środa, 31 lipca 2013

PEDICURE PO MĘSKU

W niedzielę po południu Młoda wróciła do domu po półtoradniowym pobycie u babci na wsi, gdzie latała po podwórku bosa i szczęśliwa. Mężyk zameldował, że dotarli cali i zdrowi; nie minęło jednak nawet pół godziny, a zadzwonił do mnie do pracy jeszcze raz i pyta, ni z gruchy, ni z pietruchy:

- "Jak ty jej obcinasz paznokcie u nóg?"

Odpowiedziałam, że normalnie - cążkami, ale zaintrygowało mnie to pytanie, zaczęłam więc dociekać, czemu go nagle zainteresowało, jak skracam Blance pazury. Okazało się, że Młoda zażyczyła sobie, żeby jej ojciec pomalował lakierem paznokcie u stóp. A właściwie dwoma - pomarańczowym i czerwonym. Każdy paznokieć na inny kolor, na przemian. Co też najlepszy na świecie ojciec zrobił, obejrzał swoje dzieło, coś mu nie pasowało, więc zadzwonił do mnie, a opowiadając mi całą sytuację, z rozbrajającą szczerością wyznał:

- "Pomalowałem. Ale brud i tak wystaje..."

niedziela, 28 lipca 2013

O TĘSKNOTACH

Obudziłam się kiedyś nad ranem, dochodziła piąta. Usiadłam na pustym łóżku, rozejrzałam po sypialni i dotarło do mnie, że nie ma w niej Blanki. Przez moment wydawało mi się, że śnię, mój mąż był w pracy, więc nawet nie mogłam go zapytać, czy mi się wydaje, że nie ma dziecka, ale szybko się obudziłam i dotarło do mnie, że faktycznie Małej nie ma w łóżku. Wyskoczyłam z pościeli, pobiegłam do dużego pokoju i ... kamień spadł mi z serca. Blanka siedziała pod oknem, z nosem przy szybie, przytulona do chrapiącego Travisa, półświadoma tego, co się z nią dzieje. Wzięłam ją na ręce, przytuliłam i pytam:

- "Blanuś, co Ty tutaj robisz?"

A ona odpowiedziała:

- "Siukam tatusia..." 

I zaraz zasnęła, wtulona we mnie jak miś koala.

***

Podczas robienia porządków, kiedy wczesnym popołudniem sięgnęłam po swoją torbę, żeby ją przełożyć na kanapę, Blanka natychmiast przerwała zabawę, podbiegła do mnie i czujnie, z niepokojem zapytała:

"Do praci idzieś mamusiu? Do praci? Nie ić do praci, nie ić, ziośtań!

Po czym badawczo rozejrzała się po mieszkaniu, jakby szukała argumentu, a gdy zobaczyła babcię siedzącą na kanapie, pomyślała chwilę i zakomenderowała:

- "Babcia pojedzie! Do domu! Jedź sobie! Jedź babciu, jedź do wujka! 

I dodała, bardzo zadowolona, że znalazła wyjście z sytuacji:

- "Mama zostanie!"

***

Kilka dni temu, gdy wyszłyśmy z Blanką na wieczorny spacer, spotkałam pod blokiem sąsiadkę z góry, mamę niespełna dwulatka. Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że ma brzuch wielki i krągły jak dynia. 
 Posmutniałam w jednej nagłej chwili, za serce szarpnęła niespodziewana tęsknota...



 

czwartek, 25 lipca 2013

OJCZYZNA - POLSZCZYZNA

Blanka ogląda bajkę na dobranoc. Szykuję jej szczoteczkę, żeby umyła zęby przed snem. Staję więc przed telewizorem i sięgam po wiklinowy koszyk stojący na półce nad nim, żeby wyjąć schowana tam pastę i przez kilka sekund zasłaniam ekran. Zza moich pleców rozlega się jękliwy okrzyk:

- Mamusiu, nie widzę wszystko! Nie widzę wszystko!

***
Idziemy na spacer. Blanka jak po sznurku prowadzi mnie "do kotków". Doskonale pamięta, gdzie na naszej codziennej trasie można spotkać wygrzewające się na oknach sierściuchy. Skręcamy w Traugutta, lecimy niemal biegiem do kamienicy z czerwonymi, drewnianymi roletami. Są. Jeden biały z szarą łatą, drugi cały bury. Wołamy: "Kici, kici!!!" Podnoszą łby, otwierają zaspane oczy, migają cienkie czarne kreski pod zmrużonymi powiekami, drgają wąsy; kocia arystokracja rozpieszczona letnim ciepłem patrzy na nas z góry, obserwując czujnie i z wyższością biszkoptowego labradora. Blanka aż podskakuje z radości:

"Kotki! Mamusiu! Kotki! Ziobać! Kotki opalają się na słońcu!"

***

Ubijam mikserem ciasto na naleśniki. Blanka nie lubi tego dźwięku, chowa się u babci, a kiedy kończę i wyłączam urządzenie, przybiega do mnie i z nadzieją pyta:

- "Wybziciałaś się juś mamusiu???"

piątek, 19 lipca 2013

HURRAOPTYMIZM

"Mamusiu! Wstajemy! Juź dzień jest! Hurrraaa! Słonećko!"

Siedzi mi na łóżku takie małe, rozczochrane, uśmiechnięte od ucha do ucha i powala hurraoptymizmem. Zachwycone i szczęśliwe, bo co? Bo dzień jest! Już jest! A ja ledwo żyję. Wyciągam spod poduszki telefon, sprawdzam godzinę i bolesny jęk wydobywa się z mojego gardła. 6.30

"Wstań mamusiu, juź dzień jest, hurra!"

Ciężko podzielić ten entuzjazm, kiedy się spało cztery godziny, rzucam więc błagalnie:

- "Idź do babci, babcia Cię bardzo kocha i czeka na Ciebie tam w pokoju, i Travisek czeka, leć do nich szybciutko!"
- "Nieeee! Ś mamusią!"

Jestem bliska załamania, ale na szczęście moja mama profesjonalnie przejmuje Trolla i pacyfikuje bajką. Mało pedagogiczne, wiem, ale z ulgą zapadam w poduszki i gniję w pościeli do... 

Dopóki nie obudzi mnie... Smród. Straszliwy smród. Rozklejam z trudem powieki. Coś mi majaczy na różowo, bez okularów niewiele widzę, jakiś hipopotam, ale żeby tak capił? Powoli kojarzę fakty, zwłaszcza, że Blanka wykrzykuje z entuzjazmem:

- "Ziobać mamusiu, ziobać cio źrobiłam!!!! Źrobiłam kupę! Na noćnik! Wieeeelką!!!
 
I dokonuje prezentacji, podtykając mi pod sam nos różowe naczynie z hipopotamem. Spoglądamy sobie z namalowanym zwierzem głęboko w oczy, budzę się błyskawicznie i odrzuca mnie, więc w pierwszym odruchu rzucam:

- Bleeee, obrzydliwa!

Kątem oka ostrzegam rozczarowanie na buzi Blanki, Mała smutnieje, więc błyskawicznie strząsam z siebie resztki snu, zmieniam wersję i radośnie wykrzykuję:

- "Wspaniała! Wspaniała, wielka kupa!!!

Blanka uśmiecha się od ucha do ucha, podskakuje z radości, zawartość nocnika też podskakuje, tuż nad moją głową... 
Robi mi się trochę słabo, ale dzielnie się uśmiecham.
 
Dziecięcy hurraoptymizm bladym świtem. 
To lubię...




niedziela, 14 lipca 2013

DYSKRECJA

Jakiś czas temu Luby miał urodziny. Od rana tłumaczyłam Blance, że przygotujemy tacie tort, a kiedy wróci z pracy, przywitamy go w drzwiach i krzykniemy: "Niespodzianka!". Podekscytowana Mała cały dzień podskakiwała z niecierpliwie, dopytywała, kiedy wróci tata, powtarzała "nieśpodzianka, nieśpodzianka". Tuż przed piętnastą zadzwonił Luby, żeby zapytać, czy wychodziłam z psem, bo jak nie, to go weźmie od razu na krótki spacer, bo jest już pod blokiem A kiedy zapewniałam go gorąco przez telefon, że nie trzeba (czając się pod drzwiami z ciastem, na którym uprzednio zapaliłam świeczki), żeby wchodził od razu na górę, bo byłam, pies wysikany, Blanka w tle ryknęła na cały głos:

- "Tatusiu, sibciutko, świećki! Ciekają!!!!"

Cóż, pojęcie dyskrecji jest jej jeszcze całkowicie obce...

piątek, 12 lipca 2013

SZKLARNIA

Poszliśmy w sobotę na rodzinny obiad, mój mąż niósł Blankę na barana, a ja holowałam ziejącego Travisa. Kiedy przechodziliśmy obok nowo otwartej restauracji, pokazałam Lubemu olbrzymie okna w drewnianych, ciężkich ramach. Bez żadnych szprosów, wielka, czysta tafla szkła. Zawsze mi się takie podobały, rzuciłam więc mimochodem, że właśnie takie chciałabym mieć kiedyś w domu.

Ten, któremu zawsze jest za gorąco, popatrzył na mnie jak na wariata i prychnął:

"Że co? Po co Ci takie okna? Szklarnie będziesz stawiać???!"

poniedziałek, 8 lipca 2013

SUKCES

Młoda się odpieluchowała. Sama. Tak po prostu. W środę biegała po domu bez pieluszki, bo miała podrażnioną pupę, w pewnym momencie zatrzymała się i szalenie poważnym głosem oznajmiła:
-"Mamusiu, wołam na nocnik!"

Myślałam, że się przesłyszałam, ale poszłam po wspomniane naczynie. Usiadła. Posiedziała. I nic. Obiecałam, że włączę bajkę. Dorzuciłam po namyśle czekoladkę. I poleciało! W końcu tam, gdzie trzeba. Oczywiście Blanka natychmiast zażądała wywiązania się ze złożonej obietnicy, co też uczyniłam, żeby nie być gołosłowną. Potem osobiście, "siama!" wylała zawartość nocnika do toalety, spuściła wodę, zakomenderowała: "umyjemy rączki", wlazła na stołeczek, włączyła wodę, umyła łapy "mydełkiem!", wytarła w ręcznik, zamknęła wodę, zeskoczyła ze stołka i ...zażądała podsadzenia, żeby zgasić światło w łazience... Szczęka mi opadła.

A dalej już poszło. Łatwo i prosto. Od pięciu dni Mała chodzi bez pampersa. Woła ładnie i bardzo głośno: "Mamusiu, sibciutko, na nocnik! Siku!".  Tylko na noc zakładamy jej pieluchę, ale zwykle kiedy wstajemy - jest sucha. Po kilku miesiącach próśb, prób sadzania na nocnik kończących się zwykle płaczem, ucieczkami i sikaniem na podłogę, Młoda sama zdecydowała, że już dość noszenia pampersów. Jeszcze zdarza się jej zapomnieć, ale radzi sobie świetnie i jestem z niej dumna.

A jednocześnie po raz kolejny dotarło do mnie, że nie da się nic na siłę przyśpieszyć. Każdy do różnych rzeczy dorasta i dojrzewa we własnym tempie. Nie tylko dziecko...

czwartek, 4 lipca 2013

FUTURYSTYCZNA WIZJA MAŁEJ TERRORYSTKI

Poszłyśmy z Blanką do sklepu po zakupy na obiad. Młoda rzuciła okiem na ladę ze słodyczami i natychmiast włączyła swoją ulubioną, mocno już zdartą płytę:

- Mamusiu, kup mi lizaka, kup mi, lizaka mi kup, chce lizaka, kup mi lizaka!

Uruchomiłam w odpowiedzi swoje nagranie i powtarzałam jak zacięty adapter:

- Nie kupię Ci lizaka, nie kupię Ci lizaka, nie kupię Ci lizaka!

Żeby uświadomić mi grozę nadchodzących zdarzeń, Blanka postanowiła mnie ostrzec - bardzo poważnym głosem, lojalnie mnie uprzedziła :

- Ja się popłaczę! DLATEGO!