poniedziałek, 19 sierpnia 2013

WIELKA WODA

W czwartek zabraliśmy Blankę na basen. Na wieść, że jedziemy się kąpać, pobiegła prosto do łazienki; musiałam jej dłuższą chwilę tłumaczyć, że będziemy się pluskać w "wielkiej wodzie". Młodzież nieco nam wymiękła w ciasnej, zatłoczonej i gwarnej przymierzalni, zaczęła nawet popłakiwać, ale szybko odzyskała rezon, gdy zobaczył te wszystkie cuda. Wielką wodę, zjeżdżalnie, brodziki, rwącą rzekę, jacuzzi pełne bąbelków i falujący basen... 

Najczęściej powtarzanym słowem w ciągu tych dwóch godzin było: "Jeszcze!". Nie było istotne, że woda lała się jej do oczu, czego Blanka nienawidzi, nie miało znaczenia, że włosy miała mokre, choć mycie głowy zawsze oprotestowuje dramatycznym rykiem. Zjeżdżała, krzycząc: "Łap mnie!",chlapała jak oszalała, łaziła na czworakach po brodziku; choć woda prawie nalewała się jej do buzi, wrzeszczała na cały głos: "Pływam, ja pływam, pływam!!!" 

I śmiała się w głos, rechotała, piszczała z uciechy, tego się nie da opisać, jak to dziecko się śmieje - całą sobą, zaraźliwie, aż się ludzie za nią oglądają. Zabraliśmy ją na największą zjeżdżalnię, na która mogła z nami wejść, poszusowaliśmy na dół, a Blanka jako pierwsza wygramoliła się z niecki i poleciała z powrotem do schodów, nie oglądając się na nas i powtarzając tylko raz po raz: "Jeszcze, jeszcze!".
 Dobre pół godziny próbowaliśmy ją podstępem wyprowadzić z aquaparku, zawracała jak bumerang, argumentując, że ona musi, po prostu musi: "Jeszcze do słonia!", "Jeszcze na zieździalnie!", "Jeszcze do bąbelków!". Dopiero gdy poszusowała tak niefortunnie, że wpadła pod wodę cała, mina jej trochę zrzedła, tata musiał ją przytulić i... wtedy chyłkiem uciekliśmy do szatni, zanim się zorientowała, że wychodzimy. Ale już w przebieralni rezolutnie opowiadała mi, dumna jak paw:
- "Pływałam! Nurkowałam! Pod wodą! Cała! Mama mnie szukała! We wodzie!"

W domu, gdy obudziła się z popołudniowej drzemki, pobiegła do śpiącego w drugim pokoju ojca i zapytała:
- "Tatusiu, kiedy pojedziemy na wielką wodę...?"

A gdy po kolacji, gdy rzuciłam standardowe:
- "Choć Blanuś, idziemy się kąpać", rozpromieniła się cała i zapytała z nadzieją: 

- "W wielkiej wodzie???"

4 komentarze:

  1. :))))))))) Nie ma wyjścia, musicie zafundować sobie dom z basenem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, a ja myslalam, ze nad morze sie wybraliscie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To zadziwiające, ale i nasza Laura posmakowała tego lata wieeelkiej wody i podobnie mocno ja pokochała. Zaraz po założeniu rękawków kazała się wypuscić i popłynęła sama:) Nowa reprezentacja Polski w pływaniu nam rośnie:) rut

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic nie jest w stanie się równać z tą dziecięcą radością z przeżywania takich pierwszych przyjemności :)))
    Cudnie, że jej się tak spodobało!

    OdpowiedzUsuń