sobota, 4 maja 2013

AFERZYSTKA

Afery w naszym domu (i poza nim) występują ostatnio nader często. Jak na moją wytrzymałość psychiczną i fizyczną - z częstotliwością trudną do zniesienia. Blanka radykalnie uszczupliła zasób słów sobie znanych i namiętnie używa tylko kilku z nich -  nie, nie wolno (w sensie, że mi nie wolno), nie chcę, zostaw, puść mnie, puszczaj, idź sobie, nie ruszaj. Wszystkie oczywiście w trybie rozkazującym, tonem nie nie uwzględniającym sprzeciwu, mojego rzecz jasna. Nie pomaga zadawanie pytań otwartych, pozostawiających jej do wyboru opcję albo - albo. Nieistotne, że pytam: "Chcesz na śniadanie kanapeczki czy kaszkę?"  - odpowiedź i tak brzmi.. "nie".
 Nie mają dla niej znaczenia sprzeczności, w które wpada - gdy proponuję: "Idziemy na spacerek?" - słyszę "nie!", ale gdy przystaję na jej decyzję i proponuję podstępnie: "Ok, to ja idę z Traviskiem, a Ty zostajesz w domu", także słyszę "nie!"...

"Nie" we wszystkich możliwych formach i tonacjach, w przypadku mojego protestu podlane zwykle rzewnymi łzami, okupione gilem do pasa i zawodzeniem przechodzącym w histeryczny płacz. Zazwyczaj aferę zapoczątkowuje moje "nie". Kilka dni temu na przykład odmówiłam zrobienie Młodej mleka na kolację, informując ją jednocześnie uprzejmie, że dziś tata je przygotuje, bo mama spadła ze schodów, poobijała się, boli ją i nie bardzo może wstać z kanapy. Blanka bezwzględnie, nie zważając na moje tłumaczenia, oprotestowała moją decyzję, uznając za pewnik: "Nie, mama zlobi", łaziła po domu i żądała: "Zlób, zlób, mamusiu, zlób!"

Odmówiłam po raz kolejny, więc zaczęła zawodzić, marudzić i prosić, a nie widząc żadnej reakcji z naszej strony, pobeczała się na dobre. W związku z faktem, że nadal nikt nie zamierzał jej ustąpić, zaprezentowała atak udawanego kaszlu, z którego płynnie przeszła do dramatycznego łkania, zanoszenia się i histerii. A że nadal nikt nie reagował, wsunęła sobie elegancko łapkę do gardła i zwymiotowała. Wszystko, co zjadła na kolację.

Obrzygała siebie, pół mieszkania i łazienkę; została z grubsza obmyta, przebrana i odesłana do sypialni, gdzie zasnęła sama, pochlipując, bez kolacji, skruszona i chyba lekko zawiedziona, że i tak się nie udało wywołać oczekiwanej reakcji.  Drugiego dnia wieczorem powtórzyła występ, z przyczyn równie dramatycznych - nie pozwoliliśmy dziecku w piżamie i na boso wyjść na balkon. 

Ze stoickim spokojem posprzątaliśmy rzygi malowniczo rozsiane po całym domu i wysłaliśmy aferzystkę do łóżka. W niedzielę, kiedy mój mąż zobaczył, że robię Blance kaszkę na kolację, westchnął tylko ciężko i zapytał:

- "Może od razu wylać do kibla? Mniej sprzątania będzie..."

4 komentarze:

  1. Oj, jak ja dobrze znam to o czym piszesz. Jeśli cię to pokrzepi, to w czasie takowych akcji przypomnij sobie, ze gdzieś tam za górami za lasami, za dolinami drze się mała Laura:)Nie wiem ile to jeszcze potrwa i zasoby cierpliwości mamy już na wyczerpaniu, ale wiem jedno - NA PEWNO się skończy. Przerabiałam to już trzy razy:)Zawsze w końcu dziecko na nowo stawało się słodkim słoneczkiem. rut

    OdpowiedzUsuń
  2. to jeszcze na tę listę aferzystek-wymuszaczek dopiszcie i moją Asiulę. Matko Polko! - i to wołanie "tatusiu/mamusiu ratunku" w zależności od tego kto jej czegoś zabronił :/

    OdpowiedzUsuń
  3. born to create drama:) spoko, ma to po cioci;)

    OdpowiedzUsuń
  4. M. jest to najgorszy etap rozwoju (później - dorastanie), etap słowa nie. Pocieszam Cię, że wszystkie dzieci tak mają. Pozdrawiam i życzę cierpliwości. B.

    OdpowiedzUsuń