sobota, 23 marca 2013

CHWILO...

Zza zamkniętych drzwi łazienki słyszę zbliżające się zawołanie:

- "Mamusiu! Maaamuuusiu!"

Wsuwają się małe palce w szparę między futryną a drzwiami, uchylają je, wpycha się do środka mała, kudłata blond głowa, spogląda na mnie szaroniebieskimi oczami, uśmiecha się szeroko i prosi:
- "Ukochaj!"

Kucam przy Blance, uśmiecham się i już, już, rozkładam szeroko ramiona, żeby ją przytulić, wyściskać zgodnie z życzeniem, a ona odsuwa się ode mnie i mówi:
- "Nie! " - i widząc moje zdziwione spojrzenie, dodaje:
- "Tatę!"

Po czym bierze mnie za rękę i prowadzi do kuchni, do Mężyka. Idę posłusznie, z jednym umalowanym okiem i ściskam Lubego zgodnie z zaleceniem. Mała obserwuje dłuższa chwilę, jak się przytulamy, zadziera wysoko, wysoko głowę, po czym reflektuje się i prosi:
"Lazem!"

Biorę ją na ręce, ona obejmuje mnie łapkami za szyję, przytula się  z całych sił. Mężyk otacza nas obie swoimi szerokim ramionami. I tak trwamy chwilę. Travis zerka na nas spod lodówki, merdając znacząco ogonem. W głowie jedna myśl. 

Trwaj, trwaj. 
Jesteś piękna.

czwartek, 21 marca 2013

LEŚNIKA!

W okolicach godziny siódmej Blanka zarządziła pobudkę. Nie dała się spacyfikować, co gorsza, zeszła z łóżka, poleciała do kuchni, pokręciła się po niej chwilę i zakomenderowała:
- "Mama, leśnika!"
Nie zdążyłam się nawet porządnie rozbudzić, a tu takie życzenie. Nie bardzo kontaktowałam, o co jej chodzi, przez moment nawet zaczęłam się zastanawiać, skąd w moim dziecku taka pilna potrzeba spotkania ze służbą leśną, ale musiałam szybko rozgrzać zwoje mózgowe, bo kulturalna prośba Blanki zaczynała się zmieniać w żałosne zawodzenie:

- "Maaaaammmmaaaaa, leeeeśśśśniiiikaaaa, leeeeeśśśśśniiiiikaaa!"

W głowie czarna dziura. Kawy, szybko, kawy. Czego ona chce? Zaraz się poryczy, trzeba działać; cóż, porozmawiajmy, może puści parę i powie, o co jej chodzi, pomyślałam i zaczęłam zadawać pytanie pomocnicze:

- "Blanka, co to jest leśnik? O co Ci chodzi? Wytłumacz mamie..." - bo matka jeszcze mentalnie pozostaje w betach, dorzuciłam sobie w głowie. 

Blanka popatrzyła na mnie z lekki zniecierpliwieniem, otworzyła szufladę w szafce,  z wysiłkiem wyciągnęła patelnię, podetknęła mi ją pod nos i poinstruowała:

- "Zlób!"
Załapałam. Jak diesel na mrozie, ale w końcu załapałam. 

NALEŚNIKA... 


wtorek, 19 marca 2013

ŻARCIK

W związku z niedopełnieniem porannego rytuału, w okolicach południa, gdy zauważyłam pieluchę zwisającą w okolicach kolan, spytałam uprzejmie swoją córkę:
-"Blanka, zrobiłaś kupę?"
Na co moje dziecko, z podejrzanym uśmiechem, odparło bez zastanowienia:
- "Taaaakkk..."

Podeszłam. Obwąchałam. Nic nie śmierdziało. Blanka cały czas się uśmiechała, zamiast lecieć pędem po czystego pampersa, prosząc przy tym jak zawsze: "źmień, ciśtą!" . Coś mi tu nie pasowało. Zajrzałam do gaci. Nadal nic nie śmierdziało. Sprawdziłam zawartość pieluchy i mówię zdziwiona do Blanki:
- "Nie zrobiłaś, tu nic nie ma!"

Moje dziecko zaczęło się śmiać i z rozbrajającą miną oznajmiło mi:
- "OSIUKAŁAM... "

wtorek, 12 marca 2013

NO!

Od jakiegoś czasu Blanka w ramach potwierdzenia mówi "no" na zmianę z "ychyyyy". Tłumaczę cierpliwie, że mówi się "tak", staram się sama używać tylko tego słowa, ale efektów nie widać. Żadnych. Dziś po raz kolejny przeprowadziłam bezowocne szkolenie, akurat smarowałam naleśniki dżemem, Blanka siedziała na blacie, spytałam ją, czy ma na nie ochotę i oczywiście usłyszałam:
- "No!"
Powtórzyłam więc po raz setny:

- "Blanek, nie można mówić "no!", to nieładnie, powinno się mówić "tak", zrozumiałaś?"
Mała zerknęła na mnie, posłała mi najpiękniejszy ze swoich uśmiechów i odparła:

"NO!"

środa, 6 marca 2013

FASHIONISTKA

- "Ubieramy się Mała" i Blanka natychmiast zameldowała się przy szafce z ubraniami, żeby rozpocząć przegląda garderoby. Próbowałam trochę poskromić jej zapędy, zaproponowałam więc, nieco autorytatywnie:
- "Założymy bluzkę z kotkiem!" - i wyjęłam z półki różową koszulkę z sierściuchem. Blanka odepchnęła moją rękę, sięgnęła do szafki, wyciągnęła body z tygrysem i poinformowała mnie kategorycznym tonem:
- "Nie! Z lewem!"
Po czym zarzuciła sobie wybrany ciuch na głowę i uciekła...
 

poniedziałek, 4 marca 2013

SŁOWOTWORY

Trudny jest język polski, bardzo trudny, zwłaszcza dla tak małego dziecka, jak Blanka, która radzi sobie z polszczyzną, tak jak potrafi. Na dodatek nielogiczny, bo skoro mówię jej: 
"Mama zaraz Ci pomoże" to przecież oczywiste jest, że po otrzymaniu misia, który siedział na baaardzo wysokiej półce, Blanka radośnie zakrzykuje: "Pomożyła, mama pomożyła!" 
 I wcale jej nie chodzi o morzenie głodem :-)

Dziwne te czasy, te odmiany, skoro mówię jej, że coś "będzie", to kiedy już się stanie, przecież oczywiste jest, że "będzieło!", jak mówi moja córka.

Do tego w języku polskim pełno jest takich trudnych słów, które nie wiadom,o jak wymówić, choćby taka "kanapa", która raz jest "kapaną", raz "kapananą" czy nosorożec, który uparcie jest "nosiolcem"

Przy słowach bardzo, bardzo, ale to straszliwie trudnych Blanka radzi sobie paradoksalnie najlepiej... , oczywiście jak umie. Po prostu wymyśla swoje własne. Czekolada od dobrych kilku miesięcy to "tolo", a jeszcze trudniejsza "żyrafa" to... "lesiana"

Nie mam pojęcia, czemu, ale Blanka za każdym razem, kiedy pokazuje jej stworzenie w łaty, z długą szyją, uparcie wykrzykuje właśnie: "lesiana"
Żyrafa to lesiana i już.