty pieją? Dlaczego nie mogą spać? Dlaczego śpimy? Dlaczego jest nocka? Dlaczego nietoperze latają? Dlaczego jaszczurka uciekła? Dlaczego się boi? Dlaczego są trzy owce? Dlaczego się urwiły chorągiewki? Dlaczego zawadził? Dlaczego ściachali trawkę? Dlaczego krówki będą jadły? Dlaczego są głodne? Dlaczego idziemy? Gdzie idziemy? Dlaczego na plażę? Dlaczego śpiewają? Dlaczego jest niedziela? Dlaczego słońce świeci? Dlaczego fala szumi? Dlaczego leci woda? Dlaczego kotek jest brązowy? Dlaczego się ubrudził? Dlaczego jadł czekoladę? A dasz mi czekoladę? A dlaczego nie masz? A masz tiktaka? A dlaczego nie masz? A dasz mi gumę? Dlaczego nie masz? A w plecaku masz? 

A dlaczego się śmiejesz mamusiu?

Piętnastominutowy spacer na plażę. Tyle pytań. Dlaczego, dlaczego, dlaczego. Pytania i odpowiedzi rodzące kolejne pytanie. Pytania ciągi, pytania mantry, pytania zacięte płyty, powtarzane do momentu uzyskania odpowiedzi. Satysfakcjonującej odpowiedzi...

Ciężko czasem było o taką, zwłaszcza kiedy Blanka widząc z balkonu rosnąca przy hotelu araukarię oznajmiła nam radośnie: 

- "Ooooo, choinka!" 

I natychmiast zapytała:

- "Dlaczego nie ma bombek?"

Albo gdy zobaczyła na plaży muzułmankę ubraną w długą, szeroką suknię, z chustą zarzuconą na głowę; kobieta niosła na rękach małego, płaczącego chłopca, Blanka przyjrzała się jej dokładnie
 i po chwili zastanowienia zapytała:

- "Dlaczego Baba Jaga zabrała dziecko???"

poniedziałek, 7 października 2013

Z KARIERY W DYPLOMACJI NICI...

Na leżaku przy basenie opalała się rudowłosa kobieta - zwalista, pofałdowana; kostium kąpielowy wyraźnie podkreślał jej rubensowskie kształty. Wracaliśmy ze śniadania; Blanka z wysokości ojcowskich ramion rozglądała się, zaciekawiona nowym miejscem i siedzącymi przy barze ludźmi. Nagle zerknęła w kierunku leżaków i wystarczyła chwila, by wszyscy, absolutnie wszyscy dookoła usłyszeli, jak nasze zdziwione dziecko woła na cały głos:

- "JAKA GRUBA PANI!!! MAMO, ZOBACZ, JAKA GRUBA!!! ALE GRUBA PANI, WIDZIAŁAŚ??!!!"

Nie pomogły próby uciszania, nic nie dało przyspieszenie kroku, nasze bardzo szczere dziecko, najwyraźniej zafascynowane gabarytami opalającej się kobiety, oglądało się za nią i co najgorsze - nadal perorowało na cały głos:

- "GRUBA JEST! TATA, WIDZIAŁEŚ, JAKA GRUBA? ALE GRUBA!! ALE GRUBA PANI...!"

Uciekliśmy. Dusząc się ze śmiechu, wśród chóralnego rechotu zgromadzonych nad basenem ludzi, łapiąc po drodze litościwie rzucone pocieszenie: "Proszę się nie martwić, ta pani nie rozumie po polsku", ewakuowaliśmy się do hotelu. A nasze rezolutne, ciekawskie dziecko, jeszcze w holu próbowało się dowiedzieć:

- "Ale dlaczego mam być cicho? Przecież gruba jest! Ale gruba! Widziałaś mama?"

Kariery w dyplomacji to ona nie zrobi...
 

UŚMIECH, KOCUCHU!