piątek, 3 maja 2013

BUNTOWNICZKA

W niedzielę Blanka przeszła samą siebie. Poszliśmy na obiad do pizzerii, gdzie Młoda, nieco już śpiąca, trochę zmęczona i bardzo mocno niezadowolona z faktu, że musi siedzieć w jednym miejscu i jeszcze jeść zupę, no tragedia życiowa, postanowiła dać temu wyraz. Darła się, próbowała uciekać, wyłaziła górą z krzesełka, wykręcała głowę, kiedy próbowałam ją namówić do jedzenia, złościła się i płakała. A potem jej się przypomniało, że zawsze w tym miejscu dostawała balonik na zakończenie, więc zrobiła w knajpie jesień średniowiecza, rycząc, wijąc się i rzucając na podłogę, bo ona chce już, teraz, natychmiast. BALONIIIKKKAAA!!! Nie pomagały tłumaczenia, że najpierw musi zjeść ładnie obiad, że jej zachowanie przeszkadza tacie i innym gościom. Poprosiłam więc ją stanowczo, żeby przestała płakać, bo jeśli tego nie zrobi, to wychodzimy i idziemy prosto do domu.

Brak reakcji. Poza eskalacją wrzasków, szlochów i zawodzenia: "Balooooonikaaaa, daaaaj, baloooniiikkaaaaa, daaaj!". Kelnerki pobiegły pędem na zaplecze, nawet pizzerman rzucił zagniatanie ciasta, żeby nadmuchać gumiaka dla małej, wyjącej hieny, której ryk słychać już było kilka przecznic dalej. I choć para szła mi uszami, poprosiłam ją jeszcze raz, żeby się uspokoiła, uprzedzając jednocześnie, że nie będę rozmawiała z dziewczynką, która się zachowuje w ten sposób; a jeśli nie zrobi się jej lepiej, to wychodzimy. Nie pomogło. I choć upragniony balonik był tuż, tuż, na wyciągnięcie małej rączki i tata już śpieszył z nim, żeby zatamować lejące się strumieniami łzy, ja jak powiedziałam, tak zrobiłam. Skonfiskowałam zabwkę, odłożyłam tak, żeby Blanka nie mogła po niego sięgnąć, ubrałam wrzeszczącego trolla i wyszłam z nią z restauracji.
Blanka darła się na całe gardło, a ja dostałam ataku nerwowego śmiechu,  zastanawiając się, kto z przechodniów zdecyduje się jako pierwszy zawiadomić policję, że porwano dziecko. Albowiem moja córka wyrywała mi się, szlochała, krzycząc rozpaczliwie:
"Tatusiu, uratuj! Taaaatuuuusiuuu, uratuj, uratuj!!! Uratowaj, tatusiu!!!!"
W połowie drogi do domu, podczas której cały czas jej tłumaczyłam, że zachowywała się niegrzecznie, że przeszkadzała innym gościom, więc wyszłyśmy i dlatego nie dostała balonika, Blanka zorientowała się, że tata jednak nie pomoże i postanowiła zmienić front. Zaryczana, z gilem do pasa, łkając oznajmiła mi:
- "Le-le-leeepiej, mamusiu, le-le-leeepiej! Nie będę! Nie będę!"
Dopytałam na spokojnie, czy faktycznie już jej lepiej i czy na pewno nie będzie płakać, potwierdziła, więc postanowiłam pociągnąć temat dalej i podpytuję delikatnie, co trzeba powiedzieć, kiedy się tak nieładnie zachowywało. W odpowiedzi usłyszałam:
- "Dzię-dzię-dziękuję?"
Z tego wszystkiego Młodej się słowa grzecznościowe nieco pomieszały, ale wspólnymi siłami ustaliłyśmy, że powinno to być "przepraszam", które Blanka wydukała w wersji: "Plasiam...", okraszając je gorliwymi zapewnieniami: "Nie będę, tatusiu, nie będę, na pewno!", kiedy to wróciłyśmy do restauracji, a upragniony balonik pojawił się znów na horyzoncie...
Powiedzmy, że wierzę...
Do następnego razu...

6 komentarzy:

  1. M. Gratuluję stanowczości. Tą lekcję Mała zapamięta na całe życie i tak samo postąpi kiedyś z własnym dzieckiem. B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sądzę niestety, bo jak wracaliśmy pod drzwiami zrobiła kolejną awanturę - bo nie pozwoliliśmy jej nieść wielkiego pudełka z pizzą. Generalnie wrzask jest o wszystko, co się pannie nie podoba i wzywanie ojca na pomoc. Ja mam stałą śpiewkę - "Nie będę rozmawiała z dziewczynką, która płacze, dopiero jak zrobi Ci się lepiej - pogadamy". Efekt jest taki, że kiedy Młoda zaczyna wymuszać coś płaczem, to wystarczy, że zacznę mówić: "Nie będę..." a już mnie z uśmiechem, gorliwie zapewnia, że jest jej "lepiej, mamusiu, lepiej!!!" :-) Taka cwaniura...
    Brytusia

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli, po prostu cały czas testuje, na ile można sobie pozwolić. A na zdjęciach wygląda, jak małe niewiniątko. ;-))) B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przerabialiśmy to :-)
    A wiesz jak wymuszał po sklepach?
    Wcale się po podłodze z rykiem nie rzucał.
    "Mamusiu kochana, ja ciem to!"
    Wtedy to dopiero ludzie patrzą, jak na wyrodną matkę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Heheheheh.... Mój Młodszy kiedyś żebrze: mamo, kup mi TO! Na moje stanowcze: nie mamy na to miejsca w domu, Młodszy (lat jakieś 2,5) pokazuje paluszek i słyszę "ale JEDEN"! :) Już oni wszyscy wiedzą dobrze, jak cel osiągnąć :) Pozdrawiam majowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanka wyłudza argumentując - "Ostatni!" - ostatni lizak, ostatni cukierek, ostatnia bajka.
      A kiedy już obejrzymy tą "ostatnią" bajkę, rzuca z uśmiechem: "Jeszcze jedną! Poproszę! Proszę! Poproszę! Mamusiu, poproszę!"
      I gadaj tu z taką...
      Brytusia

      Usuń