sobota, 31 sierpnia 2013

ARTYSTKA KABARETOWA


W środę Luby wybrał się z Młodą do dziadków. Spakowali się z samego rana i pojechali na wycieczkę. Kiedy dotarli na miejsce i wjechali na podwórko, natychmiast wystartował do nich miejscowy, podwórkowy psiur. Nie grzeszy on mądrością, a co najgorsze, ma kretyński zwyczaj skakania łapami po drzwiach samochodu. Mój mąż, który o lakier naszej skody dba staranniej niż o własną skórę, widząc zbliżającego się, rozradowanego kundla, wrzasnął na niego:

- "KAJTEK...!!! " - i efektownie zawiesił głos, bo zwykle w takiej sytuacji mówi coś jeszcze, ale tym razem obok siedziała w foteliku Blanka, więc się powstrzymał. Ale Młoda nie... I niewiele myśląc, a właściwie bez wahania... dokończyła:

- "Spier...j!!!"

Luby oburzył się, fuknął na dziecko:

- "Jak Ty mówisz! Nie wolno tak!"

A lekko speszona Blanka zrobiła niewinną minę i bez mrugnięcia okiem zmieniła wersję, oznajmiając tatusiowi:
- "A sio... powiedzieć chciałam..."

piątek, 30 sierpnia 2013

ZMIANA FRONTU

5.40

- "Mamusiuuuu! Śpisz?
- Już nie...
- Mamusiu... Chodź do babci..
- Blanuś, babcia jeszcze śpi... Śpij kotku, proszę..."

6.15

- "Maaaamuuuusiuuu! Chodź do babci! Nie śpi już!
- Blanuś, idź sama, proszę...
- Nieeeeee, z mamą! Chodź do babci...
- Kotuś, babcia jest w drugim pokoju, idź do niej, jeśli tak bardzo chcesz!
- Nieeee, na rączki, weeeeź mnie i chodź do babci!"

Westchnęłam głęboko, i widząc, że Blanka ma płacz na końcu nosa, bo nie chcę wstać razem z nią, sięgnęłam po ostatnią deskę ratunku i zrezygnowana powiedziałam:

- "Blanka, idź do babci sama, babcia Ci włączy bajkę..."

Młoda błyskawicznie przeistoczyła się z płaczliwej miągwy w uśmiechniętą szelmę, wyskoczyła z łóżka jak sprężyna, poleciała biegiem do wyjścia, plaskając bosymi stopami o podłogę i zamykając za sobą drzwi do sypialni, rzuciła do mnie pośpiesznie:

- "Śpij, śpij mamo, śpij już sobie!"

A ja, zapadając w darowany cudem sen, usłyszałam jak triumfalnie oznajmia mojej mamie:

- "POZWOLIŁA!!!!"

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

WIELKA WODA

W czwartek zabraliśmy Blankę na basen. Na wieść, że jedziemy się kąpać, pobiegła prosto do łazienki; musiałam jej dłuższą chwilę tłumaczyć, że będziemy się pluskać w "wielkiej wodzie". Młodzież nieco nam wymiękła w ciasnej, zatłoczonej i gwarnej przymierzalni, zaczęła nawet popłakiwać, ale szybko odzyskała rezon, gdy zobaczył te wszystkie cuda. Wielką wodę, zjeżdżalnie, brodziki, rwącą rzekę, jacuzzi pełne bąbelków i falujący basen... 

Najczęściej powtarzanym słowem w ciągu tych dwóch godzin było: "Jeszcze!". Nie było istotne, że woda lała się jej do oczu, czego Blanka nienawidzi, nie miało znaczenia, że włosy miała mokre, choć mycie głowy zawsze oprotestowuje dramatycznym rykiem. Zjeżdżała, krzycząc: "Łap mnie!",chlapała jak oszalała, łaziła na czworakach po brodziku; choć woda prawie nalewała się jej do buzi, wrzeszczała na cały głos: "Pływam, ja pływam, pływam!!!" 

I śmiała się w głos, rechotała, piszczała z uciechy, tego się nie da opisać, jak to dziecko się śmieje - całą sobą, zaraźliwie, aż się ludzie za nią oglądają. Zabraliśmy ją na największą zjeżdżalnię, na która mogła z nami wejść, poszusowaliśmy na dół, a Blanka jako pierwsza wygramoliła się z niecki i poleciała z powrotem do schodów, nie oglądając się na nas i powtarzając tylko raz po raz: "Jeszcze, jeszcze!".
 Dobre pół godziny próbowaliśmy ją podstępem wyprowadzić z aquaparku, zawracała jak bumerang, argumentując, że ona musi, po prostu musi: "Jeszcze do słonia!", "Jeszcze na zieździalnie!", "Jeszcze do bąbelków!". Dopiero gdy poszusowała tak niefortunnie, że wpadła pod wodę cała, mina jej trochę zrzedła, tata musiał ją przytulić i... wtedy chyłkiem uciekliśmy do szatni, zanim się zorientowała, że wychodzimy. Ale już w przebieralni rezolutnie opowiadała mi, dumna jak paw:
- "Pływałam! Nurkowałam! Pod wodą! Cała! Mama mnie szukała! We wodzie!"

W domu, gdy obudziła się z popołudniowej drzemki, pobiegła do śpiącego w drugim pokoju ojca i zapytała:
- "Tatusiu, kiedy pojedziemy na wielką wodę...?"

A gdy po kolacji, gdy rzuciłam standardowe:
- "Choć Blanuś, idziemy się kąpać", rozpromieniła się cała i zapytała z nadzieją: 

- "W wielkiej wodzie???"

środa, 14 sierpnia 2013

MAMA GAPA

Kilka tygodni temu, gdy Blanką opiekowała się moja mama, przez pomyłkę położyła Młodą spać w butach - w miękkich kapciuszkach ze skórki, w których moja córka biega pod domu. Blanka uznała to za szalenie zabawne, uśmiała się i od tamtej pory, gdy tylko umyjemy zęby i obejrzymy bajką na dobranoc, startuje jak wystrzelona z procy i leci biegiem do sypialni, Wdrapuje się na łóżko, kładzie na plecach z nogami wyciągniętymi do góry i zaśmiewa się jak szalona. Ja wczuwam się w rolę i udając, że nie zauważam kapci na jej nogach, srogim głosem zaganiam ją do spania, mówię, żeby przykryła się kołderką, udaję, że kompletnie nie rozumiem, o co jej chodzi. Blanka śmieje się w głos, rechocze, aż w końcu oznajmia:

- "Zapomniałaś! Zapomniałaś zdjąć mi kapciuszków!

Chichocze rozbawiona, kiedy ja kajam się i przepraszam za swoją nieuwagę, a kiedy już zdejmę jej te kapciuszki, oświadcza bardzo poważnie:

- "Mama gapa! Ale gapa!"

I tak co wieczór. 

Wczoraj, gdy po południu zrzuciłam przez przypadek książkę z kanapy, Blanka podbiegała do mnie, zawołała:
- "Mama gapa!" - i po chwili dodała bardzo poważnym, dumnym tonem:

- "Ale ci powiedziałam!!!"

piątek, 9 sierpnia 2013

WĄSY

W środę wieczorem urządziłyśmy sobie z Blanką wielką, długą kąpiel w wannie. Wspólną kąpiel.

A wczoraj podczas wieczornego spaceru Blanka, ni z gruchy, ni z pietruchy radośnie poinformowała swojego ojca:

- Mamusia ma wąsy!... 

I po krótkiej, acz bardzo efektownej pauzie, zanim Luby zdążył dopytać, o co jej chodzi, dodała radośnie:

- ... na dupie!"

No comments :-)

 

wtorek, 6 sierpnia 2013

DZIECIĘCA LOGIKA

Przytulamy się z Blanką przed zaśnięciem. Mała buntuje się, wierci, kopie, przykrywa, odkrywa, w końcu oświadcza:

- "Nie chcie jeszcze spać!"
Daję się wciągnąć w dyskusję i tłumaczę Blance:
- "Ale ja chcę iść spać!"
Na co ona mi odpowiada:
- "Ja też nie chcę mamusiu!"

I gadaj tu z taką... 

piątek, 2 sierpnia 2013

KOMITYWA

W tym tygodniu mijamy się z mężem - ledwo on wraca z pracy, ja muszę wychodzić. Młoda wita ojca tradycyjnymi piskami radości, nie mija kilka minut, a oczka zaczynają się jej filuternie świecić, a na buzi pojawia się charakterystyczny uśmieszek. Żegna mnie czule, obdarowuje soczystym buziakiem, przytula się, ale gdy kręcę się za długo po mieszkaniu, pogania mnie niezbyt elegancko:

 - "Ić do praci mamo, juś ić, do praci!"

Po czym patrzy przymilnie na ojca i słodkim głosem pyta:

- "Tatusiu... pooglądamy bajki?"

Czasem zaszczyca mnie jeszcze przez moment uwagą. Tak jak dziś. Gdy byłam już przy drzwiach, zawołała:

 - "Mammoooo!"

Zawróciłam, a ona zapytała:
- "Dzie pilot?"