piątek, 7 czerwca 2013

KUDŁATKI

                Obudziło mnie trącanie mokrym nosem w policzek. Uchyliłam jedną powiekę. Travis stał przy łóżku i przeciekał, oczy mu zaszły na żółto, patrzył prosząco, popiskiwał, merdał ogonem błagalnie - no choć, zdawał się mówić, naprawdę muszę! Zwlokłam się z łoża i wyszłam, z dużym ogonkiem i małym ogonkiem, który natychmiast zgłosił chęć udziału w spacerze.

Pachniało w powietrzu letnim deszczem, wirował biały puch. Travis brodził w wysokiej trawie, a Blanka pocwałowała jak rącze źrebie w kierunku olbrzymiej topoli rosnącej w rogu skwerku, pod którą ścielił się biały, puchaty dywan. Parsknęła śmiechem, zarżała jak mały dzikus, zebrała w rączki, podrzuciła w powietrze kłąb topolowej waty i podskakując z radości, zawołała:

"Mamusiu, zobacz! Kudłatki!"

6 komentarzy:

  1. To są najpiękniejsze chwile do zapamiętania, choć, gdy tak rano trzeba wstać i pocwałować z dwójką na dwór, to człowiek warczy. B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie wyłapujesz ten momenty.. aż chce się czytać, a kiedy zamyka się oczy,aż chce się tam być z Wami... :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze się zastanawiam, kiedy gubimy tę dziecięcą radość ze wszystkiego... My na działce mamy milusie :) Nie wiem, co to, ale nazwa adekwatna... Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas też sypnęło z drzewa. Dzieciaki biegały i łapały "śnieg". Kudłatki - fajny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna nazwa - kudlatki. Wszystkie dzieci jakie znam mowia na nasiona topoli, ze to snieg. ;)

    OdpowiedzUsuń