niedziela, 24 lutego 2013

OKRUCHY CODZIENNOŚCI

Podchodzę rano do regału, żeby włączyć radio, Blanka zwisa mi na szyi, jak mała małpka, uważnie lustrując wyższe półki i kombinując, co by tu zwędzić. Chwilę obserwuje leżące na nich przedmioty w końcu wypatruje moje szkła kontaktowe i oznajmia:

Oćka! Oćka mamusi!

*
Gotuję obiad. Mała pracowicie ustawia na środku pokoju wszystkie swoje zwierzaki, jeden obok drugiego, w zwartej grupie. Po czym przybiega do mnie i mówi:

- Pochwal, mama, pochwal!

*
Przykucnęłam przy Blance; Mała dotyka po kolei mojegi nosa, policzków, brody, oczu i nazywa kolejne cześci mojej twarzy. W końcu zanurza palce w moich włosach i ze śmiechem stwierdza:

Grziwa!

*
Wracamy ze spaceru. Idziemy powoli śliskim chodnikiem; mija nas młody chłopaka w wojskowych spodniach, Blanka przygląda mu się przez moment po czym informuje mnie:

Pan w łati!, mama, Pan w łati!

*
Na zasypanym śniegiem placyku przed domem handlowym Magda stado gołębi dojada rzucone litościwą ręką skórki chleba. Blanka wbiega pomiędzy nie, machając rękami, klaszcząc i krzycząc:

- Uciekać gołomby! Uciekać głomby!

*
Mijamy wystawę sklepu odzieżowego, Blanka zatrzymuje się i informuje mnie z entuzjazmem:

Mama, lew! Tam, lew!
Patrzę zdziwiona, żadnego króla zwierząt nie widzę, dopytuję więc, gdzie ten lew? Blanka zmienia wersję i tym razem mówi: Puma!..., pokazując palcem apaszkę... w gustowny rzucik, zwany popularnie "panterką"...

*
Mężyk podrzuca Blankę wysoko, wysoko, a kiedy ta już, już prawie spada, rozkładając szeroko ręce, łapie ją, nieco wystraszoną i znów podrzuca. Blanka śmieje się, obawy walczą z radością; za każdym razem, gdy ląduje w ramionach ojca, chichocze radośnie przez chwilę, po czym grozi tacie palcem i bardzo poważnie mówi mu:

- Nie wolno! Nie wolno!
By za chwilę, z szelmowskim uśmiechem dodać:
Jece!...

*
Blanka wyciąga z szuflady w kuchni garnek, przynosi go do pokoju, pakuje do niego wszystkie moje notatki, pracowicie upycha szeleszczące kartki, miesza w nim łyżką, po czym zanosi gar pełny papieru Travisowi, stawia mu przed nosem i rozkazuje zdezorientowanemu psu:

- Łoda! Pij!
A kiedy zniesmaczony labrador odmawia konsumpcji, Blanka zmienia koncepcję, miesza jeszcze raz łychą w garnku, po czym informuje psa:
Objadek! Jedz!

*
A kiedy zasypia, przytulona do mnie, zarządza:

- Dlap, dlap mama. Po plećkach...



- 

10 komentarzy:

  1. "- Dlap, dlap mama. Po plećkach..."
    chwilo trwaj
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. urocze to:) oby bylo tego wiecej........

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne okruchy codzienności. Czasami zazdroszczę Ci, że potrafisz je tak zapisać i nam przekazać. Pozdrowienia dla Was wszystkich ode mnie i specjalne dla Travisa od Maksa. B

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też chcę!!!!!!!!!!!!To jest cudowne
    A Grześ niewiele;/

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo mądrą masz córeczke :)

    OdpowiedzUsuń
  6. takie to wszystko słodkie...tylko wiesz, co się mówi- 18 miesięcy uczy się dziecko mówić i chodzić,a następne 18 lat stara się, aby usiadło i wreszcie było cicho ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się najbardziej podobało gotowanie dla Travisa.. Który nie potrafi docenić małego masterchef'a :D
    POzdrawiam
    agad

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozczulające te chwile :), niech ich będzie jak najwięcej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny pamiętnik dla dziecka, które mając naście lat zapyta – „Mamo, a co ja śmiesznego mówiłem/robiłem jak byłem mały?”
    A że pamięć ludzka bywa zawodna, szczegóły się zacierają a dzieci dorastają za szybko pamięta się tylko niektóre z tych chwil.
    Czytając tego bloga czasami mi szkoda ze tyle fajnych wydarzeń i powiedzonek z dzieciństwa mojego nastoletniego obecnie syna umknęło z mojej pamięci …
    Chociaż dla niektórych wspomnień Blanka bywa inspiracją i pojawiają się nagle jak światełko w tunelu.
    Pozdrawiam
    Changi

    OdpowiedzUsuń