środa, 19 czerwca 2013

DLACZEGO BLANKA PŁACZE

Postanowiłam zafundować Blance mały odwyk - głównie od bajek, ale przede wszystkim od spełniania jej każdej zachcianki pod groźbą płaczu na zawołanie. Ostatnio ryczy jak trąba jerychońska - bo w sklepie chce lizaka, bo chce klejki, bo chce bajki, bo chce monia... Zwykle w ramach argumentu mającego przemawiać za spełnieniem jej "prośby" używa spektakularnego rzutu na podłogę, twarzą do gleby i tak trwa, dopóki ktoś nie zareaguje. Nie będę ukrywała, że w ramach reakcji na takie zachowanie najczęściej mam ochotę też rzucić - czymś ciężkim w okno, lub się na ścianę i spłynąć z niej w charakterze malowniczej plamy...

 Mój mąż z kolei robi wszystko, byle tylko nie słuchać tego zawodzenia i nie ocierać potoków łez, co niestety skutki przynosi opłakane - i w przenośni i dosłownie. Młoda wyje jeszcze częściej i jeszcze dramatyczniej. Wstrętna, mała szantażystka; aktorka dramatyczna. 

Ja się stawiam. Twardo. Dziś od rana do godziny czternastej zaliczyłam kilkanaście takich akcji. Odmówiłam bowiem włączenia bajek o godzinie siódmej, dostarczenia rozszlochanemu maluchowi gumiaka, nie dałam klejek, nie chciałam kupić lizaczka, prowadziłam za rękę, zamiast pozwolić hulać po chodniku samopas, nie włączyłam płyty z piosenkami, ponownie odmówiłam włączenia telewizora i jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze i tak chyba pięćset razy... 

Każdy mój opór w kwestiach jak się okazało fundamentalnych dla Blanki, przyjmowany był przez nią w sposób wyżej opisany; dla przypomnienia skrót: ryk, rzut na glebę i już tonie we łzach mała blond istotka o buzi aniołka...

Nie zareagowałam. Ani razu. Karnie i bezwzględnie odnosiłam do kącika na kanapie i prosiłam o uspokojenie się, choć byłam tak wściekła, że miałam ochotę ją rozszarpać. Ale zamiast to zrobić, cierpliwie tłumaczyłam, dlaczego nie włączę bajek/nie dam jej monia/nie kupię jej klejek ...

Blanka po kolejnej akcji chyba odkryła, że matka najwyraźniej nie kuma o co biega, więc postanowiła mi wytłumaczyć. Chlipiąc, rycząc i łykając łzy jak grochy przyszła do mnie i oznajmiła oskarżycielskim tonem:

"Nie włąciłąś bajek! Nie włąciłaś!"
 - "No nie włączyłam"
"Dlatego płacie! Ja płacie! DLATEGO!!!"

No jakbym nie wiedziała. Ale upewnić się warto...

10 komentarzy:

  1. jednak z kotami jest zdecydowanie lżej, zawsze można potraktować mokrą szmatą;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu przeczytałam mężowi i znowu mu się podobało, a że on blogowy nie jest, to jest to tym wieksza pochwała z jego ust :)

    OdpowiedzUsuń
  3. i dobrze robisz, że nie ustępujesz :) to się niestety co jakiś czas powtarza, ja już muszę walczyć nie tyle z rykiem, co z mnogimi argumentami za młodego racjami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wytrwaj!!!! Wytrwaj, bo to sie potem przenosi na wiek przedszkolny, a nawet skolny...niestety wiem co mówię :(
    babz
    ps. co to są klejki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naklejki. A dokładnie książeczki z naklejkami ;-)

      Usuń
  5. Najgorszy okres, dla wytrwałości rodziców. Młoda sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Jak moje ,,maleństwa'' się rzucały, to mówiłam - chodź, to Cię podniosę i najczęściej to skutkowało. Wytrwałości. B

    OdpowiedzUsuń
  6. to jest chyba najtrudniejsze w wychowaniu dzieci - znaleźć złoty środek. Zresztą w całym życiu to jest największa sztuka:) rut

    OdpowiedzUsuń
  7. hi hi hi, no dobrze, że wytłumaczyła, bo mogłaś rzeczywiście nie zakumać o co chodzi :-D :-P
    a co to jest "monia"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie smoka;) Stokrocia tak mówi;)

      Usuń
  8. Ugh... Jakbym czytala o mojej... Bi urzadza jeszcze takie cyrki jak chce zeby tata zwlokl sie z lozka o 6 rano (a jest po nocnej zmianie), albo jak domaga sie piosenek na YouTube. My rowniez nie reagujemy, ale musze przyznac, ze nieraz wychodze na taras zaczerpnac swiezego powietrza, bo boje sie, ze ja w koncu trzepne...

    OdpowiedzUsuń